piątek, 1 października 2010

Belle epoque


Straszny ze mnie malkontent i cyniczny typ. Nic mi się nie podoba. Począwszy od ogłupiających reklam w telewizji, poprzez współczesny język i pseudo-kulturę, a raczej jej brak, skończywszy na zaniku wszelkich form grzecznościowych. Tak boli mnie ta pauperyzacja.
Odarte do nagości dziedziny życia, pozostają szare i brzydkie, jak często spotykane twarze pijaczyn, wykrzywione w gombrowiczowskim stylu.
Na ulicach zbyt wiele Gombrowicza i Orwella, a za mało Leśmiana, Lechonia, Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej, Staffa …
To nieuniknione, świat się zmienia. Ale dlaczego tak strasznie brzydnie?

 *

Jesteśmy w wielkim błędzie, jeśli uważamy naszą współcześnie epokę za prekursora wyzwolonego seksu. My tylko wymyśliliśmy jego brzydotę. Brzydka prawda i piękny fałsz, oto podstawowa różnica dzieląca nasze światy. 
*

Nie trzeba długo charakteryzować tego elementu naszego życia. Każdy, aż nazbyt dojmująco odczuwa wszech-panujący kult seksu. Ulice, szkoły, sklepy, gazety epatują bezwstydną nagością, czyniąc ją zwyczajną. Trudno jest nie zauważyć ogromnych bilbordów z półnagimi modelkami, filmów ociekających erotyką, w wielu przypadkach w złym guście. Współczesne trendy mody odzierają kobiety i mężczyzn z tajemniczości. Każą odsłaniać coraz więcej i więcej, nie pozostawiając nic, co by mogło być alkową ciała i duszy, dostępną tylko wybranym. Nic, co by mogło stać się przyczyną podniety i ekscytacji, źródłem domysłów i marzeń. Wszystko to staje się tylko przedmiotem niezdrowej i krótkotrwałej, konsumpcyjnej chuci.

*

W związku z ciągłym przesuwaniem granic dopuszczalnej, „publicznej erotyki”, oczywistym staje się fakt, że siła przyczyn podniety, musi być zdecydowanie większa. Wrażliwość na tą sferę nie jest już tak ogromna, przez co granica wolności musi wciąż się przesuwać naprzód. Podnieta staje się cenną, poszukiwaną i uzależniającą używką, która stale wymyka się z rąk. Aby jej sięgnąć, wynajduje się wciąż mocniejsze doznania.
Przez to, sfera intymna współczesnych, staje się smutnym wyścigiem, całkiem poważnym i profesjonalnym, według porad i podręczników, z migającym telewizorem w tle. To takie smutne. Oznaczać to może, że ludzkość wpada w zastawione przez siebie sidła wolności seksualnej.

*

Jeszcze nie tak dawno, w okresie międzywojennym, ten sam temat był towarzyskim tabu. 
„O tym się nie mówi, to się robi”, dewiza ta obowiązywała każdego prawdziwego gentlemana. Pomimo tego, nie brak było licznych, prawdziwych lub nie, plotek rozgrzewających wyobraźnię i atmosferę towarzyskich salonów. Jednak wszystko miało swój wyrafinowany smak i tajemnicę. Nikt tak naprawdę nie znał do końca romansowych powiązań, chyba, że zadeklarowali je sami zainteresowani. Tajemnica trwała za przyczyną dyskrecji mężczyzn i wstydliwości (jak kto woli pruderii) kobiet, li też poważnej dbałości o swoje związki oficjalne i opinię.

Sztuka uwodzenia istniała. Była wykwintna i rozbudowana. Stała się subtelną, rozpalającą zmysły grą. Trwała czasem zbyt długo, jak na współczesne gorące głowy, a nagroda w ostateczności mogła okazywać się wątpliwa. To nie miało znaczenia. To był, paradoksalnie, bez-parytetowy świat zdobywców obu płci. Bo zdobywanie było jak smakowanie wykwintnego dania. 




Nie dzisiaj wymyśliliśmy niekonwencjonalność i rozwody. Nasi przodkowie dużo śmielej myśleli o swoim intymnym życiu niż chcemy to przypuszczać. Prababcia to nie tylko zacna matrona ze zdjęcia w sepii- to również kobieta z krwi i kości, która przeżyła swoją młodość, być może radośnie i z „pieprzykiem”. Zachowując przy tym należytą dyskrecje i intymność swojego związku, ale co najważniejsze,  z fantazją.


Dwudziestolecie międzywojenne obfitowało w gorące, burzliwe związki wśród polityków, arystokracji i elit kulturalnych, ale też wśród zwykłych ludzi. O tych ostatnich wiemy najmniej.
Zofia Nałkowska prowadziła interesujące życie. Po zrzuceniu jarzma dwóch nieudanych związków, przeżywała burzliwe romanse, czasem z partnerami młodszymi o dwadzieścia lat, między innym z Bruno Shulzem. 
Podobnie Magdalena Samozwaniec, satyryczka, siostra Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, wyszła ponownie za maż za partnera, młodszego od siebie o dwadzieścia lat. 
Siostra- poetka zaś, trzykrotnie mężatka, nie pozostawała wierną żoną, przeżywając wciąż zawody miłosne.
Hanka Ordonówna, znana gwiazda przedwojennych kabaretów i filmów wiodła wolne życie artystki. Małżeństwo z hrabią Tyszkiewiczem, nie mogło zmusić jej do wierności. Legenda Ordonki przetrwała do dziś. Jej fascynująca osoba rozpalała męską wyobraźnie. Choć bywały ładniejsze i zgrabniejsze od niej, to żadna nie nosiła w sobie tej gorącej tajemnicy.
Fryderyk Jarosy uwielbiał kobiety, a one szalały za nim. Pomimo małżeńskich więzów, nie pozostawał obojętny na wdzięki płci przeciwnej, trwając w ślubnym związku, z przekonaniem, że rozwód byłby niegodziwością. 
Boy Żeleński wraz z żoną, swoje małżeństwo, zdefiniowali na swój sposób, dając sobie przyzwolenie na wielką intymną swobodę. Zawsze do siebie wracali. Dla związków nietradycyjnych również znalazło się miejsce w "belle epoque" –Szymanowski, Lechoń, Iwaszkiewicz pozostawali w związkach homoseksualnych.
Żadnego środowiska nie omijały takie wydarzenia. Skandale przenoszone pocztą pantoflową były równie pikantne jak dziś, a może nawet jeszcze bardziej interesujące. Niestety, wiele z nich, umotywowane utratą honoru, kończyły się dramatycznie. 

*

W porównaniu tych dwóch światów, można orzec, że zasadniczo nic się nie zmieniło. Ludzie pozostają tacy sami, ze swoimi wadami i zaletami, namiętnościami i pragnieniami. Zmienia się rzeczywistość, ale szala, w mojej opinii przechyla się na korzyść epoki poprzedniej. 

Brzydota naszego świata, wyzucie z tajemnicy, piękna, subtelnej romantyki, zubożało nas do kości. Ogólnodostępny świat mediów, na stałe podłączył nas do obrazów, które kiedyś chciano wyobrażać sobie i powtarzać wstydliwym szeptem na ucho. 
Wypruto wnętrzności intymnemu światu, wsadzono do szklanego słoja i udostępniono na widok publiczny.
Anatomicznie i szczegółowo rozpracowano technikę bliskich relacji partnerów, kradnąc im twarze i dusze. Młodym umysłom zaprogramowano techniki, medyczne formułki.
Zatruto ich psychikę obrzydliwymi szczegółami odzierającymi z subtelności i tkliwości, odbierając im niewinne pierwsze zadurzenie .Bo nie nadało się mu  należnego  znaczenia. 
Zapominając o najwyższych przymiotach człowieczeństwa, młodym daje się wciąż mniej romantyki, coraz więcej techniki.

Oto co dzieje się z naszym światem- „robotyziejemy”






40 komentarzy:

  1. Wszystko to jest najprawdziwszą i jakże smutną prawdą. W dzisiejszym świecie niewiele jest miejsca na wzniosłe uczucia. Od jakiegoś czasu trudno mi oprzeć się wrażeniu, że w sferze intymności nastąpiło odwrócenie zasad: im mniej się z nią obnosić, tym większy wstyd. Ot, taki paradoks...
    Ulegają temu dorośli, więc trudno oczekiwać, że następne pokolenia będą inne.
    Pytanie brzmi, gdzie leży (i czy w ogóle jeszcze istnieje) granica intymnego, osobistego świata jednostki?
    I czy jedyną rzeczą, o którą nie wypada nikogo pytać, pozostanie już na zawsze wysokość zarobków?

    Pozdrawiam.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądrze powiedziane. Ciesze się, że nie tylko mnie przeraża i zajmuje ten problem co daje nadzieję na lepsze...Dziękuje

    OdpowiedzUsuń
  3. smutna jest to niestety prawda,sama ogladajac czasami reklamy,nabieram wstretu do czegos co powinno byc piekne i delikatne,czego uczymy mlodego pokolenia,pokazujac mu ze kobieta to tylko narzad do zaspokajania potrzeb,kobieta ktora chetnie sie rozbiera publicznie bo to jest takie normale,a gdzie w tym wszystkim sa uczucia,odrobina wstydu,poczucie ludzkiej godnosci nie tylko do samego siebie ale przede wszystkim do kobiet,nagosc stala sie juz tak normalna ze az niesmaczna.ale to przeciez same kobiety wystawiaja o sobie takie swiadectwo,bo latwosc zarobienia pieniadza jest zdecydowanie wieksza niz wlasny rozum

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm...a ja sobie myślę, pornografia ma się nijak do romantyzmu. Nawet w epoce, którą reprezentują roznegliżowane kobiety reklamujące pralki, froterki itp. ludzie trzymają się za ręce, patrzą sobie głęboko w oczy, piszą do siebie listy pełne westchnień i po prostu się kochają. "))

    Pięknie to opisałaś Moto ale pozwolę sobie zaprotestować:)
    "Robiono „to wszystko” z ogromną klasą" - oj, oj,oj...kobiety zgadzały się na męskie zdrady dla świętego spokoju, a tego czego mężczyźni nie dostawali w domu dawały im prostytutki (a oni przekazywali to swoim żonom i kochankom w formie chorób rozmaitych- vide poeci nasi wielcy). Zdradę przełykało się gładko i bez palącej po niej zgagi. "Te sprawy" były często tragedią dla młodych kobiet (dużo o tym u Samozwaniec) - które nieuświadomione zostawiono nagle z dziwnie zachowującym się małżonkiem. (u Samozwaniec - o Stasiu co po ślubie w potwora się zamienił). Kobietom wmawiano, że są aniołami (Samozwaniec :"jakże Anioł miał wstać i pójść do ubikacji w czasie podróży poślubnej?" - wiele z nich aniołowanie przypłaciło chorobą lub życiem). Jeśli chodzi o sprawy intymne, dla mnie te czasy nie są owiane romantycznym nimbem tajemniczości, ale zmiataniem najprawdziwszych brudów pod dywan. Jak u Dulskich.
    Coś się poprawiło i coś się pogorszyło. Bilans wyszedł na zero.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bywało różnie kiedyś i różnie jest teraz. Pornografia istniała nawet w czasach opisywanych przez ciebie tyle, że była mniej wszechobecna, chociażby z powodu mniejszej powszechności mediów. Niemniej istniała. A wybór należy jak zwykle do nas; romantyzm czy "nieromantyzm";)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czarny Pieprzu-
    ale powiedz, że chociaż dlugosć jest w porządku :)

    Tak poważnie, to cieszę się, że się ze mną nie zgadzasz. Nie mam monopolu na rację.
    Przdstawiam moje spostrzeżenia, odczucia, czasem celowo przejaskrawione.

    Oczywiscie, każda epoka ma swoje jasne i ciemne strony. Belle epoque miala i te ciemne, nie zaprzeczam. Może faktycznie przsadziłam z tym"wszystkim z klasą"- poniosło mnie. Może dlatego, że tak bardzo nie podoba mi się to, co dzieje się teraz.

    Jakkolwiek Magdalena Samozwaniec byla swietną literatką, satyrykiem, to daleka byla od obiektywnoisci postrzegania. Wiele jej spostrzeżen i życiowych filozofii nie podzielam (patrz "Z pamietnika mlodej męzatki", a zwłaszcza "Z pamietnika niemlodej już meżatki").
    Co do bilansu- nadal obstaje przy swoim z calą sympatia i szacunkiem do Czarnego Pieprzu.
    Dziękuje

    OdpowiedzUsuń
  7. Nivejko-
    zgadzam się- dorosły, ukształtowany czlowiek ma wybór, ale co robić z młodzieżą, która dopiero kształtuje swój światopoglad.
    Pornografia, skoro juz musimy użyć tego slowa, wciska się drzwiami i oknami, zupełnie bez kontroli.
    Nie pomagają nawet programy do kontroli rodzicielskiej, które testowalam z mozołem. Przepuszczają wiele brudu, wstrętnych śmieci, których nie chialabym, aby zobaczyło moje dziecko. Jednak nie ma na to sposobu.

    Jeśli daje się człowiekowi rzeczywisty, uczciwy wybór, to wszystko w porządku, ale jeśli tak nie jest?

    Dziękuję Nivejko...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest takie grafiti gdzieś u wejścia do niedokończonego grobowca Senenmuta w dolinie Deir el Bahari w Tebach Zachodnich, pozostawione przez budowniczych, przedstawiające jak ów architekt uprawia seks z królową Hatszepsut w pozycji "od tyłu". Prawdopodobny romans tej pary z pewnością był dyskutowany w środowisku dworu królewskiego. Przeciek czy nieostrożność? W każdym razie poddani nie bawili się w romantyzm. Wyłuszczyli istotę.

    Czy się zmieniliśmy od tamtych czasów?

    W ocenach chyba nie, ale z moich obserwacji wynika, że mieć romans, to obecnie modne jest! Dziwi mnie, że tak ochoczo kobiety się tym chwalą, opowiadają sobie ze szczegółami w kawiarni, u kosmetyczki, u fryzjera, a nawet u protetyka.. No jaja kompletne, że tak to określę, stosownie do poziomu tych wyznań.

    Pozdrowienia słoneczne ślę:):*

    OdpowiedzUsuń
  9. Mogę jeszcze trochę poprotestować?

    "Pornografia, skoro już musimy użyć tego slowa, wciska się drzwiami i oknami, zupełnie bez kontroli."
    - dawniej to się nie nazywało pornografia ale życie. Ludziska mieszkały w jednej izbie i dzieci były świadkami seksu, narodzin i umierania. 14-latki na dworach były świadkami orgietek, zdrad i wynaturzeń. Tego romantyzmu było moim zdaniem mniej niż teraz, a dzieci i młodzież były wystawiane na oglądanie takiego okrucieństwa o jakim nawet nie chce nam się myśleć. Dzieci nie chroniono - jadły to co zostało po dorosłych, same musiały o siebie zadbać, a w wieku lat 3 szły do pierwszej pracy(która często była ostatnią) - dopiero wiek XX zaczął to pomału zmieniać.
    Od czasu kiedy zbierałam materiały do pracy dyplomowej, która traktowała o położeniu kobiet w Anglii przed XXw. moje postrzeganie epok poprzednich mocno się zmieniło, a ja zaczęłam mieć feministyczne zapędy.

    Mota - to nie czasy poprzednie były pełne romantyzmu ale wspomnienia o nich. :))
    Kłaniam się nisko i czapką przed drzwiami zamiatam)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ze wszystkim się zgadzam ,poza pisownią nazwiska Gombrowicz ,popraw koniecznie ,nie przystoi autorce mądrych przemyśleń czynić takie błędy .Pozdrawiam !Atina

    OdpowiedzUsuń
  11. Atina-
    rzczywiście błąd przedszkolny, oczywisty do granic bólu. Serdecznie wszystkich za niego przepraszam. Tyle razy sprawdzam pisownię przed "puszczeniem" posta.Nie wiem skąd mi się wzięło to ą, sama jestem zaskoczona, nigdy nie mialam wątpliwości co do pisowni tego nazwiska.
    Płonę ze wstydu i płonełabym nawet i bez tego złosliwego komentarza o mądrości przemyśleń.
    A, że nie mam w zwyczaju usuwania postów, nawet tych dla mnie przykrych- ten również zostaje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czarny Pieprzu-
    nie czuję sie na siłach dpodejmowac polemiki na temat ogólnej sytuacji kobiet w dawniejszych czasach, zwłaszcza, że jesteś w tych sprawach fachowcem.
    Po za tym zważyłam się trochę i polot mnie opuścił. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Och, mam nadzieję, że Cię nie uraziłam Moto:) Nie "waż się", pisz, pisz, pisz bo ja zawsze z niecierpliwością czekam na następny post:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czarny Pieprzu-
    ależ skąd, uwielbiam Twoje posty i Twoje komentarze i cieszę się, że masz odmienne zdanie od mojego , że mogę z Tobą rozmawiać, sprzeczać się trochę. Jesteś osobą o wysokiej kulturze, inteligencji i z klasą. Cenię sobie Twoją tu obecność.
    Bądź, bądź, bądź....

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja uważam,że własnie na tej subiektywności postrzegania opiera się to całe satyryczne spojrzenie na świat Magdaleny Samozwaniec. "Marii i Magdaleny" nie trzeba chyba nikomu polecać? Zresztą cóż to była za rodzina! Panienki Kossakówny obracały się już w dzieciństwie w niezwykle artystycznym środowisku. Nie wiem czy zwróciłaś uwagę, ale Samozwaniec własnie w "Marii i Magdalenie" opisuje jak wiele zachodu i ciężkiej "pracy", kosztowały niektóre miłosne podchody :)
    P.s. Trudno jednakże odmówić słuszności Czarnemu Pieprzowi. Jak się rodzić, to w "dobrej" rodzinie, inaczej ...ech szkoda gadać.
    P.S.2 - Cudzysłów przy słowie "dobrej" użyty z pełną świadomością :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Motko Miła :)
    Doskonały tekst !! Bardzo trafnie opisałaś Piękną Epokę - i nawet marginalne zdarzenia ( o których wspomina Czarny Pieprz ) nie są w stanie zmienić tego co było piękne i dobre. Jest nieco racji o ciemnych stronach tamtych czasów, ale czy to ma istotne znaczenie?
    Czarny Pieprzu - uogólnienie i przeniesienie "złych i ciemnych" zdarzeń na całość epoki jest chyba nie do końca przemyślane.
    Myślę, że dobre wzorce które pokazywały elity towarzyskie w dobry sposób podnosiły kulturę ogólną.
    Wszak nawet robotnica fabryczna w niedzielę - starała się naśladować eleganckie kobiety, robotnik - starał się naśladować maniery i dobre wzorce, które widział u innych.
    Przecież te, dobre wzory nakazywały być szarmanckim wobec "panny Mańci - której kupował pączki i całował rączki" zabierał na Bielany - fundował karuzel ...
    Emancypacja ( moim zdaniem ) zrobiła więcej złego niż dobrego ... ucierpiały na niej kobiety. Za komuny kobiety posadzono na traktory, wciąż namawia się do "wyzwolenia" - a ja pytam z czego wyzwalać????
    Wyzwolona kobieta teraz reklamuje swoją golizną kosiarki czy inne piły spalinowe, wyretuszowana w komputerowych programach pokazuje światu to - co kiedyś miała tylko dla swojego ukochanego. Teraz wolno!! - czuje się wyzwolona od .... obowiązku skromności.
    A ile tracą kobiety? ... mężczyzna atakowany zewsząd golizną i wyuzdaniem gdy już wróci wieczorem do domu - czy będzie nadal zafascynowany wdziękami swojej wybranki? jego kochana kobieta jest przecież NORMALNA !! ( nie wysublimowana korelem czy innym fotoszopem )
    Współczesne wzorce - pełne kultu ciała, zapominają, że jest coś jeszcze ważniejsze - piękno duszy - bo uroda ciała jest .. przemijająca a duszy - wieczna
    Pozwolę sobie na osobiste porównanie kobiety do wina :
    Piękna kobieta jest niczym wino - młode uderza do głowy a dojrzałe czyni świat pięknym - ale wino ( ) musi być szlachetne - wtedy z upływem czasu szlachetnieje a wina złej jakości - z wiekiem kwaśnieją
    co polecam łaskawej pamięci wszystkim czytelniczkom i czytelnikom Motki :)

    OdpowiedzUsuń
  17. :) Ależ absolutnie - nie cała epoka była zła, i nie wszyscy prowadzili rozpustny tryb życia. Podobnie jak teraz - mimo wszechobecnej golizny i łatwo dostępnej pornografii- ludzie nadal kochają się, dzieci się rodzą, małżeństwa trwają, ludzie piszą pełne miłości listy, a mężczyźni starają się o kobiety. Czy nie ma wokół szczęśliwych, kochających się par? Wykazanie podobieństwa było moim celem, a nie zburzenie romantycznego wizerunku poprzednich epok.

    Szkoda, że emancypację kobiet widzi się jedynie przez pryzmat traktorów, wąsatych feministek i palenia biustonoszy.
    Nie docenia się, że dzięki niej mamy prawo do nauki, studiowania, dysponowania własnym majątkiem, bronienia się w sądzie przed oskarżeniami "małżonka pana", prawo do wychowywania dzieci po rozwodzie, prawo do samodzielnego życia i decydowania o sobie - o tym z kim nam przyjdzie spędzić resztę życia. Dla mnie to sprawa bezcenna.

    To nie "wyzwolona" kobieta reklamuje kosiarki nago. To kobieta, która wciąż jest tylko "biustem i tyłkiem" dla ogromnej rzeszy mężczyzn, zwykłą "głupią babą", której zadaniem jest "siedzieć cicho i wyglądać pięknie". Sprowadza się ją do przedmiotu, utożsamia z kosiarką lub piłą - użyteczna, łatwo dostępna, możesz ja mieć na wyciągnięcie ręki - tylko zafunduj "karuzel i kup jej pączki". Nadal przedmiot.
    Polecam ostatni magazyn "Wysokie obcasy" - tam więcej o wizerunku kobiety w reklamie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Czarny Pieprzu - cieszę się, że oboje doceniamy Piękną Epokę :) - to chciałem u Ciebie przeczytać
    Natomiast co do emancypacji - jak każda idea została wynaturzona przez ludzi. Spowodowała, że zamiast szanować i cenić kobiecość, teraz kobieta stała się - towarem - dla polityków, ludzi reklamy i interesów. Zaprzęga się kobietę do kieratu obowiązków i wyścigów szczurów.
    Chyba nie zaprzeczysz, że wiele niewyemancypowanych kobiet było jednocześnie i naukowcami i ludźmi sztuki i polityki. Kobiety - mając w swoim arsenale środków swoją kobiecość - wpływały na dzieje narodów i ludzi.
    Przed kobietami otwierało się drzwi, wręczało kwiaty. Dla kobiet powstawały dzieła sztuki i literatury. Kobiety czyniły nasz świat piękniejszym i lepszym.
    A co z emancypacją?.... dzisiejsza kobieta nadal ma prawo do nauki, kariery, samostanowienia....ale straciła swoją pozycję w oczach nie tyle mężczyzn ile w swoich.
    Prawo do samostanowienia - do rozwodu, do pracy ( czasem ponad jej siły )prawo do samotnego wychowania dzieci ... czy to na prawdę dało szczęście kobiecie?
    Popatrzmy na te "wyzwolone" kobiety: szefowe, kierowniczki czy inne biznesłomeny ( :P) Z pozoru zadbane - ale wieczorami płaczące w poduszkę - brakło czasu na swoje kobiece szczęście. W rozpaczy i tęsknocie za normalnością nocami płaczą w poduszkę i ... i co? ... są szczęśliwe?
    Prawo w sądach przy rozwodzie, przyznaje im dziecko ( 97%) Czy wyzwolone kobiety żądające sprawiedliwości - nie chcą zgodzić się na widzenia dzieci z ojcem. Popatrz na tych ojców bezskutecznie walczących o prawo do ojcostwa.
    Moim zdaniem - kobieta więcej straciła niż zyskała na tej "emancypacji" - sama się sprowadziła do roli towaru, bowiem w świecie polityki i interesów nie liczy się kurtuazja - liczy się zysk.
    Kurtuazja wobec kobiety - to coraz częściej zabytek z epoki zwanej piękną ....
    niestety

    OdpowiedzUsuń
  19. ps - nie kształtuje mojego widzenia świata jakieś kolorowe pisemko

    OdpowiedzUsuń
  20. No i proszę- nareszcie temat wywołujący emocje. Chciałabym powiedzieć -PAX, ale z drugiej strony dyskusja jest interesująca.
    Jeśli mogę coś wtrącić, to temat zdryfował na emancypację. Tego tematu bezpośrednio nie miałam zamiaru dotykać, choć widzę, ze mocno jest z tym związany.
    Zwykle jestem zwolennikiem "złotego środka", przegięcia i polaryzacje mnie nie interesują, bo zwykle rodzą twory, które nie mają szansy przetrwania.
    W moim mniemaniu ruchy emancypacyjne powstały z zaburzenia równowagi. I to jest uwaga do obu stron. Kobiety nie czułyby się źle, gdyby ich role w rodzinie i społeczeństwie byłyby docenione, uważane, a stosunek mężczyzn do nich -partnerski. Znak równości, postawiony pomiędzy kobietą, a mężczyzną, którego bali się mężczyźni, nie musiał oznaczać fizycznych równości. Z kolei dziwne ambicje kobiet, zmuszające je do biegania z bronią po okopach, czy przewalanie ciężarów w "martwym ciągu", są dla mnie niezrozumiałe. Świadczą o kompleksach, świadczą o niedowartościowaniu.

    Ja jak zwykle idealistka i wariatka odklejona od rzeczywistości, niezgadzająca się na rzeczywistość.
    Muszę jednak powiedzieć, że jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że wkoło mnie są mężczyźni tacy, którzy nie wywołują we mnie zewu wyzwolenia. Przy których kobiecość spokojnie może kwitnąć bez obawy.Czego wszystkim kobietom życzę.

    OdpowiedzUsuń
  21. aby zamknąć tą dyskusję - dopowiem ( dla tych, którzy nie badali tematu)iż twórcami emancypacji byli mężczyźni ... ale to już całkiem inna bajka :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie rozumiem dlaczego teraz nie miałoby się przed kobietami otwierać drzwi i nie wręczać im kwiatów? To chyba należy do mężczyzn? Ja nie jestem zwolenniczką zamiany ról i nie na tym dla mnie polega emancypacja. Kobiecość nie zależy od tego czy jesteśmy wykształcone czy nie.
    Podałeś bardzo przejmujący opis wyemancypowanej kobiety. Uważam jednak, że lepiej płakać za brakiem miłości jako bizneswoman we własnym łóżku niż kątem u rodziny albo w przytułku bo tak kończyło wiele z tych, którym wcześniej przynoszono kwiaty i całowano w mankiet.
    Przykłady z Europy:
    W wielu krajach po ślubie majątek kobiety przechodził pod władzę męża - czy go przepił czy przegrał w karty nie miało znaczenia.
    Kobieta nie mogła świadczyć w sądzie w sprawach rozwodowych. Wystarczyło, że mężczyzna przyprowadził jednego świadka na to, że żona go zdradza aby uzyskał rozwód i stał się właścicielem zarówno jej majątku, jak i dzieci. Kobieta w sądzie nie miała głosu, nie miała prawa się bronić.
    Prawo w Anglii, które mówiło, że dziedziczyć majątek może jedynie męski potomek pozbawiły dachu nad głową wiele kobiet, których pechem była śmierć męża i brak syna.
    Prawo do pracy? Ależ pracowały - jako praczki, sprzątaczki, pokojowe.:) Bo już kobieta lekarz czy prawnik to raczej kuriozum.
    Kobiety zostały sprowadzone do roli przedmiotu już bardzo dawno. To w czasach pięknej epoki Napoleon powiedział: "Równość dla kobiet? To szaleństwo. Kobiety są naszą własnością. Rodzą nam dzieci i należą do nas tak, jak drzewo owocowe należy do ogrodnika"
    A w społeczeństwach, w których nie ma emancypacji? No cóż, można kobiecie odciąć nos albo ucho za nieposłuszeństwo, można ją także ukamienować albo spalić z małżonkiem na stosie, można ją sobie ukraść i zmusić do tego żeby rodziła nam dzieci,jak przedmiot.
    A którego z mężczyzn uważasz za twórcę kobiecej emancypacji?

    OdpowiedzUsuń
  23. Zaczyna się robić ognisto. Czy mogę już powiedzieć PAX? Zdaje się, że jednak konsensusu nie będzie.
    Bardzo się cieszę, że post wywołał dyskusję i emocje. Jestem za to wdzięczna. Nadaje to sensu mojej dłubaninie, nawet gdy się nie podoba.
    Wszak obojętność jest najgorsza :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. słusznie Motko ... kończymy temat - wino nam kwaśnieje :)

    OdpowiedzUsuń
  25. No, no...tutaj tylko same wina o doskonałym bukiecie i smaku

    OdpowiedzUsuń
  26. :-) Prawdziwa uczta intelektualna! Nie będę startować w dyskusji, bo do pięt Wam w elokwencji nie dorastam.

    OdpowiedzUsuń
  27. oj jak mnie ozorek swędzi :) ... ale cyt !!!
    Na szczęście są jeszcze prawdziwe kobiety, co powoduje że i mężczyźni mają rację bytu.
    Może dzięki Motce i jej pracy, pauperyzacja życia nie ogarnie nas wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo ladnie napisany post... wiele prawdy w tym co napisalas ale tutaj juz sie taka dyskusja zrobila, ze pisac wiecej nie bede... :-)

    Pozdrawiam cieplutko. M

    OdpowiedzUsuń
  29. Przy całej sympatii... ale fakty są niestety brutalne, obojętnie jak smakowitą by to panierka ozdobić:
    1. Zdrada pozostaje zdradą. Koniec kropka.
    2. Udawanie, zabawa w dyskrecję i utrzymywanie ze nic się nie stało i wszystko jest ok to dulszczyzna, jakby na to nie spojrzeć.
    Można się bawić w ekwilibrystykę słowną ale... fakt pozostaje faktem - "Wszystko jest ok o ile 'ludzie' się nie dowiedzą" nie jest niczym ani chwalebnym ani godnym naśladowania, nie tego chyba chcemy uczyć dzieci, prawda? Kradnij, zdradzaj, przeklinaj i rób co chcesz, byle się inni nie dowiedzieli. Wybaczcie ale to jest mentalność dziecka, które myśli, że kiedy mama się nie dowie to wszystko jest ok. A jest? Chyba nie.

    Nie wnikam w powody do zdrady, bowiem ta jest suma drobnych wydarzeń i może się okazać, że ktoś dokonał wcześniej złego wyboru i serce zagrało jednak ku innej osobie, może ktoś uciekać od toksycznego związku, może to coś się już wypaliło w starym związku ale w nowym znowu rozkwitło? Nie oceniam bo to tak delikatne sprawy, że można kogoś urazić zbyt mocnym słowem. Uważam, że poza zainteresowanymi nikt nie ma prawa tego oceniać i jeśli dwoje ludzi połączyło się w nowy związek i są szczęśliwi to... ich sprawa. Nikomu nic do tego.

    Absolutnie nie zgadzam się z tym, że onegdaj bywało lepiej bo dyskretniej - jak mówię - co za różnica jaka jest panierka? W środku kotlet ten sam.

    Co do płaczących kobiet ( i mężczyzn) jestem absolutnie pewien, że o wiele więcej jest zdradzonych kobiet i mężczyzn płaczących do poduszki, niż karierowiczów singli w ciszy nocy łkających w samotności.

    Jak mówię - można się bawić w piękne słowa, w popisy erudycji i najwyższego lotu filozofię, jednak clue sprawy pozostaje to samo.

    OdpowiedzUsuń
  30. W każdym razie dziękuję.
    Jednak moja intencja nie została należycie zrozumiana. Zdaję sobie sprawę, pomimo marzeń, że świata nie da się naprawić tak, aby wszyscy byli szczęśliwi. Żeby ludzie nie zdradzali się, żeby rozwiązywanie dylematów życia, nie krzywdziło drugiego. W końcu, aby nie wybierano mniejszego zła zamiast dobra.
    Utopia to utopia.
    Chciałam tylko zwrócić uwagę, poruszyć delikatną nutę, o której, pomiędzy praniem, sprzątaniem, zakupami i pracą- zapominamy.
    Urody życia, czy raczej jej braku...

    OdpowiedzUsuń
  31. Droga do szczęścia bywa dziwna i pokręcona, czasem kaleczymy na niej stopy... czasem lecimy, czasem ktoś nam przeszkadza, czasem pomaga w podróży.
    Co do jednego jednak jestem w stu procentach zgodny - przyglądając się nowoczesnej młodzieży nieodparcie i ze smutkiem zauważam, że gdzieś zgubiliśmy te subtelną umiejętność zawiązywania znajomości w sposób delikatny, romantyczny i wysmakowany. Coraz częściej związki między dwoma płciami ograniczają się do ginekologii... choć to tez może być tak, że zło jest krzykliwe, choć jest go mniej, to bardziej rzuca się w oczy bo... jeśli gdzieś toczy się subtelna gra pomiędzy dwojgiem ludzi, to nie widać jej tak jaskrawo.. bo jest własnie subtelna ;)
    Nie pisze tu naturalnie o romansach w sensie zdrady, bo jakoś temat wokoło tego się zaczął kręcić, ale pisze o zawiązywaniu znajomości pomiędzy ludźmi wolnymi.
    Za dużo w massmediach golizny, za dużo wyuzdania, za wiele wulgarności i promowania rozpusty. Młodzi to chłoną i wytwarza im się w głowach obraz związku pomiędzy kobietą i mężczyzna jako film pornograficzny.
    Wierze jednak, że w głębi duszy każdego młodego ( i nie tylko) gdzieś tam śpi Facet, który myśli o niej jako o swojej Pięknej, i że w duszach dziewczyn/kobiet żyje ta Piękna, która związek rozumie jako coś więcej niż to, co proponuje Cosmopolitan.
    Usta w dziobek na NK, wypięty cycek i tyłek w bieliźnie oraz napakowany anabolikami tors to karykatura tego, co miedzy ludźmi może zakwitnąć łącząc ich głębokim i trwałym uczuciem.

    OdpowiedzUsuń
  32. Tak, właśnie chodzi o to. Subtelność i erotyczna drażliwość były na "wyciągnięcie ręki". Należy to dobrze zrozumieć. "Dostępne" znaczy- wrażliwe na subtelniejsze bodźce.
    Ówczesny świat funduje nam wrażliwość "żołnierskiej pięty". Stąd nie dziwi nas fakt istnienia cudu techniki i ratunku ludzkości- niebieskiej pigułki.

    OdpowiedzUsuń
  33. Przebrnęłam przez ognistą dyskusję - świetną zresztą z punktu widzenia obserwatora:))) Notka jednak jest rzeczywiście kontrowersyjna i wywołująca poważną, ale nie zaciekłą, dyskusję. Nie będę się jednak rozwodziła - powiem krótko: nie nadaję się z moim wychowaniem, zasadami i własnym morale do życia w tym bardzo współczesnym i zblazowanym świecie. Na każdym kroku widać przede wszystkim brak szacunku dla kobiet, ludzi starszych i co najgorsze dla dzieci.Wszystkie media epatuję przemocą, prawie że pornografią i straszliwymi w skutkach używkami - ostatnio temat na topie! I jak tak sobie myślę, gdzie podziały się:dobre wychowanie, kultura, życzliwość i skromność, to przychodzi mi do głowy jedna odpowiedź: "bolszewizm" i prostactwo! Rozpleniło się toto w narodzie od tylu lat i zwalczyć się już chyba tego nie da. Pozdrawiam Cię cieplutko i serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  34. Moglabym sie podpisac pod Twoim tekstem. Calkowiie zgadzam sie z Toba. Ten wszechobecny seks, nawet w proszku do prania przeszkadza mi od dawna. Najbardziej oburzona jesten na "Vive". To ma byc program muzyczny, ale czasami wydaje mi sie, ze pomylilam kanaly. Rzadkoscia sa teledyski, ktore ni pokazuja rozneglizowanych kobiet w jednoznacznych pozach. Najsmutniejsze jest to, ze ten program ogladaja mlodzi ludzie, ktorzy dopiero sie ksztaltuja. Jaki obraz milosci i kobiety moga miec ogladajac takie cos na codzien? Duzo by pisac... Dobrze, ze poruszylas ten temat. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  35. tekst i dyskusja 'po' - przednia...policzki mi płoną;)

    wracając do sedna czyli sexu, - tajemnica - teraz tajemnicy brak, odarciśmy z niej medialnie.
    W zaciszu swojej alkowy pielęgnuję więc tajemnicę choc po 10 latach byciu razem trudno odnajdywać i otwierać skrytki duszy.
    całe szczęście tajemnice tez się rodzą:)

    bardzo ciekawy tekst.

    OdpowiedzUsuń
  36. Całym sobą przyłączam się do malkontenctwa :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Się naczytałam łącznie z komentarzami... mnie tam pornografia w niczym nie przeszkadza, bardziej jednak brak wrażliwości, ale to już temat na pracę naukową :(

    OdpowiedzUsuń
  38. szuka szczęścia w pornografii - kto inaczej nie potrafi :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Jak ja Cię lubię czytać! W takich tekstach jak Twój zachowana jest i elegancja i pełnia dwudziestolecia, więc nie wszystko zginęło! :)
    Mnie również pornografia jako jedna z dziedzin obecnych po prostu bardziej w życiu, niż kiedyś, nie razi. Ale za mało wrażliwości przeszkadza mi i to bardzo. Próbuję się przystosować, nie robotyziejąc za bardzo :)
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  40. Aro 49

    Moniko,

    Żal:
    że refleksyjnej sfery życia coraz mniej, że życzliwej sfery życia coraz mniej, że romantycznej sfery życia coraz mniej, że owianej tajemnicą sfery życia coraz mniej, że….

    Stajemy się automatami pędzącymi przez życie, aby więcej, aby szybciej, bez zwracania uwagi na innych ludzi, na ich godność, na ich szczęście, na ich być może bardzo delikatny świat, miażdżymy cudze uczucia, a przez swoją gruboskórność, grubiańskość nawet tego nie zauważamy. W tym pędzie niszczymy jedni drugich.

    Zainteresowanie się drugim człowiekiem (nie dlatego, że mamy do niego interes, ale) z prostej życzliwości postrzegane jest tak, że „chyba nie po kolei mamy w głowie”.
    Wzruszenie się czyimś nieszczęściem to jest słabość, której publiczne okazanie dyskwalifikuje nas w oczach ogółu.
    A wstawienie się w czyjejś obronie to jest już postradanie przez nas rozumu.

    Moniko!
    Pisz dalej tak piękne artykuły.
    Tutaj jest mój kącik,
    dla mojej romantycznej sfery życia.

    OdpowiedzUsuń

Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska

Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...