wtorek, 5 stycznia 2010

Sokrates


Początek roku sprzyja porządkowaniu zawiłych spraw, myśli, wydarzeń a wreszcie kalendarza. Sprzyja również zastanawianiu się nad szybkim przemijaniem i życiem w szerszym, nie materialnym wymiarze.

Wróćmy do początków takich myśli.
Chciałam tu przypomnieć wybitnego, greckiego filozofa, żyjącego na przełomie IV i V w. p. n. e., ojca etyki- Sokratesa.

Nowatorstwo jego filozofii polegało przede wszystkim na tym, że jako pierwszy wyodrębnił dobra moralne, ponad wszystkie inne, a cnotę uznał jako dobro bezwzględne.

Sokrates uważał cnotę, jako cement, który wiążę szczęście z pożytkiem, bo tylko to co pożyteczne, może być naprawdę dobre.
To właśnie dobro bezwzględne, czyli cnota jest wiedzą, ponieważ wszystko zło pochodzi z niewiedzy i nieświadomości.

Sokrates dopuszczał, że nikt nie czyni zła umyślnie i ze świadomością, raczej z niewiedzy i głupoty. Można by z tym poglądem dyskutować w obecnych czasach, ale zakładajmy, że jest w tym przynajmniej część prawdy.

Ten starożytny myśliciel sformułował pierwsze zasady etyki, która z biegiem czasu klarowała się i precyzowała. Modyfikowana przez zmieniający się świat, zdobycze cywilizacji i religię.

Nasze czasy stały się dla etyki bardzo wrogie. Pogoń za dobrami materialnymi staje się dojmująca i frustrująca. Stan posiadania zbyt często wyznacza wartość człowieka. Ludzkość zatraca się w potędze techniki i cywilizacji zapominając o rzeczach tak mało popularnych jak przymioty ducha.

Wiara w człowieka nie pozwala mi myśleć, że taki stan rzeczy wynika ze świadomego działania ludzkości, bo przecież ona sama nie chce swojej degeneracji. Być może wynika to właśnie z braku wiedzy, która pozwala na większą manipulację masami, braku czasu i zadumy...
A wiec, czy Sokrates nie ma racji?


Na koniec przypominam zdanie, która wypowiedział Jan Paweł II w 2000 roku: „to tysiąclecie będzie tysiącleciem Ducha Świętego”. Cokolwiek miałoby to oznaczać, wierzę, w zwycięstwo przymiotów duszy nad materią.

1 komentarz:

  1. aro 49

    Moniko!

    Piszesz, że „Sokrates dopuszczał, że nikt nie czyni zła umyślnie i ze świadomością, raczej z niewiedzy i głupoty.”

    I ja się z nim zgodzę. Mimo tak ogromnego wykształcenia współczesnych ludzi, dzisiaj, coś w tej edukacji jest robione źle. Ludzie znają różne rozbudowane formułki na pamięć, umieją obliczać skomplikowane równania, znają się na różnych prawach,…
    Ale nie potrafią żyć ze świadomością.
    Z ogromnym zaangażowaniem analizują np. błędy taktyki swojej ulubionej drużyny sportowej.
    A cały czas popełniając nieraz ogromne błędy życiowe nie potrafią siąść, dać sobie czas na dokładne przemyślenie, dzień, dwa, trzy, w zależności od wielkości problemu, aby przeanalizować go ze wszystkich stron, z różnych punktów widzenia, przez szukanie wśród rozwiązań u ludzi, wielkich autorów, którzy rozwiązali te problemy przed nami, potem przedyskutowanie, przepracowanie sprawy z zainteresowaną osobą, którą być może sprawa też dotyczy, (bo zazwyczaj sprawy ludzkie, są międzyludzkimi), która też powinna mieć wcześniej czas na zastanowienie.
    Przecież wygrane życie człowieka jest ważniejsze niż następny wygrany mecz ulubionej drużyny, na której grę i tak nie ma się wpływu bo ma go tylko trener, a więc uprawia się tylko sztukę analizy dla sztuki analizy dla zaspokojenia poczucia własnego znawstwa.
    Jeśli nie zapewnia tego edukacja człowiek sam powinien poszukiwać dróg swojego rozwoju, aby pokonując kolejne etapy życia, wspinać się na coraz wyższe poziomy rozwoju, aby swoje działania czynić ze świadomością dążenia do cnoty fizycznej i duchowej swojego człowieczeństwa, aby tworzyć swoje życie pięknym.

    OdpowiedzUsuń