sobota, 24 kwietnia 2010

Epitafium Abramskiego


D.O.M.
"Tu spoczywając
nędzny grześnik
Jozef Abramski
żebrze westchnienia
do Boga
za dusze swoje
umarł dnia 14 ( miesiąc nieczytelny) 1743
X Szymon bratu swojemu położył.”

To tragiczne wezwanie przyciągnęło mą uwagę. Cóż ten biedny „grzesznik” nabroił w życiu, aby aż tak na wieki oznajmić to wszem i wobec? A może to był tylko taki sprytny zabieg wzbudzenia w przechodniu litość, aby ten w poczuciu chrześcijańskiego obowiązku zmówił modlitwę w intencji biednej duszy?

Kim był ten człowiek, z pewnością się nie dowiem. Jestem wielce dociekliwą osobą, ale nie na tyle, aby wertować olbrzymie tomiska ksiąg parafialnych sprzed wieków i to jeszcze w kościele Mariackim. Może gdzieś istnieją jego potomkowie. Może coś o nim wiedzą, może...

Jedno jest pewne. Nie należało się to każdemu. Umieszczenie marmurowej płyty z epitafium na zewnętrznych murach kościoła Mariackiego, świadczyło, że nie pochodził z mało znaczącej rodziny, a w każdym razie, nie z mało zamożnej. Umieszczenie takiej płyty wiązało się z datkiem na kościół. Było to oczywiste i ogólnie przyjęte, a zamożni ludzie często zadziwiali swoją hojnością w tej materii. O czym może świadczyć mnogość ołtarzy, kaplic i tablic.
Dlaczego akurat kościół Mariacki?

Mało kto wie, że wokół niego, jeszcze do końca XVIII w., istniał kilkusetletni cmentarz (od XIII w). Plac Mariacki, na którym dzisiaj jest fontanna, to właśnie było główne miejsce pochówku mieszczan. Teraźniejszy kościół pw. Św. Barbary, był kaplicą cmentarną, którą z wiekami powiększano i rozbudowywano. Dopiero przepisy sanitarne wprowadzone pod koniec XVIII wieku, zakazujące pochówku zmarłych w granicach miasta, spowodowały zamknięcie nekropolii. Od tej pory głównym miejscem pochówku Krakowian stały się Rakowice.

Jednak jeśli przejdziecie się dookoła kościoła i uważnie obejrzycie mury- znajdziecie wiele próśb o modlitwę za zmarłych z różnych wieków. Tablice nierzadko wzruszające. Wiele ludzkich losów zapisanych w postaci epitafium i próśb o modlitwę.

Tablica z dramatycznym wydźwiękiem, Ś.P. Abramskiego, skłoniła mnie do zapoznania się z ówczesnymi kanonami, „modami” tekstów nagrobnych. D.O.M. to skrót od łacińskiego D[eo]. O[ptimo]. M[aximo], czyli Bogu, Najlepszemu, Najwyższemu.

W zależności od stopnia zamożności rodziny, fundowano zmarłym od kaplic kościelnych, po ołtarze, ołtarzyki, tablice w kościele, płyty i tablice z epitafium. Tekst jaki zamieszczano ku czci zmarłego był rozmaity. Od łacińskich sentencji począwszy, poprzez wiersze poetów i wierszokletów, skończywszy na wymienianiu zasług doczesnych i funkcji zawodowych i społecznych. Co więcej zapobiegliwi, układali za życia swoje epitafia. Szczególnie jedno dało mi obraz sytuacji. Napis na grobie księdza, któremu na własne życzenie umieszczono ten napis:

"Żebrze westchnienia do Zbawiciela
Pana za dusze swoie xiadz tuteyszy
Piotr nayniegodnieyszy grzesznik wielki zmarły
roku 1767 dni 20 maia”

Indukcyjnym uogólnieniem dochodzę do wniosku, że imć Abramski mógł polecić swojej rodzinie ten wpis, aby ukazać swoją bezdenną pokorę, świadomość grzeszności śmiertelnego życia, nadziei na szczęśliwość wieczną dzięki „westchnieniu” żyjących. Jego małość wobec wieczności nie wstydziła się okazać w trwałym wpisie jego rodzina. Rozmyślam zatem, że tak naprawdę nie był to wielki grzesznik, a zwykły, nawet pobożny człowiek, którego bliscy, świadomi nieprawdziwości tych słów- „nędzny grzesznik”, jak i pewności nienagannej opinii „exitusa”, nie wstydzili się wpisać tego epitafium. O niewybredny żart nikogo nie podejrzewam.

Moje westchnienie dla Niego: Wieczny odpoczynek..

15 komentarzy:

  1. Mota, czasami bywamy w Krakowie, na Rynku obowiązkowo, kościół Mariacki to centralny punkt naszych wędrówek... a nigdy nie zwróciłam uwagi na te tablice pełne próśb i modlitw o zbawienie duszy. Następnym razem - pomna na Twoje obserwacje - zlustruję sobie mury kościoła i poczytam, jakie to mistyczne pragnienia śmiertelni grzesznicy z dawnych epok kazali zamieszczać na nagrobkach. Bardzo ciekawy temat. A swoją drogą, poruszający jest ten napis na nagrobku księdza, bohatera Twojego wpisu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jolu. Serdecznie zachęcam. Sama odkryłam je jakiś czas temu. Te, które są umieszczone wewnątrz, również odkrywam. Moim ulubionym miejscem w kościele Mariackim to wielka ława na przeciwko obrazu Św. Sebastiana. Zaciszny zakątek, gdzie można się w spokoju pomodlić w jako takim spokoju. Kościół jest bardzo oblegany przez cały dzień przez różnie zachowujące się wycieczki. Ale to tak wszędzie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kraków to takie tajemnicze, ciągle do końca niezbadane miasto z duszą...Pozdrawiam :)
    Może to taka "moda" ówczesna, nazywać się grzesznikiem niecnym? Ostatecznie grzech ludzka rzecz...

    OdpowiedzUsuń
  4. Sądzę, że tak właśnie było :) Pozdrawiam Nivejko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, jakbym czytałą swój post :) Też dociekam do wszystkiego i wymyślam wiele ewnetualnych wersji. Ale to chyba zaleta :P

    OdpowiedzUsuń
  6. bitter pill moim calem przede wszystkim jest ocalenie od zapomnienia...
    Szukanie jest środkiem do celu.
    Serdecznie Cię witam:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawe to co piszesz i tajemnicze, ile jeszcze rzeczy nie wiemy i ile jeszcze wiedzy przed nami. Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciala zobaczyc te miejsca o ktorych piszesz... Pozdrawiam cieplutko. M

    OdpowiedzUsuń
  8. Mamsan- wierzę, że niedługo przyjedziesz, tego Ci bardzo życzę. Pamiętaj, że musisz tego mocno chcieć- spełni się wtedy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ile kryją tajemnic i historii tablice kamienne?... malutki grób biedny, choć zadbany. Napis : Ewa Kisza ... urodzona... zmarła ... wiecej nic
    Jedynie w pamieci została historia tej malutkiej kobiety drobniutkiej i niepozornej. W pierwszej wojne światowej oddała się całym sercem idei: Będę sanitariuszką!!!
    Omijały ją kule gdy pod ostrzałem wynosiła rannych i zagazowanych. Lata międzywojenne - praca w szpitalu - II wojna światowa, to niemal wszystkie fronty.
    Po jej śmierci znaleziono pudełeczko ... z medalami ( nikomu ich nie pokazywała)
    Nigdy nie wyszła za mąż, całym życiem oddała się pomaganiu chorym i rannym....
    Pamiętam tą malutką drobną Panią, jej koronki pod szyją - spłowiałe i wyszarzałe - jak Ona sama - choć była Brylantem

    OdpowiedzUsuń
  10. Ożesz Ty spaliłeś mi jeden post... :P

    OdpowiedzUsuń
  11. mam jeszcze kilka rodzynków z Jej życia - nikt tego lepiej nie opisze jak Motka :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardo ciekawe co piszesz. Mnie rowniez nachodza refleksje gdy widze stare tablice cmentarne i podupadle grobowce.

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj, ale ciekawe rzeczy piszesz! A ja nie umiem się już dziś skoncentrować. Wrócę doczytać na spokojnie, jak nie będę pracowała do późnej nocy, jak od ... chyba trzech tygodni :) Pozdrowienia serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
  14. Iw zapraszam serdecznie.
    Tak wiem, rozbuchałam się w tych postach. Miało być krótko i przystępnie, a wychodzi coraz gorzej :D

    OdpowiedzUsuń