Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 września 2012

Energia przeszłości

Czas powrotu do stałych obowiązków codziennych to czas szczególny i nierzadko ciężki. Trudno jest założyć na nowo ogromny plecak obowiązków, które z taką radością zrzuciło się na początku wakacji. Może to lenistwo, ale tak dobrowolnie, bez przymusu do tego się nie przyznam.

Nadchodzi czas snucia się po Starym Mieście, odkrywania nowych ciekawych zakamarków, medytacji w Mariackim przed świętym Sebastianem i obserwowania. Gdzie lepiej można nabrać energii jak tu?
Źródło: "Dodek Dymsza", E. Dziewoński, LTW, Łomianki 2010


Adolf Dymsza rzadko bywał w Krakowie, choć miał tu oddanych, szczerych przyjaciół. Zwłaszcza po wojnie, kiedy przyjeżdżał na leczenie do Szpitala Uniwersyteckiego. Wydawał przyjęcia w hotelu Francuskim. Podążając śladami jego krakowskiej bytności starałam się uchwycić strzępy jego cudownie witalnej energii. Nowy rok szkolny rozpoczęty. Dzięki komedii z Dodkiem jakoś to zniosę. Wkrótce już nowy post.

poniedziałek, 3 września 2012

Energia przeszłości

Czas powrotu do stałych obowiązków codziennych to czas szczególny i nierzadko ciężki. Trudno jest założyć na nowo ogromny plecak obowiązków, które z taką radością zrzuciło się na początku wakacji. Może to lenistwo, ale tak dobrowolnie, bez przymusu do tego się nie przyznam.

Nadchodzi czas snucia się po Starym Mieście, odkrywania nowych ciekawych zakamarków, medytacji w Mariackim przed świętym Sebastianem i obserwowania. Gdzie lepiej można nabrać energii jak tu?
Źródło: "Dodek Dymsza", E. Dziewoński, LTW, Łomianki 2010


Adolf Dymsza rzadko bywał w Krakowie, choć miał tu oddanych, szczerych przyjaciół. Zwłaszcza po wojnie, kiedy przyjeżdżał na leczenie do Szpitala Uniwersyteckiego. Wydawał przyjęcia w hotelu Francuskim. Podążając śladami jego krakowskiej bytności starałam się uchwycić strzępy jego cudownie witalnej energii. Nowy rok szkolny rozpoczęty. Dzięki komedii z Dodkiem jakoś to zniosę. Wkrótce już nowy post.

niedziela, 24 czerwca 2012

Podarunek czyli blogowe candy


Wakacje to nie czas ślęczenia przy komputerze z własnej nieprzymuszonej woli. Dlatego też na czas letni temperatura blogowych fascynacji spada. Konkursy zawsze ożywiają atmosferę i dostarczają nowych emocji sympatykom. 
W związku z tym nadszedł czas, aby zaproponować Czytelnikom zabawę, zwany w blogowym języku- "candy". 
Wystarczy tylko dodać swój komentarz pod postem i podpisać się nickiem blogowym, albo zostawić adres e-mail, albo imię i nazwisko, albo po prostu imię. Nazwa osoby powinna być tak charakterystyczna, aby nie było wątpliwości, kto otrzymał poniższe książki. Jeśli będziecie mieli ochotę na umieszczenie linku o zabawie na swoim blogu będę niezmiernie wdzięczna.


Zakończenie nastąpi 10 lipca, a wynik podam od razu. Koszty przesyłki biorę na siebie. :)


Elizabeth Taylor, najpiękniejsza z amerykańskich gwiazd czaro-białego ekranu, kochana za urodę talent i osobowość. Dziecko Hollywoodu, które na oczach wielbicieli kina  przeistoczyło się w piękną dojrzałą kobietę. Sensacyjna biografia pióra Davida Breta,  "Elizabeth Taylor Dama, kochanka, legenda". Książka zgodna z tematyką i konwencją bloga, czyta się jednym tchem. Oddaję w ręce wygrywającego ze szczególnym podziękowaniem Mariuszowi, dzięki któremu weszłam w posiadanie tejże książki. 



Wydawnictwo Marginesy, wzbogaciło moją bibliotekę o sentymentalną pozycję "Mała matura" Janusza Majewskiego. "Pełna humoru i ciepła, barwna opowieść o dorastaniu w beztroskim europejskim Lwowie jest preludium do tragicznych wydarzeń wojennych. Dwaj okupanci, Sowieci i potem Niemcy, okradają kilkuletniego Ludwika z dzieciństwa, a jego rodzinę z dobytku i bliskich, zmuszają do ucieczki i tułaczki, której kres stanowi Kraków końca wojny. Wtedy czternastoletni bohater rozpoczyna walkę. W nowym gimnazjum toczy boje o akceptację rówieśników i nauczycieli, zmagając się z pierwszym zauroczeniem i seksualnością (..)"  Gorąco polecam.

Serdecznie wszystkich zapraszam. Życzę wszystkim dobrej zabawy.


PS.
Zabawa ta nie jest grą losową, w rozumieniu prawa, a podarowanie powyższych książek jest uzależnione od mojego "widzimisię", co każdy Czytelnik biorący udział w zabawie zechce akceptować.
Adnotację tą umieszczam na wszelki wypadek.

Podarunek czyli blogowe candy


Wakacje to nie czas ślęczenia przy komputerze z własnej nieprzymuszonej woli. Dlatego też na czas letni temperatura blogowych fascynacji spada. Konkursy zawsze ożywiają atmosferę i dostarczają nowych emocji sympatykom. 
W związku z tym nadszedł czas, aby zaproponować Czytelnikom zabawę, zwany w blogowym języku- "candy". 
Wystarczy tylko dodać swój komentarz pod postem i podpisać się nickiem blogowym, albo zostawić adres e-mail, albo imię i nazwisko, albo po prostu imię. Nazwa osoby powinna być tak charakterystyczna, aby nie było wątpliwości, kto otrzymał poniższe książki. Jeśli będziecie mieli ochotę na umieszczenie linku o zabawie na swoim blogu będę niezmiernie wdzięczna.


Zakończenie nastąpi 10 lipca, a wynik podam od razu. Koszty przesyłki biorę na siebie. :)


Elizabeth Taylor, najpiękniejsza z amerykańskich gwiazd czaro-białego ekranu, kochana za urodę talent i osobowość. Dziecko Hollywoodu, które na oczach wielbicieli kina  przeistoczyło się w piękną dojrzałą kobietę. Sensacyjna biografia pióra Davida Breta,  "Elizabeth Taylor Dama, kochanka, legenda". Książka zgodna z tematyką i konwencją bloga, czyta się jednym tchem. Oddaję w ręce wygrywającego ze szczególnym podziękowaniem Mariuszowi, dzięki któremu weszłam w posiadanie tejże książki. 



Wydawnictwo Marginesy, wzbogaciło moją bibliotekę o sentymentalną pozycję "Mała matura" Janusza Majewskiego. "Pełna humoru i ciepła, barwna opowieść o dorastaniu w beztroskim europejskim Lwowie jest preludium do tragicznych wydarzeń wojennych. Dwaj okupanci, Sowieci i potem Niemcy, okradają kilkuletniego Ludwika z dzieciństwa, a jego rodzinę z dobytku i bliskich, zmuszają do ucieczki i tułaczki, której kres stanowi Kraków końca wojny. Wtedy czternastoletni bohater rozpoczyna walkę. W nowym gimnazjum toczy boje o akceptację rówieśników i nauczycieli, zmagając się z pierwszym zauroczeniem i seksualnością (..)"  Gorąco polecam.

Serdecznie wszystkich zapraszam. Życzę wszystkim dobrej zabawy.


PS.
Zabawa ta nie jest grą losową, w rozumieniu prawa, a podarowanie powyższych książek jest uzależnione od mojego "widzimisię", co każdy Czytelnik biorący udział w zabawie zechce akceptować.
Adnotację tą umieszczam na wszelki wypadek.

piątek, 11 maja 2012

Skarga ruin


Obrona  dworu, Artur Grottger 


Rozwalą drzwi

Domowników obudziło głośne łomotanie do drzwi, takie co to oznajmia nadejście zła.  W odczuciu upewniła ich histeryzująca stara Jasieniowa:
-Jaśnie panie, jaśnie panie carskie idą, o mój Boże, co to będzie, co to będzie?
-Niech Jasieniowa da spokój i otworzy drzwi- ponaglił hrabia służącą, wkładając pospiesznie bonżurkę i w przelocie wrzucając jakieś papiery do tlącego się jeszcze z nocy kominka.
-No, niech Jasieniowa otworzy, bo nam drzwi w zimie wywalą- silił się na spokój.
 Chciał wejść opanowany do sypialni. W sypialni zdezorientowana żona wysunęła już stopy, by wstać.
-Kochana, ty nic nie wiesz, to cię nie dotyczy, proszę, weź do siebie dziewczynki i nie wychodź.

Zdrada

Łomotanie ustało, a po domu rozlał się tupot ciężkich wojskowych butów . Hrabia jeszcze raz spojrzał  na żonę. Była przerażona, strach stłumił w niej wszystkie inne emocje, uczucia i jej codzienny niewymuszony czar, w którym kochał się od tylu lat.
 Co będzie? Może nic, może pójdą, nic nie znajdą, nie mają dowodów. Jego rodzinie nic nie może się stać, a jego, choćby diabli wzięli. Wyszedł.
-Kogo licho niesie o tak wczesnej porze? –krzyczał w powietrze, bo i tak nikt go nie słuchał.
 Carscy już pewnie poupychali co ciekawsze rzeczy po kieszeniach. Dopiero teraz wszedł oficer, dumny wysoki z ostrymi rysami. Stali naprzeciw siebie. Za nim, skurczony od zimna Mateusz Jasień, chłop z majątku Stadnickich.  Hardo i ze zjadliwym uśmiechem patrzył się w twarz dziedzica.

Arystokracja

-Pan "hriabia" Stadnicki- brzmiało to raczej jak stwierdzenie.
–Tak to ja. Czemu zawdzięczam tą poranną, mało kurtuazyjną wizytę?- pytanie w obliczu zaborców było mało polityczne, ale hrabia nigdy nie umiał powstrzymać swojej hardości i pogardy dla Moskali.
-"Nu tak, pajdiom"*- bez ogródek rzekł oficer, przyzwyczajony do spolegliwości.
-Chwileczkę…- oficer rosyjski nie przypuszczał, że trafił również na oficera, tyle że w spoczynku- Nigdzie nie pójdę, jeżeli i nie będę wiedział, o co chodzi?
Oficer spojrzał zdziwiony. Nikt dotychczas nie sprzeciwiał się jego rozkazom. Uznał, że może odpowiedzieć, wszak rozmawiał jak równy z równym. Do czasu, kiedy pobór wyrwał go z cudownego Petersburga  pędził życie beztroskiego arystokraty. Wspomnienie przywołało dawne, radosne  czasy. Twarda żołnierka wcisnęła je w głębokie zakamarki pamięci. Nawet było mu żal tego człowieka- Stadnickego, bronił tylko swojej sprawy . Car jednak nie toleruje niesubordynacji…

Przywary 

-Dwa biegliecy spriatalis zdies**,  da?- właściwie odpowiedź była zbędna, bo  już i tak było wiadomo. Mateusz Jasień sam przyszedł na posterunek. Sam wskazał miejsce ukrywania się powstańców.Robił to dla pieniędzy, ze złośliwości czy z zazdrości? Teraz już nikt tego się nie dowie.  Jego żona, choć dobra kobieta nie umiała trzymać języka za zębami i spowiadała się mężowi z dworskich wydarzeń.

Zaskoczenie i duma

Gdy żołnierze wyprowadzali hrabiego,  stryczek już wisiał na drzewie obok dworu.  Na śniegu leżał Mateusz Jasień z wieloma krwawiącymi dziurami na piersiach po bagnetach. Oczy, jeszcze otwarte,  wyrażały wielkie zdziwienie ze śmierci tak niespodziewanej.
Hrabia był spokojny i dumny, choć śmierć chłopa go zaskoczyła:
-A jego za co?-spytał bez nadziei na odpowiedź.
-On priedał tiebia. Kriest siebia hoti...***
-Zaraz przeżegnam się przed Bogiem…-dumnie odpowiedział hrabia i nie miał wątpliwości, że będzie inaczej.

*No to idziemy
**Ukrywało się tu dwóch uciekinierów
***On zdradził ciebie, przeżegnaj się chociaż...



Grupa motocyklowa zajechała na miejsce.  Punktem końcowym są ruiny starego dworu. Miejscowość liczy sobie dwudziestu pięciu mieszkańców, a domy ustawione są tylko przy jednej drodze.  Taka ilość motorów  wzbudza we wsi wielką sensację. Co odważniejsi wychodzą na drogę. Pytamy się o majątek.  Znajduje się w prywatnych rękach okolicznego rolnika. Majątek prawdopodobnie rozparcelowany po wojnie podczas nacjonalizacji. Właściciel z  przestrachem patrzy się na grupę. Niechętnie wskazuje niewielki lasek i pozwala na wejście.
Ruiny znajdują się pośród młodego lasu. Trudno wyobrazić sobie tu tętniący życiem majątek. Obok niepozornej wieżyczki stanowiącej kiedyś fasadę obszernego budynku stoi drzewo, obok niego duży kamień. To właśnie na tym drzewie powieszono Hrabiego Stadnickiego za pomoc powstańcom styczniowym.
Zza drzew patrzą ciekawskie oczy tubylców. Po wsi poniosła się plotka, że dziedzice będą ponoć odzyskiwać majątek. Poruszenie, konsternacja, złość.  
Duch tamtych czasów nadal tu krąży. Zła energia jeszcze nie wywietrzała z umysłów i miejsc. Jeden mały narcyz zdecydował się tu urosnąć. Tyle pracy ludzkiej tak szybko pochłania natura i zapomnienie.

Jedyny kwiat w lesie -pozostałość dawnych rabat przed dworem

Drzewo na którym powieszono hrabiego, przy nim kamień upamiętniający tamto zdarzenie. 



Wieża klatki schodowej i zarazem wejścia głównego. Resztki dachu i okrągłe okno. 
Wyjście na ogród i stawy

Okno lub wejście do piwnicy, teraz już bardzo pochłonięte przez las.
Dawniej w tym miejscu był może salon.

czwartek, 10 maja 2012

Skarga ruin


Obrona  dworu, Artur Grottger 


Rozwalą drzwi

Domowników obudziło głośne łomotanie do drzwi, takie co to oznajmia nadejście zła.  W odczuciu upewniła ich histeryzująca stara Jasieniowa:
-Jaśnie panie, jaśnie panie carskie idą, o mój Boże, co to będzie, co to będzie?
-Niech Jasieniowa da spokój i otworzy drzwi- ponaglił hrabia służącą, wkładając pospiesznie bonżurkę i w przelocie wrzucając jakieś papiery do tlącego się jeszcze z nocy kominka.
-No, niech Jasieniowa otworzy, bo nam drzwi w zimie wywalą- silił się na spokój.
 Chciał wejść opanowany do sypialni. W sypialni zdezorientowana żona wysunęła już stopy, by wstać.
-Kochana, ty nic nie wiesz, to cię nie dotyczy, proszę, weź do siebie dziewczynki i nie wychodź.

Zdrada

Łomotanie ustało, a po domu rozlał się tupot ciężkich wojskowych butów . Hrabia jeszcze raz spojrzał  na żonę. Była przerażona, strach stłumił w niej wszystkie inne emocje, uczucia i jej codzienny niewymuszony czar, w którym kochał się od tylu lat.
 Co będzie? Może nic, może pójdą, nic nie znajdą, nie mają dowodów. Jego rodzinie nic nie może się stać, a jego, choćby diabli wzięli. Wyszedł.
-Kogo licho niesie o tak wczesnej porze? –krzyczał w powietrze, bo i tak nikt go nie słuchał.
 Carscy już pewnie poupychali co ciekawsze rzeczy po kieszeniach. Dopiero teraz wszedł oficer, dumny wysoki z ostrymi rysami. Stali naprzeciw siebie. Za nim, skurczony od zimna Mateusz Jasień, chłop z majątku Stadnickich.  Hardo i ze zjadliwym uśmiechem patrzył się w twarz dziedzica.

Arystokracja

-Pan "hriabia" Stadnicki- brzmiało to raczej jak stwierdzenie.
–Tak to ja. Czemu zawdzięczam tą poranną, mało kurtuazyjną wizytę?- pytanie w obliczu zaborców było mało polityczne, ale hrabia nigdy nie umiał powstrzymać swojej hardości i pogardy dla Moskali.
-"Nu tak, pajdiom"*- bez ogródek rzekł oficer, przyzwyczajony do spolegliwości.
-Chwileczkę…- oficer rosyjski nie przypuszczał, że trafił również na oficera, tyle że w spoczynku- Nigdzie nie pójdę, jeżeli i nie będę wiedział, o co chodzi?
Oficer spojrzał zdziwiony. Nikt dotychczas nie sprzeciwiał się jego rozkazom. Uznał, że może odpowiedzieć, wszak rozmawiał jak równy z równym. Do czasu, kiedy pobór wyrwał go z cudownego Petersburga  pędził życie beztroskiego arystokraty. Wspomnienie przywołało dawne, radosne  czasy. Twarda żołnierka wcisnęła je w głębokie zakamarki pamięci. Nawet było mu żal tego człowieka- Stadnickego, bronił tylko swojej sprawy . Car jednak nie toleruje niesubordynacji…

Przywary 

-Dwa biegliecy spriatalis zdies**,  da?- właściwie odpowiedź była zbędna, bo  już i tak było wiadomo. Mateusz Jasień sam przyszedł na posterunek. Sam wskazał miejsce ukrywania się powstańców.Robił to dla pieniędzy, ze złośliwości czy z zazdrości? Teraz już nikt tego się nie dowie.  Jego żona, choć dobra kobieta nie umiała trzymać języka za zębami i spowiadała się mężowi z dworskich wydarzeń.

Zaskoczenie i duma

Gdy żołnierze wyprowadzali hrabiego,  stryczek już wisiał na drzewie obok dworu.  Na śniegu leżał Mateusz Jasień z wieloma krwawiącymi dziurami na piersiach po bagnetach. Oczy, jeszcze otwarte,  wyrażały wielkie zdziwienie ze śmierci tak niespodziewanej.
Hrabia był spokojny i dumny, choć śmierć chłopa go zaskoczyła:
-A jego za co?-spytał bez nadziei na odpowiedź.
-On priedał tiebia. Kriest siebia hoti...***
-Zaraz przeżegnam się przed Bogiem…-dumnie odpowiedział hrabia i nie miał wątpliwości, że będzie inaczej.

*No to idziemy
**Ukrywało się tu dwóch uciekinierów
***On zdradził ciebie, przeżegnaj się chociaż...



Grupa motocyklowa zajechała na miejsce.  Punktem końcowym są ruiny starego dworu. Miejscowość liczy sobie dwudziestu pięciu mieszkańców, a domy ustawione są tylko przy jednej drodze.  Taka ilość motorów  wzbudza we wsi wielką sensację. Co odważniejsi wychodzą na drogę. Pytamy się o majątek.  Znajduje się w prywatnych rękach okolicznego rolnika. Majątek prawdopodobnie rozparcelowany po wojnie podczas nacjonalizacji. Właściciel z  przestrachem patrzy się na grupę. Niechętnie wskazuje niewielki lasek i pozwala na wejście.
Ruiny znajdują się pośród młodego lasu. Trudno wyobrazić sobie tu tętniący życiem majątek. Obok niepozornej wieżyczki stanowiącej kiedyś fasadę obszernego budynku stoi drzewo, obok niego duży kamień. To właśnie na tym drzewie powieszono Hrabiego Stadnickiego za pomoc powstańcom styczniowym.
Zza drzew patrzą ciekawskie oczy tubylców. Po wsi poniosła się plotka, że dziedzice będą ponoć odzyskiwać majątek. Poruszenie, konsternacja, złość.  
Duch tamtych czasów nadal tu krąży. Zła energia jeszcze nie wywietrzała z umysłów i miejsc. Jeden mały narcyz zdecydował się tu urosnąć. Tyle pracy ludzkiej tak szybko pochłania natura i zapomnienie.

Jedyny kwiat w lesie -pozostałość dawnych rabat przed dworem

Drzewo na którym powieszono hrabiego, przy nim kamień upamiętniający tamto zdarzenie. 



Wieża klatki schodowej i zarazem wejścia głównego. Resztki dachu i okrągłe okno. 
Wyjście na ogród i stawy

Okno lub wejście do piwnicy, teraz już bardzo pochłonięte przez las.
Dawniej w tym miejscu był może salon.

środa, 20 kwietnia 2011

Wielki Tydzień

Wybaczcie proszę moja blogową, wiosenną opieszałość. Postaram się poprawić w przyszłości. Każdy ma swoje periody. Tym razem pozostawiam kwiecień w spokoju i pojawię się w maju z nową energią  i pomysłami.
Proszę nie odchodźcie zbyt daleko, abym mogła Was tu jeszcze zobaczyć.

Korzystając z okazji, życzę Wam wspaniałych świąt Wielkiej Nocy.
Bez wielkich słów i pompatyczności, życzę Wam miłości, spokoju i zrozumienia.

Wielki Tydzień

Wybaczcie proszę moja blogową, wiosenną opieszałość. Postaram się poprawić w przyszłości. Każdy ma swoje periody. Tym razem pozostawiam kwiecień w spokoju i pojawię się w maju z nową energią  i pomysłami.
Proszę nie odchodźcie zbyt daleko, abym mogła Was tu jeszcze zobaczyć.

Korzystając z okazji, życzę Wam wspaniałych świąt Wielkiej Nocy.
Bez wielkich słów i pompatyczności, życzę Wam miłości, spokoju i zrozumienia.

wtorek, 22 marca 2011

Prywata

Jak co rok, ten dzień jest dla mnie słoneczny i wyjątkowy. Tego dnia zwykle robię życiowe, wiosenne porządki i spowiadam się sama przed sobą z własnych sukcesów i porażek. Można oszukać innych, bardziej lub mniej sprytnie, ale siebie, nie oszuka się nawet troszkę.
Ten bardzo prywatny post, na który pozwalam sobie chyba po raz pierwszy, a zwykle jestem przeciwna takim postom, mimo refleksyjnego tonu, zakończę wiosennie i pozytywnie.
Tego roku życzę sama sobie odnalezienia drogi, którą na chwilę zgubiłam, a pomocne mi w tym będzie, w końcu, poczucie, że cokolwiek umiem i mogę…
Poniżej zdjęcie mojego autorstwa, które zostało wyróżnione przez urząd miasta w konkursie biuletynu miejskiego  w tamtym roku.
Poniżej zdjęcia z wycieczki wiosennej do Opactwa Benedyktynów w Rudach koło Rybnika. Zabudowania klasztorne i staro-wieczny park z pomnikami przyrody. Miejsce wyjątkowe, bajeczne i niezapomniane. 










Prywata

Jak co rok, ten dzień jest dla mnie słoneczny i wyjątkowy. Tego dnia zwykle robię życiowe, wiosenne porządki i spowiadam się sama przed sobą z własnych sukcesów i porażek. Można oszukać innych, bardziej lub mniej sprytnie, ale siebie, nie oszuka się nawet troszkę.
Ten bardzo prywatny post, na który pozwalam sobie chyba po raz pierwszy, a zwykle jestem przeciwna takim postom, mimo refleksyjnego tonu, zakończę wiosennie i pozytywnie.
Tego roku życzę sama sobie odnalezienia drogi, którą na chwilę zgubiłam, a pomocne mi w tym będzie, w końcu, poczucie, że cokolwiek umiem i mogę…
Poniżej zdjęcie mojego autorstwa, które zostało wyróżnione przez urząd miasta w konkursie biuletynu miejskiego  w tamtym roku.
Poniżej zdjęcia z wycieczki wiosennej do Opactwa Benedyktynów w Rudach koło Rybnika. Zabudowania klasztorne i staro-wieczny park z pomnikami przyrody. Miejsce wyjątkowe, bajeczne i niezapomniane. 










wtorek, 8 lutego 2011

Wyobraźnia


Bogata i szczodra płodnym artystom, częściej jak inne rozdawana, dzięki przychylności Opatrzności. Wyobraźnia jest darem nieocenionym, a korzyści z niej niejednokrotnie większe niż kultura czy sztuka potrzebują.
Przydaje się w codziennym życiu i jakże często.
Łagodny styczeń, suchy asfalt korci motocyklistów do wyprowadzenia swoich maszyn na drogi.
Moje zadanie, jakie sobie dzisiaj wyznaczyłam, to przypomnienie wszystkim kierowcom,  wszystkich pojazdów, jedno i dwuśladów, o tym, że dar wyobraźni należy uruchomić w chwilach również tak trywialnych jak  jazda pojazdem.
Łamię konwencję blogu, aby napisać coś bardzo ważnego, aby Was poruszyć i przypomnieć.
Apel mój jest krótki:



  • Rowerzysto oświetlaj swój rower i siebie. Nie wjeżdżaj na skrzyżowania na czerwonym świetle, jesteś także użytkownikiem drogi, ciebie tyczą się te same przepisy.


I ostatni apel: kultura obowiązuje również na drodze, bądźmy dla siebie bardziej życzliwi, wyrozumiali i serdeczniejsi.

Wyobraźnia


Bogata i szczodra płodnym artystom, częściej jak inne rozdawana, dzięki przychylności Opatrzności. Wyobraźnia jest darem nieocenionym, a korzyści z niej niejednokrotnie większe niż kultura czy sztuka potrzebują.
Przydaje się w codziennym życiu i jakże często.
Łagodny styczeń, suchy asfalt korci motocyklistów do wyprowadzenia swoich maszyn na drogi.
Moje zadanie, jakie sobie dzisiaj wyznaczyłam, to przypomnienie wszystkim kierowcom,  wszystkich pojazdów, jedno i dwuśladów, o tym, że dar wyobraźni należy uruchomić w chwilach również tak trywialnych jak  jazda pojazdem.
Łamię konwencję blogu, aby napisać coś bardzo ważnego, aby Was poruszyć i przypomnieć.
Apel mój jest krótki:



  • Rowerzysto oświetlaj swój rower i siebie. Nie wjeżdżaj na skrzyżowania na czerwonym świetle, jesteś także użytkownikiem drogi, ciebie tyczą się te same przepisy.


I ostatni apel: kultura obowiązuje również na drodze, bądźmy dla siebie bardziej życzliwi, wyrozumiali i serdeczniejsi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska

Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...