środa, 29 lutego 2012

Kraków okiem Gustawa Holoubka


Wydeptując swoje ścieżki Krakowa, współczesny mieszkaniec, widzący w starowiecznych budynkach swoją codzienność, często zapomina, że przyszło mu żyć w magicznym mieście. 
Co rano podąża drogami sławnych nazwisk. Widzi to, co oni widzieli. Wrasta w te same miejsca, w których tamci zapuszczali swoje korzenie.

Kraków. Miasto nieobojętne. Na szczęście nie budzi skrajnych emocji.  Nie polaryzuje odczuć mieszkańców, zachwyca turystów. Tak jest teraz.  To miasto otwarte na świat, choć jego domeną jest dawny urok i galicyjski spokój.

Gustaw Holoubek, choć kojarzony głównie ze sceną warszawską, tu właśnie rozpoczął swoją ciekawą podróż przez życie. Dzięki spisanym wspomnieniom, ożywia jeszcze na krótką chwilę świat, którego był częścią.
Podążając za jego słowem, odbywam sentymentalną podróż i na nowo spoglądam na znane budynki i miejsca. 
*

Zwierzyniec
Teraz to dzielnica i ekskluzywna i zapomniana zarazem. Gdzieniegdzie nowoczesność mocno wymazuje dawną tajemnicę, a jednocześnie, dla dziwnej równowagi, majątkowa zawierucha hamuje trwałą przemianę tego miejsca. Stare drzewa wciąż pozwalają pamiętać, jakim tajemniczym miejscem była dawniej ta dzielnica.




„Budowla drewniana i okrągła, bardzo tajemnicza i niedostępna, o której zawsze się mówiło, że jest starosłowiańską gontyną. Jeszcze parę kroków w górę, po prawej stronie, na niewielkim dziedzińcu biały kościół Świętego Salwatora. W tym zakątku właśnie, u stóp wzgórza wśród dziesiątków sadów,  straszliwie bogatych w czereśnie, jabłka, gruszki i śliwki, gnieździły się wille, omszałe, starożytne, strzeżone przez psy, a mieszkańców tych domostw, przynajmniej za mojego dzieciństwa, nikt nigdy nie widział. Nic więc dziwnego, że w tym miejscu zatopionym w wiecznym cieniu miały swoje siedlisko wszystkie strachy świata”

Błonia Krakowskie.
Tu nie mogło się wiele zmienić. Zmienia się otoczenie. Wokół rosną nowoczesne budynki, znak naszych czasów. Te krakowskie „Pola Elizejskie” pozostają niezmienne.


„Krakowskie Błonia. Nigdy nie liczyłem, ile mają morgów i dotąd nie wiem, może dwieście, a może dwa tysiące. Są w kształcie trójkąta, którego podstawą są (…) wały Rudawy, a wierzchołkiem wylot ulicy Wolskiej. (..) Nie odznaczają się niczym szczególnym. Rośnie na nich trawa i wszystkie z trawą związane kwiatki świata. A przecież Błonia były i są jednym z firmowych znaków Krakowa, jak Wawel, kościół Mariacki, Sukiennice, Wisła czy Planty”

Plac na Groblach

Gimnazjum imienia Bartłomieja Nowodworskiego, to wspanialej tradycji szkoła, której pedagodzy mieli szczęście wykształcić tak szlachetne charaktery jak m.in.: Jana III Sobieskiego, Józefa Bema, Ignacego Daszyńskiego, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Jana Matejkę, Jana Mehoffera, Stanisława Wyspiańskiego, Antoniego Kępińskiego i wielu, wielu innych. Wśród nich Gustawa Holoubka.

„To stamtąd, ze światła tej wspanialej uczelni, z talentów jej świetnych nauczycieli mogę czerpać pewność, że wychowanie w duchu humanistycznym to dochowanie się człowieka z takim poczuciem godności, jakie wynika z przekonania, że najwyższą wartość doczesną jest drugi człowiek.”



Współczesny wygląd gimnazjum: photoblog.pl


Wawel

O Wawelu pisać- wciąż zawsze za mało. Miejsce to w każdym z odwiedzających budzi inne odczucia. Pielgrzymki, nawet w szare, brzydkie dni nie ustają. Dla "Krakusa", który ma wyjątkowe szczęście wielokrotnej bytności w tym miejscu, najlepszym czasem odwiedzin, są godziny nietypowe, dające gwarancję "świętego" spokoju.




"Na doniosłym wzgórzu, strzelisty, gotycki, otoczony mgłą albo burzowymi chmurami, napełniony dźwiękiem największego dzwonu świata unosi się w powietrze i wchłania co zostało stworzone, od antyku przez Szekspira (…)Jakikolwiek byłby punkt widzenia na ten najcenniejszy narodowy zabytek, jedno jest pewne: W Wawelu może najwyraźniej ze wszystkich miejsc zaklęta jest polskość. To szczególne połączenie wzniosłości i zwyczajności, monumentalności i kameralności, które nadaje ludzkie wymiary siedzibie o takim zasięgu oddziaływania, jest niezwykłe i dla nas specyficzne.(...)  "


Wspomnienia-ulotne wrażenia, nie uchwycone w odpowiedniej chwili, rozpływają się w atmosferze niepamięci, zubożając tym samym przyszłość o czyjeś emocje i tęsknoty.  Wspomnienia Gustawa Holoubka zostają z nami ciesząc oczy, zmysły nie tylko swoimi przeżyciami, unikalnymi obrazami, ale także piękną, wyjątkową polszczyzną.



 Cytaty i stare zdjęcia:
"Wspomnienia z niepamięci", Gustaw Holoubek, Wydawnictwo Marginesy, Wa-wa 2009

niedziela, 19 lutego 2012

Gala Blog Roku 2011

Jechałam do Warszawy z duszą na ramieniu i w wielkim stresie, to chyba rzecz zrozumiała. Moje myśli wciąż urządzały gonitwę, przez co nie mogłam się dogadać ani z siostrą, która mi dzielnie towarzyszyła, ani też sama ze sobą, a najbardziej z włosami, które na tą okoliczność, jak zwykle przy wielkich wystąpieniach, postanowiły protestować.

Podróż przebiegała jak po maśle, a w przedziale spotkałyśmy wspaniałe towarzyszki rozmów, więc  i bardzo szybko. Pomijam już wszystkie logistyczne szczegóły całej wyprawy, ale jedno chcę zaznaczyć: Organizatorzy konkursu zorganizowali wszystko doskonale. Dzięki temu było nie tylko ekscytująco, ale też i komfortowo.

Źródło: AKPA


Gala odbyła się w Centrum Nauki Kopernik. Organizatorzy dołożyli wszelkich starań by impreza odbyła się na jak najwyższym poziomie. I tak właśnie było.  Imprezę, jako prowadzący, uświetnili Anna Maruszeczko i Maciej Orłoś.Wspaniale swobodni i profesjonalni, czego im szczerze, w pewnej chwili pozazdrościłam.

Jaka była kolejność nagradzania, naprawdę nie pamiętam. Kiedy nadeszła pora kategorii „Kultura” dowiedzieliśmy się, że Juror nie mógł przybyć na Galę. Trochę szkoda, bo która z kobiet nie chciałaby spotkać najprzystojniejszego amanta współczesnego kina. 
Pan Żebrowski ogłosił swój werdykt z ekranu telebimu: 



To więcej niż bym mogła przypuszczać w najśmielszych snach. Uczucia, które towarzyszyły mi  podczas tej chwili, zapamiętam do końca życia. Stres, szaleństwo,  ogromna wdzięczność i błogość .
Jeszcze raz ogromnie dziękuję.

Jak przez mglę pamiętam moment wyjścia po nagrodę. Wręczał mi ją Dyrektor Marketingu Grupy Onet- Pan Marcin Skowroński. Serdecznie dziękuję.

Źródło: AKPA

Powiem szczerze, że nie mam bladego pojęcia, co powiedziałam na scenie i chyba wolałabym sobie nie przypomnieć. Stres zjadł mnie kompletnie. Zawsze twierdziłam, że wolę być bezpiecznie schowana gdzieś z boczku. Może to lepiej, że Pan Michał nie widział mojego występu  na żywo. Może by zmienił zdanie…

Źródło: AKPA
Zaraz po zejściu ze sceny zabrano mnie, oszołomioną, do wywiadu i ot efekt:



Z tego wszystkiego nie zrobiłam sobie zdjęcia z trofeami J





Przeżyłam wiele wzruszeń i emocji, poznałam fantastycznych ludzi, którzy żywo zapadli w moją pamięć, choć tak krótko mogłam się nimi nacieszyć.



Poznałam Magdalenę Napiórkowską. Osobę  z ogromną wiedzą o sztuce, profesjonalną w każdym calu, a przy tym tak ciepłą i skromną. 
W trakcie gali dostałam cudownie miły telefon z wsparciem od Justyny Napiórkowskiej, laureatki  dwóch nagród „ Bloga Roku 2010” w kategorii „Kultura” oraz „Wyróżnienie specjalne pozakonkursowe”.  Chyba nie zdążyłam jej zaprosić do siebie do Krakowa, co uczynię jak najszybciej.

Ojciec Leon Knabit, którego miałam zaszczyt poznać i zamienić z nim kilka dobrych, ogromnie życzliwych słów,  to kolejny laureat w kategorii „Profesjonalne”.
Ojciec Leon  to fenomen. Ma dla każdego człowieka dobre słowo.  Jego dobra energia i witalność jest imponująca i przyciągająca. Mam obiecane odwiedziny u Ojca Leona.

Zorka, to kolejny fenomen „Bloga Roku”. To piękna kobieta z piękną duszą. Żałuję, że mogłam zamienić z nią tylko parę słów.  Koniecznie zajrzyjcie w jej blogowy świat. Świat pełen rzeczy człowieczych. Daleki na chwilę, a bliższy niż się każdemu zdaje.

Ola Radomska, to laureatka „Offowych”, niesamowita, szalona, ciekawa, radosna i tak zabójczo inteligentna. W przelocie wymieniłyśmy parę uwag i dobrych życzeń. Cieszę się, że ją poznałam.
Jednym z nominowanych w kategorii „Foto, komiks” był Grzegorz  Stykowski. Mocno mu kibicowałam. Chciałam mu podziękować, za słowa otuchy i dopingu,  ale jakoś nie miałam okazji. Dlatego teraz dziękuję mu za wiarę we mnie. To bardzo mi pomogło.

Pani Niteczka to świetna dziewczyna. Wybrała ją Martyna Wojciechowska w kategorii „Moje zainteresowania i pasje”. Rzeczywiście, dziewczyna zamieniła swój trudny los na pasję. To cudowne, posiadać taki dar i nie poddawać się. Moja rozmowa z nią przy piątkowym śniadaniu dała mi wiele do myślenia. Zastanawiam się, dlaczego ludzie więcej we mnie wierzą niż ja sama. 




piątek, 17 lutego 2012

Z pociągu

Dopiero dzisiaj zrozumiałam, jaki komfort ma bloger. Siedzi sobie wygodnie za komputerem. W tle ulubiona muzyczka, w schowku przygotowane zdjęcia, w głowie plan.
Bloger, sufler schowany w swojej budce, rzucający ciche hasła, zasłaniający się drewnianym parasolem.
Na żywo jest o wiele trudniej pozbierać myśli, słowa i ogrom haseł, które tłoczą się i chcą wyjsć na raz. 
"Non, rien de rien" ( Niczego nie żaluję) pomimo tego, że zawsze może być lepiej.
 Nie żałuję, bo przeżyłam wspaniałe chwile dzieki innym, wspaniałym ludziom, których dane mi było spotkać na tej Gali. (jeszcze o Nich napiszę)
Jestem szczęśliwa.
Dziękuję wszystkim za dobro, które mnie spotyka. Każdy komentarz, każde ciepłe słowo trzymające mnie przy mojej "fix idei", płynące od czytelnika, zawsze powodowało, że przedłużałam istnienie tego bloga o następny miesiąc i rok.

Dziękuję Jurorowi Panu,
Michałowi  Żebrowskiemu za wszystkie piękne słowa skierowane w moją stronę.
Jestem ogromnie zaszczycona. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to prawda.

*
Siedzę w pociągu i glupio się uśmiecham. Zmęczeni ludzie obserwują mnie z podejrzliwościa. Tyle teraz mówi się o różnych, okropnych wydarzeniach na świecie, a ja...wstyd,  po prostu jestem szczęśliwa. Dziękuje! 


Ps.
To jednak prawda, że najlepiej odbija się od dna.

sobota, 11 lutego 2012

Brodziszowie


Czyli miłość nie wszystko wybaczy
Państwo Brodziszowie, zdjęcie ze zbiorów Muzeum Kinematografii w Łodzi

Radom :
Pod hotelem gromadzi się tłum młodych panien. Poczta pantoflowa donosi, że dzisiaj do Radomia przyjedzie Adam Brodzisz. 
  Jedna z dziewcząt miejscowego gimnazjum, córka komisarza policji, podsłuchała rozmowę ojca, w której ktoś z otoczenia sławnego aktora, poprosił miejscową policję o zapewnienie mu spokojnego noclegu.
Zasłyszaną wiadomość uczynna młódka zanosi do wszystkich szkolnych koleżanek, a potem jeszcze do koleżanek koleżanek. W efekcie dwie kompletne żeńskie szkoły stoją głowa w głowę pod hotelem,  nie zważając na pogodę.

Każda z tych dobrze ułożonych panien marzy skrycie nocami o przystojnym amancie, kochając go niewinną, platoniczną miłością, chowając jego fotografię pod poduszką i popłakując sobie z nieszczęścia i samotności.
Dzisiaj, każda z nich ma nadzieję i szansę być jedyną. Każda chce spojrzeć mu w oczy,  uścisnąć rękę, urwać choćby  guzik marynarki. W ostateczności, dostać autograf.

Recepcjonista nie może dać sobie rady, co chwila ociera haftowaną chustką mokre czoło. Do holu wniesiono właśnie zemdloną panienkę, a z zewnątrz dochodzą krzyki, że są jeszcze dwie omdlałe.
Na zewnątrz gwarno i niecierpliwie. Tu i ówdzie wybuchają lokalne kłótnie: o repasację dziury w pończosze, o zadeptane pantofle etc.
Zgromadzenie  kończy brutalnie policjant, nadając donośnym głosem:
-Pan Brodzisz nadał telegram. Nie przyjedzie! Proszę się rozejść!

*

Miesięcznik „Kino”- rubryka o gwiazdach- wiersz afirmacyjny przy fotografii Brodzisza:

„Ty wirujesz  nigdy w rytm foxtrotów,
ani we fraku nie gniesz się w ukłonach,
tęsknisz, jak orzeł do wysokich lotów,
aż tam, gdzie w śniegu lśni się gór korona.

Nie jesteś lalką, bawidamkiem, graczem,
masz proste, szare oczy, szlachetne w wyrazie,
mięknące wtedy, gdy kobieta płacze,
i pełne jasnych wiecznie młodych nadziej.

Męskie masz czoło, otwarte na burze,
walczyć do końca-twój główny obyczaj,
śmiałymi dłońmi bronić się od znużeń
i trwać uparcie przy urodzie życia(…)”

*

1930 rok. Prasa zewsząd donosi, że :

Sławny aktor, ulubieniec żeńskiej części publiczności -Adam Brodzisz oświadcza się i z radością zostaje przyjęty przez  Janinę Kopaczek, znaną publice jako Maria Bogda-najpiękniejsza partia w kraju. Od dawna są w sobie zakochani i nie widzą poza sobą świata. Stanowią idealną, piękna parę. Promieniują radością i szczęściem.
*

W jednej chwili setki tysięcy dziewczęcych serc zostaje złamanych. Wiele zdjęć-podartych. Hektolitry wylanych łez. Ta  platoniczna, niewinna miłość nie wybacza zdrady. Brodzisz przestaje być bożyszczem. Wiele obrażonych na niego kobiet zwraca  swe serca ku mniej przystojnemu, ale za to pełnemu uroku i co najważniejsze, wolnemu, Eugeniuszowi Bodo.

Miesięcznik Kino, 21 grudzień 1930, na zdjęciu Eugeniusz Bodo i Adam Brodzisz


Maria Bogda i Adam Brodzisz stanowili nie tylko piękna parę filmową. Równie zgodny tandem prezentowali w życiu prywatnym. Przetrwali wiele trudnych chwil. Przeżyli ze sobą pięćdziesiąt jeden lat.

Zawodowo również byli nierozłączni. Zagrali ze sobą w filmach: „Bezimienni bohaterowie”, „Pod twą obronę”,  „Glos pustyni”, „Rapsodia Bałtyku”, „Pan redaktor szaleje”, „Kobiety nad przepaścią”, „Bogurodzica”. Oboje skończyli tą samą szkołę filmową, byli zawodowcami, aktorami nowoczesnymi.  Grywali głównie w produkcjach ambitnych, głównie dramatach. Filmach pokazujących życie od strony odartej z blichtru i salonowego fałszu.

Rok trzydziesty dziewiąty, tak jak wszystkim w branży, przerwał karierę filmową i zmusił do wykonywania, z gruntu, innej pracy. Wciąż razem pracowali. Tym razem jako kelnerzy w kawiarni „ Napoleonka”. Brali udział w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie prowadzili  pensjonat o nazwie „Brodziszówka”. 

Z całkiem zrozumiałej przeze mnie tęsknoty za aktorstwem, próbowali na własną rękę organizować spektakle i występy na wzór teatrów objazdowych. Dojmująca rzeczywistość PRLu przygniotła ich tak bardzo, że postanowili wyemigrować do USA. Tam pozostali do końca życia. Po kilku latach sprowadzono ich prochy do Polski i pochowano na krakowskich Rakowicach.

*

„A gdy kto przyjdzie albo przyjedzie, 

Pomyśli sobie:

Złączona para, złączona para
Leży w tym grobie!” 

                                           "Nad Niemnem" E. Orzeszkowa




Jest dzisiaj siarczysty mróz, o godzinie 8: 00, temperatura -20 stopni Celsjusza.  Dość czerwonawo wschodzi słońce. Na rakowickich drzewach z rzadka odzywa się parkowy ptak. Groby pokryte warstwą śniegu. Kwatera Jb-6-3 nieczytelna. W poszukiwaniu Brodziszów zamrażam palce i nos. Tulipan, który przyniosłam upadł i roztrzaskał się o grób. Wrócę tu na wiosnę. Do Państwa Brodziszów.





W notce wykorzystano pamięć autorki, zasłyszane ploteczki starszych ludzi, zdjęcia Muzeum Kinematografii w Łodzi, oraz książkę "W starym Kinie" Stanisława Janickiego, PAW, Wa-wa 1985r.

czwartek, 2 lutego 2012

Blog Roku-Nominacje

Jeszcze nie mogę zebrać myśli po dzisiejszym ogłoszeniu nominacji w konkursie BLOG ROKU 2011
Same w sobie są ogromnym wyróżnieniem i zaszczytem. W tym roku, w kategorii "Kultura", mieliśmy szczęście być oceniani przez
  Pana Michała Żebrowskiego
Mój blog znalazł się w szczęśliwej trójce nominowanych do nagrody. Bardzo, bardzo dziękuję za tą nominację.

Dziękuję Wam, drodzy Czytelnicy, za każdy głos oddany na mojego bloga.
W takich chwilach bardzo mocno czuję sens istnienia tego miejsca w sieci. 
W szczęśliwym chaosie myśli pozostaję wdzięczna i zobowiązana.


Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska

Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...