poniedziałek, 31 marca 2014

Władysław Grabowski-baron na scenie.

-Tym razem -panie fryzjer- proszę przerzucjic mi loki na drugą stronę, i w końcu- panie fryzjer- okielznaj pan moją burzę wlosów-
Panie, tak lubiłem jak on do mnie przychodził. Sypał kawałami jak z rękawa. Moja koleżanka Lodzia, nie mogła przy nim pracować. Mówił jej komplementy i miny do niej stroił.  Zaraz się czerwieniła i przypalała loki żelazkiem. Nawet powiedział, że gdyby nie był taki stary to...  reszty nie dosłyszałem bo je na ucho powiedział, a biedaczka zaczerwieniła się jak piwonia.Oj kobietki go lubiły.
Przyznam się, że niewiele wiem na temat prywatnego życia Władysława Grabowskiego. Informacje na ten temat są szczątkowe, bądź żadne. W ostatnich latach nie wyszły żadne wspomnienia o aktorze. Być może, znajdują się jakieś w wielkich archiwach muzeum, czy teatrów, starych gazetach i broszurach. Trudno jednak się do nich dostać. Byłabym nawet wdzięczna, gdyby ktoś wzbogacił moją wiedzę, na temat mojego ulubionego aktora.
Urodził się pod konie XIX wieku. Z moich poszukiwań wynika, że pochodził z rodziny szlacheckiej z wielkimi tradycjami. Był potomkiem Członków Sejmu Wielkiego.
Otrzymał aktorskie wykształcenie w Klasie Dramatycznej Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Grywał dużo w tetrze scen Łódzkich i Warszawskich. Zdarzyły się także występy w Petersburgu.
 W czasach, gdy kino w Polsce jeszcze mocno raczkowało, Grabowski był już angażowany do pierwszych produkcji filmowych. Były to produkcje kina niemego. Kina, które wbrew pozorom różniło się od zwykłej gry w teatrze, a także gry w filmach z późniejszych lat.
Aktor grał gestami, twarzą, przerysowaną mimiką, wręcz karykaturalną postawą. Emocje i zdarzenia, musiały być przedstawiane definitywnie i jednoznacznie.
Był lubianym i stałym bywalcem towarzyskiej śmietanki. Nie stronił od wykwintnego towarzystwa artystycznej bohemy, lubianym, bo rubasznym i skorym do żartów.. Był znanym i stałym bywalcem warszawskich lokali.
Z kinem zbratał się od samego początku. Swoje pierwsze kroki nac kinowym ekranie, stawiał jeszcze za czasów kina niemego. Tak aktor wspomina swoje pierwsze lata kina:
„Pamiętam pokój przy ulicy Rymarskiej w Warszawie. W tym jednym jedynym pokoju mieściło się filmowe atelier. My, aktorzy, byliśmy wtedy charakteryzowani naprawdę dziwacznie. Najpierw na fioletowo, potem na żółto, a potem jeszcze na kolor cielisty. Kiedy to było? W 1908 roku… (…) Było to coś w rodzaju komedii del arte. Reżyserowano wówczas w szybkim tempie. Parę dni film był gotowy.(…)
Najzabawniejsza była gra aktorów. Ich miny, grymasy, gestykulacja śmieszą nas dziś niezmiernie, gdy oglądamy na ekranie film z tamtych czasów. Wtedy to było na porządku dziennym, inaczej się w ogóle nie grało, gestykulacja zastępowała słowo mówione, a napisy wyjaśniały treść tylko w trudniejszych do zrozumienia miejscach. Aktorkom musiały falować piersi, to był warunek konieczny. Ze wzruszenia, z miłości, ze smutku, czy też bólu. Oczy musiały być bardzo duże. Od wielkości ich zależał wielkość gaży…
Wtedy wszystko trzeba było robić samemu. Obecnie mamy dublerów, którzy zastępują nas w bardziej ryzykownych wyczynach. Pamiętam jak sam wdrapywałem się na wysoki młyn. No- ale było się młodszym…” („W starym polskim kinie”, Stanisław Janicki, KAW, Wa-wa 1985)
 W niemych filmach Grabowski miał większe role : „Studenci” (1916), „Cud nad Wisłą” (1921), „Trędowata” (1921).
Gdy nastała nowa era filmu dźwiękowego, aktorzy zyskali inną twarz i dopełnienie swojego wizerunku w postaci głosu. Jednym to poszło „na zdrowie”, drugim zamknęło drogę kariery. Władysław Grabowski stał się aktorem charakterystycznym, głównie komediowym.
Przez całe życie zachował szczupłość i ten sam charakter sylwetki. Głowę nosił dumnie, wysoko, arystokratycznie. Kroczył zawsze powoli i dostojnie ( z wyjątkiem sceny z niesfornym, tytułowym Wacusiem, którego grał Adolf Dymsza). W komediach prezentował zawsze typ szlachcica. Potrafił do swojej sfery podejść z wielkim dystansem i nawet krytycyzmem. W filmie „Dorożkarz nr 13” zagrał hrabiego, który straciwszy majątek i żyjący w skrajnej nędzy, przyjmuje się na „kamerdynera” dorożkarza- szczęściarza.
Znakomity komediowy duet tworzył razem z Mieczysławą Ćwiklińską w filmach” Czy Lucyna to dziewczyna” , „Dodek na froncie”, „Ja tu rządzę”, oraz „Wacuś”. W kreacjach komediowych można go było zobaczyć w takich filmach jak: "Mój papa się żeni", "dwie Joasie".
Uwielbiam jego styl gry, świadomy, dowcipny, pełen dystansu, zwłaszcza do siebie. Jego role zawsze były sympatyczne i pełne uroku. Śmieszne, ale nie pozbawione tej arystokratycznej elegancji, czasem nonszalancji.
W czasie wojny występował sporadycznie w teatrze jawnym. Po wojnie wystąpił w dwóch filmach: „Dwie godziny:, „Skarb”.
Reszta pozostaje moim milczeniem, gdyż, tu powstają kolejne luki w moich wiadomościach. Pewnie nastanie nowego systemu w powojennej Polsce, a uprzednio wojna, tak jak innym aktorom, przetrąciły aktorski kręgosłup. Nie wiem, co się z nim działo podczas wojny, co robił i jak ją przeżył...
Przeglądając zdjęcia w internetowej bazie, natrafiłam na pozowane zdjęcia aktora w podeszłym wieku. Myślę, że teatr, sztuka pozostały dla niego ważne na zawsze.
Władysława Grabowskiego pochowano na warszawskich Powązkach w Alei Zasłużonych.

Bibliografia:
"W starym kinie" Stanisław Janicki, KAW, Warszawa, 1985 r
„Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej”, Sławomir Koper, Bellona, Warszawa, 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz