sobota, 31 grudnia 2011

Lalka

Miały być lekkie fale, gładkie, niepretensjonalne. Fryzjerka przyłożyła się po stokroć. Z zachwytem stwierdziła, że mam piękne włosy i że wyglądam jak lalka. Cóż, mam inne pojęcie piękna. Włosy są faktyczne, jak u lalki, tylko włożyć je pod kran i długo moczyć aż odmoknie skorupa z lakieru. Przecież mogłam się spodziewać, że wyjątkowo pechowy dla mnie rok, skończy się właśnie tak. 


Słowo "lalka", zwłaszcza na blogu pretendującym do bycia kulturalnym, może mieć inne, ukryte znaczenie. Zawsze można zahaczyć o moją ukochaną lekturę z panem Wokulskim w roli głównej. Może w czasach Wokulskiego moja obecna fryzura byłaby dwakroć znośniejszą, pod warunkiem, że jej kształt zgadzałaby się z paryskimi żurnalami na dany rok i gdybym wreszcie założyła odpowiednią suknię. Zawsze można by było użyć większego niż na co dzień wachlarza.
Ufryzowana na lalkę, z paznokciami pomalowanymi na przemian, raz czerwono, raz czarno, idę witać 2012 i mam zamiar bawić się lalkowo, szampańsko.
Najważniejsze, żeby nie stracić fasonu i żeby bez strachu wchodzić w Nowy Rok.

Pewien ciężko chory człowiek, którego w przelocie spotkałam na swojej drodze życia, nauczył mnie, że pewne są w życiu tylko zmiany i że nie trzeba się ich bać, bo one przyjdą, czy się tego chce czy nie. Teraz jest to dla mnie takie oczywiste.

Życzę Wam, aby zmiany które przyniesie Nowy Rok były dla Was zmianami tylko dobrymi i budującymi. Życzę Wam odważnego patrzenia w przyszłość pomimo przemijającego poczucia słabości i zwątpienia. 
Życzę abyście każdym dobrym wydarzeniem budowali siebie w lepszym jutrze. 

piątek, 23 grudnia 2011

Nostalgia świąt


Wiedeń 26 grudnia 1830

Wiedeń. Dzień Bożego Narodzenia. Niedziela rano.
Przeszłego roku o tem czasie byłem u Bernardynów,
dzisiaj w szlafroku sam jeden siedzę, pierścionek gryzę i piszę.


Najukochańszy Jasiu!
(…)-Wiesz, żem istota najniezdecydowańsza w świecie, i raz tylko w życiu dobrze wybrać umiałem. Mój boże, ona i siostry choć szarpiami mogą się przysłużyć, a ja-gdyby nie to, że ojcu może teraz ciężar, natychmiast bym wrócił. Przeklinam chwile wyjazdu, -i przyznaj, znając moje stosunki, że po odjeździe Tytusa za wiele razem na głowę mi spadło. Wszystkie obiady, wieczory, koncerta, tańce, których mam po uszy, nudzą mię; -tak mi tu smętno, głucho, ponuro- lubię ja to, ale nie w tak okrutny sposób. –Nie mogę czynić jak mi się podoba, musze się stroić, fryzować, chossować; -w salonie udaję spokojnego, a wróciwszy do domu piorunuję po fortepianie.-Z nikim poufałości, ze wszystkimi grzecznie obchodzić się muszę. Mam ludzi, co mię niby lubią, co mię malują, mizdrzą się, przymilają i cóż mi po tym, kiedy pokoju nie mam, chyba, jak sobie wszystkie wasze wydobędę listy, otworzę widok Króla Zygmunta: na pierścionek spojrzę. (…)


Fragment listu Fryderyka Chopina do Jana Matuszyńskiego „korespondencja Fryderyka Chopina.” Tom I, 1816-1831, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego 2009



Wszystkim czytelnikom życzę wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia. Niech chwile spędzone przy wspólnym, rodzinnym stole będą przyczyną dobrych wspomnień na całe życie. Momentami, do których wraca się w chwilach zwątpienia. Samotnym posyłam szczerą myśl pokrzepienia. Niech to będą ostatnie samotne święta.

środa, 21 grudnia 2011

Muzeum

Muzealny Karnet 


Odeszły do lamusa czasy, kiedy do muzeum przychodziło się z wrażeniem, że zwiedzający potrzebni są tam tylko po to, by wyfroterować podłogi półmetrowymi kapciami. Kosz z paskudnymi cichobiegami straszył na wstępie, a sama myśl o grzebaniu w tym koszu, za kapciem do pary, przyprawiała o dreszcze i sprawiała, że niejeden pozostał przed drzwiami.

Dzisiejsze muzea są wspaniałe. Owszem, zgadza się, że w niektórych istnieje obowiązek zakładania ochraniaczy, ale rzadko i najczęściej jednorazowego użytku. Zmienia się sposób funkcjonowania muzeów, zarządzania, reklamowania. Piękne wnętrza, czyste, zadbane, klimatyzowane. Eksponaty wspaniale odrestaurowane, umieszczone w artystycznie zaprojektowanych wnętrzach.  Muzea wychodzą naprzeciw odbiorcy, chcą do siebie przyciągnąć jak największą rzeszę zwiedzających. Już to bogatą ofertą, już to znakomitymi promocjami i bezpłatnymi wstępami, albo bogatym wachlarzem wystaw czasowych.
Znana jest przecież mieszkańcom Krakowa „Noc muzeów”, na której doskonale bawią się wszyscy mali, młodzi i mniej młodzi.

 Pomimo zmęczenia, chodzimy wszędzie, gdzie się da i na ile pozwoli czas. Bawimy się świetnie.


Witkacy,  MNK


Animacje w Muzeum Sztuki XX wieku, Gmach Główny


Sala z lustrami, Muzeum Narodowe w Krakowie

Tymczasem Muzeum Narodowe w Krakowie, na rocznicę 125-lecia swojego istnienia,  wydało bilet uprawniający do wstępu do wszystkich swoich oddziałów. Bilety mają długa datę ważności, a więc można z powodzeniem przyjemność kulturalną rozłożyć na kilka weekendów. W karnecie jest osiem pozycji. Każdy z pewnością znajdzie dla siebie coś ciekawego. Koszt takiego karnetu jest zaskakująco niski: 22 zł, to prawdziwa gratka dla wielbicieli krakowskich muzeów.


Korzystając z tak wspanialej oferty, zawitałam do Muzeum Stanisława Wyspiańskiego. W Kamienicy Szołayskich w Salonie Feliksa „Mangghi” Jasieńskiego można nie tylko pocieszyć oko ale także ucho.


Tym razem trafiłam, przyznam się, że z zaskoczenia na sympatyczny i bardzo kameralny koncert studentów krakowskiego konserwatorium. Młode, ambitne studentki przedstawiły utwory między innymi Mozarta, Offenbacha, Schuberta. Dyrektor muzeum, który był tak uprzejmy razem z nami słuchać koncertu i powiedzieć kilka ciepłych słów o wykonawcach, zapewnił nas o cykliczności koncertów. Jak zdążyłam się zorientować, pan Dyrektor bardzo sprzyja tego typu wydarzeniom, za co ogromne mu dzięki.

Koncert studentek konserwatorium w Muzeum Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie

Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska

Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...