czwartek, 14 kwietnia 2016
Ogłoszenie konkursu na recenzję.
mam zaszczyt ogłosić, że w konkursie na najlepszą recenzję zostały wybrane prace trzech uczestników. W związku z tym książki otrzymują:
Małgorzata Musiał
Hanna Jałocha
Joanna Betlej
Serdecznie gratuluję. Zwycięskie recenzje zostaną opublikowane na blogu już wkrótce.
wtorek, 14 stycznia 2014
Kolejna edycja Konkursu Blog Roku
Ruszyła kolejna edycja największego konkursu blogowego w Polsce. Serdecznie zachęcam do zgłaszania swoich blogów do konkursu. Emocje gwarantowane.
Moje doświadczenia z konkursem są tylko pozytywne. O organizatorach mogę wypowiadać się w samych superlatywach, począwszy od regulaminowej punktualności i uczciwego traktowania każdego uczestnika, po rzetelność na każdym etapie konkursu.
Moje uczestnictwo postrzegam dwojako. Trzy lata temu ( Konkurs Blog Roku 2010) przegrałam z kretesem z trzema świetnymi blogami w kategorii Kultura. To doświadczenie podziałało na mnie pozytywnie. Cieszę się, że to mnie nie zraziło. Z porażki wyciągnęłam wnioski. Dopracowałam stronę graficzną, zadbałam o różnorodność środków przekazu. Dodałam jedną ważną rzecz, której wcześniej nie chciałam- napisałam o sobie. Oczywiście bez ekshibicjonizmu. Blogowi anonimowemu zawsze coś brakuje. Czytelnicy chcą wiedzieć, kto kryje się za literkami. Konkretna osoba autora stanowi dopełnienie spójnej całości bloga. Prócz tego przedzierałam się przez tajniki platform blogowy, by dodać interaktywne gadżety połączone ze stroną na Facebooku.
Ostatnio nie odświeżałam strony i biję się w piersi z obietnicą, że to wkrótce zrobię.
Wracając do konkursu- szczerze zachęcam do wzięcia udziału w konkursie, do spróbowania własnych sił, do zagłosowania. Przecież pieniądze z głosowania idą na szczytny cel.
Mam swoje ulubione blogi, szczerze je polecę i będę zachęcać swoich czytelników do głosowania, a jakie to są blogi- wkrótce powiem.
Życzę wszystkim odważnym sukcesu i szczęścia. Już samo to, że się zgłosiliście podwyższa rangę Waszego bloga. Wszystkiego dobrego.
poniedziałek, 25 listopada 2013
wtorek, 12 listopada 2013
Bezwarunkowa
Ten początek wakacji i zakończenie roku szkolnego był tak samo nudny jak i każdy inny. Podziękowania, rozdawanie świadectw i tak dalej. Wiadomo jednak, że na początek każdej uroczystości, jest część bardzo oficjalna. Śpiewany jest hymn. Modą jest, całkiem dla mnie niezrozumiałą, żeby hymn Polski nie śpiewać lecz burczeć pod nosem z niechęcią.
Rodzicie, którzy przyszli na zakończenie roku szkolnego zachowywali się podobnie. Komenda -do hymnu- nie zrobiła na nich większego wrażenia. Młode mamy w ferworze dyskusji i oglądania się na boki, w poszukiwaniu obiektu do dyskusji, nawet nie zauważyły wezwania dyrektora.
Panowie stali z rękami w kieszeni, inne kobiety siedziały, zainteresowane zdjęciami, które właśnie zrobiły.
Generalnie, nikt z dorosłych nie zauważył, że śpiewany jest nasz dumny Hymn Narodowy, który kiedyś śpiewano z zapartym tchem i pełną piersią. Tak się zmieniły czasy.
Ale co z tym oszołomem? Ano nic. Sympatyczne mamy nareszcie znalazły sobie wdzięczny obiekt na „tapetę” w mojej osobie. Powodem było moje dziwaczne zachowanie. W czasie hymnu stałam na baczność i śpiewałam. Nie jakoś wyzywająco- tak po prostu. Jednak spotkałam się z drwiącymi uśmieszkami osób dookoła.
W tym momencie nasunął mi się obraz: amerykański mecz piłki , przed którym wszyscy na trybunach wstają, mężczyźni zdejmują czapki ( niejednokrotnie ciężkie, bo z pojemnikami piwa), składają je na piersi i śpiewają głośno, wyraźnie i dumnie. Można mieć ich za wzór obywatelskich postaw.
A u nas? Naród tak ciężko doświadczany, walczący o przetrwanie nareszcie mógłby śpiewać, ale już nie chce. No więc ja jestem oszołomem, bo chcę.
Jest to paradoks na skalę światową. Co w nas takiego drzemie, że ten kraj pełen jest sprzeczności i przekory. Tyle lat zajęło nam wywalczenia sobie tożsamości, przywilejów i demokracji, a kiedy już to wszystko jest, to z tego nie korzystamy.
Przywilej głosowania w niezależnych wyborach jest najwyższym osiągnięciem demokracji. U nas, całkiem od niedawna. Z tego przywileju aż chciałoby się korzystać, również w poczuciu obowiązku wobec państwa, w którym przyszło żyć.
Za to głosowanie poza miejscem zamieszkania wymaga nie tylko chęci, ale i determinacji. Wszystko jak zwykle przez skrzeczącą rzeczywistość. Kolejki w urzędach do okienka, gdzie wydaje się zaświadczenia są podobne do tych w mięsnych lat osiemdziesiątych, kiedy spodziewano się, że rzucą polędwicę.
Wielu z potencjalnych wyborców to zniechęca, czemu się absolutnie nie dziwię. Podejrzewam, że z wyjazdu nie zrezygnują, a z głosowania i owszem. Czyżby państwu nie zależało na tym by obywatele głosowali?
Obowiązek obywatela wobec „opiekującego„ się nim państwa jest powszechny. Stanie w kolejkach i skrzywiona twarz niezadowolonej i wyniosłej urzędniczki jest bonusem i „nagrodą” za spełnienie obywatelskiej powinności, bo inne profity trudno dojrzeć. Bo gdzie? W szpitalu, szkole, a może w urzędzie?
Wiem!! Pewnie w galerii handlowej!!
Analizując wielką niechęć śpiewania hymnu, dochodzę do wniosku, że jest to syndrom, rodzaj podświadomego protestu ludzi wobec otaczającej nas rzeczywistości.
Dojmujące poczucie wyzysku, braku opieki i elementarnej troski o słabych, nie pozwala na czucie się dumnym obywatelem. Trudno jest bowiem unieść się ponad codzienne życie, ku wznioślejszym wartościom, jeżeli po opłaceniu podatków i ubezpieczeń społecznych, pozostaje jedynie mała garść grosza na powszednie potrzeby.
Płacenie podatków i ubezpieczeń jest poczytywane jako przymus i nieuzasadnione zdzierstwo, bo nie wynikają z tego właściwe rodzaje państwowego rewanżu.
Poczucie, że obowiązek ten jest jednostronny, a podatki są wrzucone w kasę państwową jak w studnię bez dna, daje poczucie krzywdy, a nawet złości.
Wobec takiej argumentacji, rodzi się we mnie zrozumienie do postaw moich sfrustrowanych rodaków. Bo codzienność nazbyt ich przygniata.
Historia jednak dowodzi i oby nie musiała nigdy więcej, że w Polakach kotwiczy miłość bezwarunkowa. Bo łatwo jest być patriotą w czasach dobrobytu i pokoju. Śpiewać pochwalne hymny na cześć obficie karmiącej ręki. Miłość warunkowa jest prosta i nieskomplikowana, choć bardzo nietrwała i kapryśna, ale też zdrowa dla obu stron. Ona to opiera się na wzajemnym świadczeniu i homeostazie pomiędzy prawem a obowiązkiem. Jej byt warunkuje zasada: przywilej wykorzystać, obowiązek wypełnić, prawa oczekiwać.
W podstawie naszego bytu leży genetyczna miłość bezwarunkowa. W niej jest siła, ale też trudny niesprawiedliwy los. Na niej bazują rządzący. Także na tym, że nie mamy innego wyjścia, a to już jest bardzo nie w porządku.
Fot. źródło:
ourpreciouslamb.wordpres.com
czwartek, 28 marca 2013
Alleluja!
Baranku Wielkanocny
Baranku Wielkanocny coś wybiegł z rozpaczy
z paskudnego kąta
z tego co po ludzku się nie udało
prawda, że trzeba stać się bezradnym
by nie logiczne się stało
Baranku Wielkanocny coś wybiegł czysty
z popiołu
prawda, że trzeba dostać pałą
by wierzyć znowu
Jan Twardowski
poniedziałek, 25 lutego 2013
Po raz pierwszy- zapraszam na wywiad.
[caption id="attachment_539" align="aligncenter" width="300" caption="Zdjęcie ze strony Wydawnictwa MUZA"]
Już wkrótce zapraszam wszystkich Czytelników i Blogerów na pierwszy wywiad w historii tego bloga.
Zechciała ze mną porozmawiać Pani Anna Mieszkowska, pracownik Archiwum PAN w Warszawie.
Autorka jedynej biografii o Fryderyku Jarosym: „”Jestem Jarosy! Zawsze ten sam...”, biografii Mariana Hemara: „Ja kabareciarz, Marian Hemar od Lwowa do Londynu”, dziejów polskiego kabaretu na emigracji: „Była sobie piosenka”.
Autorka pierwszej biografii o Irenie Sendlerowej, na podstawie której powstał film „Dzieci Ireny Sendlerowej”.
Już się nie mogę doczekać. Będzie ciekawie i bardzo wzruszająco. Serdecznie wszystkich zapraszam.
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Toast
Ustępujący 2012 rok przyniósł, jak zwykle, wiele wydarzeń.
Miał być ostatnim w dziejach ludzkości, ale chyba „pyszałkowaty człowiek” w swoich obliczeniach pomylił się i tym razem. Tak więc życie, dzięki Bogu, toczy się dalej i znów daje nam szansę na realizacje marzeń. Czyż to nie szczęście?
Dla mnie ten rok był niezapomniany i obfitujący w wiele niesamowitych, ale niekoniecznie szczęśliwych wydarzeń. Jednym ze wspanialszych przeżyć minionego roku było zdobycie nagrody Bloga Roku 2011 roku w kategorii Kultura i to poczytuję sobie za niewątpliwy, wspaniały sukces. Tego roku także miałam możliwość obcowania z nietuzinkowymi wspaniałymi ludźmi. Nie sposób jest wymienić wszystkich; rodzinę,przyjaciół, koleżanki z pracy, blogerów, czytelników, motocyklistów, ludzi kultury, wszystkich życzliwych, którzy pokrzepiali słowem.
Dzisiaj taki dzień, że prócz życzeń „Dosiego”, zacytuję kilka słów Juliana Tuwima na temat „Toastu”:
„Ogólnie przyjęte jest „daj Boże zdrowia!”- ot, poczciwe i zrozumiałe w związku z nieszkodliwością alkoholu życzenie. Natomiast często stosowane przy piciu „do widzenia!” nasuwa smutne i poważne refleksje. Pożegnanie? Ostatni kieliszek? Nie! Zaraz będzie następny i pijacy znów się przywitają. A więc „gloryja! Niech się ta wódeczka wypija!”, jak słyszałem pod Krakowem.„
Parafrazując, ostatni post... Pożegnanie? Nie! Zaraz będzie następny i blogerzy znów się przywitają. W nowym 2013 roku.
Wszystkiego dobrego, wszystkim!!!!
niedziela, 28 października 2012
Dobra Bona, czyli jaki problem miał Kraszewski
![]() |
| Bona Sforza |
Otoczona czarną, nienawistną legendą. Kobieta dumna, wysokiego rodu, owiana złą przeszłością swoich babek i ciotek trucicielek. Pochodząca z dalekiego, nieznanego, oświeconego kraju przyniosła z sobą niezrozumiałą mentalność budzącą lęk. Niepojęty strach przed nowością, przed ewentualnymi, niedopuszczalnymi i niekontrolowanymi zmianami, boleśnie dokuczał szlachcie, która miała w Polsce wiele do powiedzenia.
Jakkolwiek, początkowo przybycie egzotycznej piękności, było wielką atrakcją dla zimnego, północnego kraju, to entuzjazm z jakim ją przyjęto szybko ostygł, a w wielu przypadkach przerodził się wielką nienawiść. Niespodziewanie dla możnowładców polskich, których podówczesna swoboda była już faktem, młoda królowa stała się podporą monarchii i celnym, inteligentnym politykiem. Niedopuszczalną, jak na ówczesną świadomość , była sytuacja, że Bona Sforza okazała się być starannie wykształconą kobietą, zawstydzającą niejednokrotnie adwersarzy swoją biegłością we władaniu łaciną, orientacją polityczną i znajomością znaczących dzieł epok poprzednich i teraźniejszych. Budziło to, jak widać, wściekłość możnych panów, którzy ze wszystkich miar próbowali zbudować zły wizerunek królowej. Nie tylko, aby ją złamać i oczernić, ale także by pozbawić władzy, która z biegiem lat, rozlewała się na Europę i swoim zasięgiem dotykała nawet Turcji.
Stan swobody szlacheckiej był dla Bony niezrozumiały, gdyż ona sama w italskim dzieciństwie napatrzyła się na krwawe, bezwzględne rządy monarchów. Interesy bogatej, wpływowej szlachty, w tejże zrozumieniu, były poważnie zagrożone, a uszczelnienie władzy monarszej wcale możliwe. Naturalnie więc rodził się obóz zażartych przeciwników monarchini. Przeciwników znaleźć było można również poza granicami Rzeczpospolitej. Osławionych Habsburgów, Hohenzolernów nie trzeba było zachęcać do szkodzenia Bonie.
Tak rodziła się legenda o Bonie trucicielce, która teoretyczne, dzięki swoim umiejętnościom w warzeniu trucizn, pozyskanym od zdolnych ciotek, mogła uśmiercić każdego, kto jej nie był wygodny. Nawet jej syn-Zygmunt August, opętany szaleńczą miłością do Barbary Radziwiłówny, popadał w obsesyjny strach przed matką trucicielką. Jego lęki, wynikające z nieakceptowania przez matkę samowolnego mariażu z poddanką i nienawiść do rodzicielki, obnażały słabość i podatność na wpływy zewnętrzne ostatniego z Jagiellonów.
![]() |
| Bona , Wawel |
Pisarz, historyk, prawdopodobnie świadomy siły swojego oddziaływania, objawia tą niezwykłą monarchinię jako zazdrosną, chciwą, bezkompromisową babę z bazaru. Kobietę, która uzyskuje od swojego spolegliwego męża wszelkie korzyści, których ta zażąda. Despotkę, psychicznie znęcającą się nad dworkami i synową. Wreszcie intrygantkę, szkodzącą polityce Korony i ostatecznie złą matkę.
Jakież to niechęci skłaniają uznanego autora do stawiania skrajnie nieobiektywnych tez? Czemu ma służyć pielęgnowanie strasznej legendy?
Bona Sforza otrzymała na dworze swojej matki Izabeli gruntowne i staranne wychowanie ukierunkowane w jednym celu-urodziła się by władać. Dlatego matka nie szczędziła środków na gruntowne wykształcenie i właściwe wychowanie, jak to było w zwyczaju na dworach władców Włoch. Młoda Bona nigdy nie dała się wciągnąć w dworskie, miłosne intrygi. Jej opinia pozostała nieposzlakowana. Była przeznaczona do rzeczy wielkich.
W Krakowie, nieprzyjaznym jej środowisku, umiała znaleźć się doskonale. Znała swoje powinności królowej i intuicyjnie dbała o dobro kraju, z którym zawarła mariaż. Była kobietą, która osiągając w polityce swoje cele, bezpardonowo raziła męską dumę. Białogłową, która ośmieliła się być mądrzejsza i bystrzejsza, zwłaszcza politycznie, od wielu dworskich myślicieli. Konsekwencją demaskacji męskiej buty były nienawistne paszkwile, jawna wrogość i sława trucicielki.
A przecież w historii Polski, nie było królowej więcej znaczącej od tej. Kobiety-polityka tak sprawnego i gospodarza skutecznie dbającego o dobro dynastii. Podzięką za czterdzieści lat pracy stała się dla niej samotna podróż do Bari we Włoszech, gdzie znienawidzona przez ukochanego syna, osamotniona zmarła.
Czas powtórzyć słowa eseju Wisławy Szymborskiej:
„Obrażony syn nie sprowadził jej szczątków na Wawel, choć tam było należne jej miejsce, przy boku małżonka. Związek Literatów Polskich powinien wysłać delegata do Bari z wiązką kwiatów na grób wybitnej tej władczyni. Czas ją przeprosić za powieść Kraszewskiego „Dwie królowe”, w której występuje jako heroina z magla. Gdyby nie było chętnych, to ja mogę pojechać”
Mimo, że ze związku nie jestem, zgłaszam się na ochotnika.
![]() |
| Bari, kościół św. Mikołaja, grób Bony, źródło Wikipedia |
Cytat:Wisława Szymborska, Lektury nadobowiązkowe, O królowej Bonie, Wyd. Literackie, Kraków 1996
piątek, 21 września 2012
Ars poetica
Ars poetica
Echo z dna serce, nieuchwytne,
Woła mi: "Schwyć mnie, nim przepadnę,
Nim zblednę, stanę się błękitne,
Srebrzyste, przezroczyste, żadne!"
Łowię je spiesznie jak motyla,
Nie, abym świat dziwnością zdumiał,
Lecz by się kształtem stała chwila
I abyś, bracie, mnie zrozumiał.
I niech wiersz, co ze strun się toczy,
Będzie, przybrawszy rytm i dźwięki,
Tak jasny jak spojrzenie w oczy
I prosty jak podanie ręki.
środa, 1 sierpnia 2012
Których nam nikt nie wynagrodzi
Których nam nikt nie wynagrodzi
i których nic nam nie zastąpi,
lata wy straszne, lata wąskie
jak dłonie śmierci w dniu narodzin.
Powiedziałyście więcej nawet
niż rudych burz ogromne wstęgi,
jak ludzkie ręce złych demonów
siejące w gruzach gorzką sławę.
Wzięłyście nam, co najpiękniejsze,
a zostawiły to, co z gromu,
aby tym dziksze i smutniejsze
serca - jak krzyż na pustym domu.
Lata, o moje straszne lata,
nauczyłyście wy nas wierzyć,
i to był kostur nam na drogę,
i z nim się resztę burz przemierzy.
Których nam nikt nie wynagrodzi
i których nic nam nie zastąpi,
lata - ojczyzno złej młodości,
trudnej starości dniu narodzin.
Bogu podamy w końcu dłonie
spalone skrzydłem antychrysta,
i on zrozumie, że ta młodość
w tej grozie jedna była czysta.
24 III 44 r.
piątek, 27 lipca 2012
Prezent
wtorek, 10 lipca 2012
Komu książki
sobota, 17 lipca 2010
Równowaga
Czasem dostaję ponaglenia- napisz coś, czekam na wpis. To szalenie zobowiązuje, ale w trosce o czytelnika i jego wrażenia – postanawiam zarządzić małą przerwę, „pro publico bono”.
Daleko nie odchodźcie!
Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska
Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...
-
Zdjęcie: Przedwojenny magazyn filmowy "Kino" Jak odpowiedzialnie napisać o historii człowieka, który już sam nie będzie mógł ...
-
Przymioty ciała i ducha, często, dobry Pan Bóg dzieli sprawiedliwie. Jednemu daje rozum, drugiemu klasę, trzeciemu piękną dusze, a jeszcze ...
-
Nie było jakąś specjalnie nadzwyczajna rzeczą, że sala została napełniona po brzegi. Czasy, co prawda, dla kultury, podłe, ale i na tej zie...




