czwartek, 25 marca 2010

Jerzy Franciszek Kulczycki


Pewne perypetie z zaprzaczem kawy o wdzięcznej nazwie Szecherezada, skierowały moje myśli ku historiom kawowym i zachęciły mnie do napisania o człowieku, którego niewiele osób w Polsce zna.
Jerzy Franciszek Kulczycki znany jest bardziej w Wiedniu niż w Polsce.
Co do polskiego pochodzenia tego człowieka, nie ma wiele informacji. Sam określał się „rodowitym Polakiem”.Podobno pochodził z podsamborskie wsi Kulczyce.
Do Wiednia przybył z Serbii. Zajmował się tłumaczeniami z języka tureckiego w belgradzkiej Kampanii Orientalnej. Potem, gdy uznał, że handel bardziej mu się opłaca niż tylko tłumaczenie, rozpoczął własną działalność handlową pod Wiedniem.

Z postacią tego tajemniczego człowieka, związana jest pewna legenda, wiążąca go z dziejami Polski.

Ponieważ Kulczycki znał biegle język turecki, był tłumaczem kupców, którzy nabywali różne orientalne towary ze wschodu.W 1863 roku znalazł się, realizując swoje interesy, w Wiedniu. Wiadomym jest, że właśnie wtedy Turcy otoczyli i atakowali miasto. J.F. Kulczycki, poproszony przez samego burmistrza Wiednia,o pomoc. Z narażeniem życia, w przebraniu żołnierza osmańskiego, przedarł się przez całą hordę turków, by dostarczyć list do księcia lotaryńskiego, z błaganiem o pomoc dla miasta. Z odpowiedzią od księcia wrócił cało i zdrowo.

Tym wyczynem zyskał wielką sławę i zaszczyty.Legenda mówi, że po odsieczy Wiedeńskiej, król Jan Sobieski w uznaniu zasług, darował Kulczyckiemu cały zapas kawy przywieziony pod miasto przez Kara Mustafę. Dzięki swoim zasługom dla grodu, zyskał wdzięczność i profity, między innymi: nieruchomość w Wiedniu. Tu także założył pierwszą kawiarnię. Przywilej prowadzenia kawiarni nadał mu Leopold I.

Tym oto sposobem stał się on patronem wszystkich Wiedeńskich kawiarzy. Prócz tego został mianowany cesarskim tłumaczem języka tureckiego.
Wiedeń uczcił pamięć o tym człowieku, nazywając ulicę miasta jego imieniem.

Jest to bardzo ciekawa postać, o której dowiedziałam się w kawiarni „Pożegnanie z Afryką”. To właśnie ta kawiarnia odświeżyła pamięć o Jerzym Franciszku Kulczyckim, fundując mu tablicę pamiątkową w Krakowie przy ulicy Św. Tomasza.
Dają tam cudowną kawę cynamonową która najsmaczniejsza jest z ciemnym cukrem. Mniam!

17 komentarzy:

  1. Monika, w zasadzie powinnam Ci podziękować za tego posta osobiście. :) Nie dość, że nie tracisz ducha po tym, co stało z kawiarką-niespodzianką z Pożegnania z Afryką (poniekąd z mojej winy), to jeszcze piszesz posta poświęconego tematyce kawiarni i kawy, jakby nic się nie stało. :-)
    Znalazłam na Allegro do kupienia "Znaczek pachnący kawą" z wizerunkiem Jerzego Franciszka Kulczyckiego. To jest cały zestaw: stylowa koperta i znaczek:
    http://www.allegro.pl/item930687535_karnet_slady_polskie_w_europie_j_f_kulczycki_kawa.html
    Jak Ci się podoba?

    OdpowiedzUsuń
  2. I jeszcze ciekawostka
    z dedykacją dla Ciebie:

    -W 1862 r. uczczono pamięć J. F. Kulczyckiego, nadając jego imię jednej z ulic Wiednia. Trzy lata później właściciel kawiarni na rogu Favoritenstrasse i Kolschitzkygasse postawił na narożniku swego domu pomnik Kulczyckiego w stroju kawiarza tureckiego (w takim stroju podawał kawę), projektu rzeźbiarza E. Pendla.
    -W późniejszych latach właściciele wiedeńskich kawiarni, których pojawiło się w mieście dużo, zaczęli w październiku świętować "Kolschitzky Fest", dekorując okna swoich lokali portretami patrona tego święta.

    źródło: www.kzp.pl [Katalog znaków pocztowych]

    OdpowiedzUsuń
  3. No pięknie! Widać Kulczycki nie jest tak nieznany jak myślałam. Bardzo się cieszę.
    Co do perypetii związany z kawiarką, to tylko nastroiły mnie pozytywnie i o żadnej winie mowy być tu nie może.
    Postanowiłam, że sprawa ta będzie miała radosny finał i tak będzie :)
    Dlatego ten post o Kulczyckim, ciekawej i barwnej postaci.
    Wyobrażasz sobie jak ta kawa będzie teraz smakować?

    OdpowiedzUsuń
  4. ach, właśnie piję kawę, no ale nie taką cynamonową niestety...

    OdpowiedzUsuń
  5. a bardzo polecam Anno! jest przepyszna....

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś i u nas w K. było Pożegnanie z Afryką - to było cudowne miejsce, gdzie uciekałam raz-dwa razy w tygodniu. Sama, malutkie dzieci zostawały w domu pod opieką, a ja szłam spacerem przy rzeczce, by potem przez około godziny napawać się aromatem kawy i klimatem tego miejsca. To tam przemiła pani wyjaśniła mi wiele nt gatunków kawy, sposobów palenia, parzenia itd. To tam miałam swoją ulubioną mieszankę (niestety nie pamiętam nazwy) słabo paloną z aromatem orzechowym. Tam pijąc kawę czytałam książki lub po prostu patrzyłam na przechodniów. Dla amatorów kawy polecam "Handlarza kawą" - Davida Liss'a :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O "Pożegnaniu z Afryką" moja mama i ciocia opowiadają,że miało klimat. I jeszcze tak niedawno był u nas sklep - i nie ma. Żałuję, że nie poznałam klimatu. Nie pozostaje mi nic innego jak przyjechać do Krakowa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam. Rzeczywiście kawiarnia zachowuje klimat kolonialny. A co najważniejsze, ceny serwowanych kaw nie są wygórowane.
    Kawiarnia ta bardzo wpasowuje się w klimaciki krakowskie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piekna historia, czytalam i czulam zapach kawy :-) Bardzo lubie takie kawiarnie z klimatem, nazwa latwa do zapamietania bo to jeden z moich ulubionych filmow wiec jak bede kiedys w Krakowie to chetnie zawitam do tego magicznego miejsca... Pozdrawiam cieplutko. M

    OdpowiedzUsuń
  11. I znowu mnie wciągnęłaś i ganiam po googlach, Mota, dziękuję, buziaki weekendowe posyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mamasan- pamiętaj- cynamonowa.....choć inne też niczego sobie. Łatwo dotrzeć, bo to przecznica od Floriańskiej :)

    Margo- jeśli pozwolisz będę wciągać Cię dalej. Muszę sobie jakoś rekompensować to onieśmielające zatkanie, które przeżywam u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oczywiście, poszerzasz moje horyzonty, jakżeby, inaczej sobie nie wyobrażam :) Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Na rycinie wygląda jak basza. Opis i ryciny arabskich baszów (podobne) spotkałam w ostatnio czytanym Hrabiego Michała Tyszkiewicza Dzienniku Podróży do Egiptu i Nubii. Do tego dziewiętnastowieczna polszczyzna. Piękne.
    Historia Kulczyckiego bardzo ciekawa, ja też dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. :)Ze względu na nasze upodobanie do porannej kawusi, każdy rodak nazwisko znać powinien:)

    OdpowiedzUsuń
  16. oj tak. A podobno znawcy kawy twierdza, że Polacy o kawie nie maj zielonego pojęcia

    OdpowiedzUsuń
  17. kate- miałam tą pozycję w ręku- chciałam ją kupić, ale....tylko twarda oprawa, trochę drogo

    OdpowiedzUsuń