Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 maja 2013

Zaproszenie



 Muzeum Narodowe w Krakowie oraz Fundacja Wisławy Szymborskiej zapraszają na film dokumentalny Andrzeja J. Koszyka Niektórzy lubią poezję z 1996 roku, poświęcony Wisławie Szymborskiej.


Jest to pierwszy film dokumentalny o Wisławie Szymborskiej, który powstał po przyznaniu jej Nagrody Nobla (zaraz po ogłoszeniu decyzji przez Akademię Szwedzką, ale jeszcze przed wyjazdem lauretki do Sztokholmu na uroczystość wręczenia nagrody).


Ze względu na ograniczoną przestrzeń film będzie wyświetlany przez cztery kolejne wtorki.


Inauguracja cyklu już 4 czerwca!


Pokaz filmu odbędzie się w Kamienicy Szołayskich – Oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie (plac Szczepański 9) w przestrzeni „Szuflady Szymborskiej” – wyjątkowej ekspozycji poświęconej Poetce.


Zapraszamy we wtorek 4 czerwca o godz. 16.30. Wstęp na projekcję filmu jest bezpłatny. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc prosimy o wcześniejsze odebranie wejściówek, dostępnych w kasie Księgarni Młoda w Kamienicy Szołayskich.


Andrzej J. Koszyk – ur. w Łodzi, studiował w praskiej Wyższej Szkole Filmowej i Telewizyjnej FAMU. Od kilkudziesięciu lat mieszka w Niemczech, gdzie pracuje jako operator filmowy. Jest autorem kilkunastu autorskich filmów dokumentalnych.


 NIEKTÓRZY LUBIĄ POEZJĘ – WISŁAWA SZYMBORSKA


Film dokumentalny, 30 min, Niemcy, 1996


Reżyseria: Andrzej J. Koszyk


Występują: Wisława Szymborska, Teresa Walas, Stanisław Balbus, Karl Dedecius, studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego

poniedziałek, 25 marca 2013

Protest

 

 

 

[caption id="attachment_604" align="aligncenter" width="201"] źródło: fine art america[/caption]

 

 

 

Objazdowe prosektorium "The Human Body Exhibition" zawitało do Krakowa. Nie wymienię ani nazwy, ani miejsca, gdzie ono się znajduje, bo mogłoby to stać się dodatkową reklamą, a tego nie chcę. Wystawa, która w imię sztuki wykorzystuje ludzkie zwłoki jest godną stanowczego potępienia i bojkotu. Bardzo dziwię się firmie, która umożliwiła ekspozycję tej makabrycznej wystawy. Uważam, że powinna być zakazana i zamknięta ze względu na brak poszanowania szczątków ludzkich, a także ze względu na totalny brak walorów artystycznych.



Jeśli macie inne zdanie, zapraszam do dyskusji...


PS. Mój wpis celowo lakoniczny i zwięzły. Bo wystawa wydaje mi się niegodną dłuższego postu..

piątek, 15 marca 2013

Gigantyczny obraz-krakowska bagatelka.

Monumentalna alegoria:


Natchnienie jest monarchą, który łaskawie i z góry nierówno dzieli swoje dary. Wskazuje miejsce w swoim panteonie sztuki. Ugruntowany podwaliną platońskiej filozofii godzi Piękno z Prawdą. Piękno jest zawsze dobre, gdy nim jest w istocie. Skulona i nie dość urodziwa  Prawda- przyjmuje sojusz Piękna, choć robi to niechętnie.


U ich stóp znudzona Talia, muza komedii, daje się zabawiać błaznowi. Dla rozweselenia  swojej kapryśnej pani komediant ożywia smutne kukły. Niezadowolenie Talii bierze się od zbytniej bliskości Melpomene, muzy tragedii. Wielki Apollo już na zawsze wprowadził niezgodę pomiędzy tymi siostrami. Przyodziana czarnym kirem Tragedia załamuje spracowane, żylaste ręce. Zbrodnia i występek wciąż towarzyszy jej istnieniu. Brzemię zła rodzące się wciąż na nowo, w towarzystwie Furii, Widm i Demonów wyciskają na jej twarzy swoje piętno.


W bliskości zła posłaniec miłości-Eros skazany jest na samotność i ciągły płacz nad swoim nieszczęsnym sercem. Jego miejsce jest po prawej stronie, gdzie panują radośniejsze z sióstr-Muz.


Terpsychora skupia wokół siebie radosny orszak tancerzy. Muzyka i Śpiew wdzięcznie towarzyszą beztroskiej zabawie ciał. W szalonym tańcu królują zmysły, ku radości Bachusa.


W szale rozkoszy Psyche szamoce się, głodna wyższych uniesień. Tylko uwalniając się od świata zmysłowego Dusza możne wstąpić w świat idei, definiowanych przez Platona jako najwyższe.



Alegoria zawierająca w sobie elementy greckich wierzeń, dramatu i filozofii została przedstawiona na szczególnym obrazie znajdującym się w Krakowie. Dokładnie w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. A jeszcze bardziej ściśle- na kurtynie teatru.


Monumentalnego i gigantycznego w swoich rozmiarach, liczącego prawie 120 lat dzieła dokonał  Henryk Siemiradzki, wybitny artysta, malarz, tworzący w drugiej połowie wieku XIX.


Jego obrazy zdobią europejskie galerie. Duża kolekcja jego dzieł znajduje się w Krakowie, mieście, do którego artysta miał szczególny sentyment, choć na stałe mieszkał w Rzymie. Aby płótno, o którym mowa, powstało, Siemiradzki musiał przystąpić do konkursu, który ogłosiła Rada Miejska Miasta Krakowa. Projekty spłynęły z całej Europy. Swoje propozycje przysłali min. Józef Mehoffer, Stanisław Wyspiański, Jadwiga Bogucka, Tomasz Lisiewicz.



Płótno o wymiarach 1190 na 960 cm w Krakowie nie stanowi ewenementu przy dziełach Matejki, czy Wawelskich Arrasach. Powstało w Rzymie, w technice zapewniającej trwałość i odporność na zanieczyszczenia.  Zanim zostało zawieszone pokazano je na wystawie w Rzymie i Wiedniu. Sam autor uczestniczył w konstruowaniu mocowania kurtyny w teatrze. Jest ona zainstalowana tak, aby niezawodnie podnosiła się do góry bez zwijania, czy zaginania.


Zasłona tysiące razy rozpoczynała  przedstawienia mniejsze i większe, kreacje najwybitniejszych aktorów: Ludwika Solskiego, Juliusza Osterwy, Michała Tarasiewicza, Zo-fii Jaroszewskiej, Jana Kurnakowicza, Jerzego Leszczyńskiego, Antoniego Fertnera,  Haliny Gryglaszewskiej, Halina Mikołajskiej, Marty Stebnickiej, Mariana Cebulskiego, Adam Hanuszkiewicza, Gustawa Holoubka, Tadeusza Łomnickiego i wielu innych wspaniałych.


Obecnie każdy widz może podziwiać przetrwałe wiekowe dzieło, które wciąż cieszy zmysły, nadając teatrowi splendoru i oprawy.



Henryk Siemiradzki istnieje bardzo mocno w kulturze Krakowa. Podarunek dla miasta, obraz „Pochodnie Nerona”, stał się przyczynkiem dla powstania Muzeum Narodowego w Sukiennicach. Jedna z sal muzeum została nazwana na jego cześć „Salą Siemiradzkiego”. Zachęcam do zwiedzania muzeum, zwłaszcza, że już od zeszłego roku można podziwiać „Hołd Pruski”, który wrócił z dalekiej tułaczki.


Krajobraz znad Świsłoczy


Ludwik Wodzicki

Gigantyczny obraz- krakowska bagatelka.



Kurtyna Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, autor: Henryk Siemiradzki

 Monumentalna alegoria:
Natchnienie jest monarchą, który łaskawie i z góry nierówno dzieli swoje dary. Wskazuje miejsce w swoim panteonie sztuki. Ugruntowany podwaliną platońskiej filozofii godzi Piękno z Prawdą. Piękno jest zawsze dobre, gdy nim jest w istocie. Skulona i nie dość urodziwa  Prawda- przyjmuje sojusz Piękna, choć robi to niechętnie.

U ich stóp znudzona Talia, muza komedii, daje się zabawiać błaznowi. Dla rozweselenia  swojej kapryśnej pani komediant ożywia smutne kukły. Niezadowolenie Talii bierze się od zbytniej bliskości Melpomene, muzy tragedii. Wielki Apollo już na zawsze wprowadził niezgodę pomiędzy tymi siostrami. Przyodziana czarnym kirem Tragedia załamuje spracowane, żylaste ręce. Zbrodnia i występek wciąż towarzyszy jej istnieniu. Brzemię zła rodzące się wciąż na nowo, w towarzystwie Furii, Widm i Demonów wyciskają na jej twarzy swoje piętno.

W bliskości zła posłaniec miłości-Eros skazany jest na samotność i ciągły płacz nad swoim nieszczęsnym sercem. Jego miejsce jest po prawej stronie, gdzie panują radośniejsze z sióstr-Muz.

Terpsychora skupia wokół siebie radosny orszak tancerzy. Muzyka i Śpiew wdzięcznie towarzyszą beztroskiej zabawie ciał. W szalonym tańcu królują zmysły, ku radości Bachusa.

W szale rozkoszy Psyche szamoce się, głodna wyższych uniesień. Tylko uwalniając się od świata zmysłowego Dusza możne wstąpić w świat idei, definiowanych przez Platona jako najwyższe.

Alegoria zawierająca w sobie elementy greckich wierzeń, dramatu i filozofii została przedstawiona na szczególnym obrazie znajdującym się w Krakowie. Dokładnie w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. A jeszcze bardziej ściśle- na kurtynie teatru.

Monumentalnego i gigantycznego w swoich rozmiarach, liczącego prawie 120 lat dzieła dokonał  Henryk Siemiradzki, wybitny artysta, malarz, tworzący w drugiej połowie wieku XIX.
Jego obrazy zdobią europejskie galerie. Duża kolekcja jego dzieł znajduje się w Krakowie, mieście, do którego artysta miał szczególny sentyment, choć na stałe mieszkał w Rzymie. 

Aby płótno, o którym mowa, powstało, Siemiradzki musiał przystąpić do konkursu, który ogłosiła Rada Miejska Miasta Krakowa. Projekty spłynęły z całej Europy. Swoje propozycje przysłali min. Józef Mehoffer, Stanisław Wyspiański, Jadwiga Bogucka, Tomasz Lisiewicz.

Płótno o wymiarach 1190 na 960 cm w Krakowie nie stanowi ewenementu przy olbrzymich dziełach Matejki, czy Wawelskich Arrasach.
 Powstało w Rzymie, w technice zapewniającej trwałość i odporność na zanieczyszczenia.  Zanim zostało zawieszone pokazano je na wystawie w Rzymie i Wiedniu. Sam autor uczestniczył w konstruowaniu mocowania kurtyny w teatrze. Jest ona zainstalowana tak, aby niezawodnie podnosiła się do góry bez zwijania, czy zaginania.
Zasłona tysiące razy rozpoczynała  przedstawienia mniejsze i większe, kreacje najwybitniejszych aktorów: Ludwika Solskiego, Juliusza Osterwy, Michała Tarasiewicza, Zo-fii Jaroszewskiej, Jana Kurnakowicza, Jerzego Leszczyńskiego, Antoniego Fertnera,  Haliny Gryglaszewskiej, Halina Mikołajskiej, Marty Stebnickiej, Mariana Cebulskiego, Adam Hanuszkiewicza, Gustawa Holoubka, Tadeusza Łomnickiego i wielu innych wspaniałych.
Obecnie każdy widz może podziwiać przetrwałe wiekowe dzieło, które wciąż cieszy zmysły, nadając teatrowi splendoru i oprawy.

Henryk Siemiradzki istnieje bardzo mocno w kulturze Krakowa. Podarunek dla miasta, obraz „Pochodnie Nerona”, stał się przyczynkiem dla powstania Muzeum Narodowego w Sukiennicach. Jedna z sal muzeum została nazwana na jego cześć „Salą Siemiradzkiego”. Zachęcam do zwiedzania muzeum, zwłaszcza, że już od zeszłego roku można podziwiać „Hołd Pruski”, który wrócił z dalekiej tułaczki. 

Autoportret niedokończony, H. Siemiradzki, Muzeum Narodowe Kraków

Krajobraz znad Świsłoczy, H. Siemiradzki, Muzeum Narodowe w Krakowie

Pochodnie Nerona, H. Siemiradzki, Muzeum Narodowe w Krakowie

Portret Ludwika Wodzickiego, Muzeum Narodowe Kraków


wtorek, 12 lutego 2013

Wstydliwa krakowska sprawa.

Tego krakowskiego widoku na pewno nie zobaczycie na żadnej z pocztówek ani wizytówek miasta. Stał się on sromotą grodu i niewygodnym śmieciem, który nie dość dokładnie zamiotło się pod dywan. Za stan obecny, narastający od lat trudno jest obwinić jedną konkretną osobę. Z całą pewnością przyczyną zaistniałego faktu stała się bezmyślność, tępy upór, brak perspektywicznego myślenia i totalna głupota. Nie jest to niestety stwierdzenie odkrywcze.



Rzecz dotyczy pięknego zabytku Krakowa, w rozkwicie onegdaj, a teraz w totalnej ruinie. Co zastanawiające, w Krakowie- ostoi zabytków, ten osierocony budynek na próżno wygląda opieki. Kiedyś nazywał się dumnie- Pałacem Tarnowskich. Jego historia zaczyna się już w XVI wieku, a koleje losu dowodzą, że to obiekt szczególnej ochrony historycznej.



Mieścił się poza głównymi murami starego miasta, otoczony bujnym starym drzewostanem. Na tyłach pałacu pozostało jeszcze trochę starych drzew, o które już dawno przestano dbać. Rosną na terenie ogromnej wagi, w sensie developerskim, stąd ich totalna bezużyteczność.



Los obiektu zdaje się być przesądzony. Ruina długo już nie wytrzyma. Trudno podejrzewać kogoś o to, że dewastacja jest jego celem. Dłuższa obserwacja tego budynku właśnie takie nasuwa skojarzenia. Przysłowiowymi deskami zabite okna, swobodna twórczość „spreyowców” na elewacji, porozrzucane śmieci wokoło; puszki, butelki, nawet stary monitor. Wszystko to razem tworzy rozpaczliwy obraz.



Odnoszę wrażenie, że osoby przechodzące obok tego budynku, odwracając głowę, wolą nie widzieć, wolą nie reagować. Zdaje się, że władze miasta również nie jeżdżą ulicą Szlak.


 

Pałac jest własnością prywatną  zagranicznej firmy. Właściciel podobno nie chce wypowiadać się w mediach, w związku z czym nie są upublicznione jego plany dotyczące tego zabytku, jeśli takie w ogóle istnieją. Posiłkując się artykułami z ubiegłych lat wiadomym jest, że plany zagospodarowania obiektu istniały, tylko że żaden z nich nie wszedł w fazę realizacji.

Gazeta Krakowska z dnia 15-09-2011 zamieściła artykuł, w którym napisała: „Pełnomocnik spółki wysłał do nas pismo o potwierdzenie, że jest właścicielem zabytkowego obiektu i dochowuje obowiązku jego konserwacji. Mając takie zaświadczenie, byłby zwolniony z podatku od nieruchomości - mówi Chrząszczewski.

Konserwator obiekt skontrolował i chwycił się za głowę. Dawny pałac to rudera zniszczona m.in. pożarem z kwietnia 2011 r. Co więcej, właściciel zrezygnował z jego ochrony. Konserwator napisał więc zaświadczenie, a w nim - że właściciel nie spełnia ustawowego obowiązku dbania o zabytek. I zawiadomił prokuraturę. Postępowanie prowadzi policja.”

Po wojnie, jak słusznie  Drogi Czytelnik się orientuje, pałac został upaństwowiony i długo był siedzibą Polskiego Radia. Po zmianie ustroju rodzina Tarnowskich, zapewnesłusznie, odebrała państwu swoją własność. Jednak ciężar nieruchomości okazał się dla niej zbyt wielki i zdecydowała się na sprzedaż. Tak rozpoczęła się kaska niepomyślnych zbiegów okoliczności i z roku na rok coraz bardziej niszczał pełniąc  rolę miejskiego straszydła choć  pierwszeństwa w oszpecaniu okolicy krakowskiemu „szkieletorowi” i tak nie odbierze.

Czy ktoś jest mi w stanie odpowiedzieć, jakie są granice własności i czy istnieje bardziej świętsze prawo od prawa własności? W tej sprawie, prawo własności ewidentnie zwycięża pokonując prawo do własności historycznych, narodowych, intelektualnych. Co mówią potomkowie sławnego rodu Tarnowskich widząc swoje dziedzictwo w tak opłakanym stanie? Nie żal im?

Reportaż o stanie pałacu wewnątrz. Drastyczne zdjęcia. Źródło: fotopx.blogspot.comPowyżej zdjęcie z fotoreportażu autora bloga: fotopx.blogspot.com. Ostrzegam, że zdjęcia są mocno zasmucające.


Źródło cytatu:



http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/450760,krakow-palac-tarnowskich-ruina-na-sprzedaz,id,t.html?cookie=1

Wstydliwa krakowska sprawa.



Tego krakowskiego widoku na pewno nie zobaczycie na żadnej z pocztówek ani wizytówek miasta. Stał się on sromotą grodu i niewygodnym śmieciem, który nie dość dokładnie zamiotło się pod dywan. Za stan obecny, narastający od lat trudno jest obwinić jedną konkretną osobę. Z całą pewnością przyczyną zaistniałego faktu stała się bezmyślność, tępy upór, brak perspektywicznego myślenia i totalna głupota. Nie jest to niestety stwierdzenie odkrywcze.


Rzecz dotyczy pięknego zabytku Krakowa, w rozkwicie onegdaj, a teraz w totalnej ruinie. Co zastanawiające, w Krakowie- ostoi zabytków, ten osierocony budynek na próżno wygląda opieki. Kiedyś nazywał się dumnie- Pałacem Tarnowskich. Jego historia zaczyna się już w XVI wieku, a koleje losu dowodzą, że to obiekt szczególnej ochrony historycznej.
Mieścił się poza głównymi murami starego miasta, otoczony bujnym starym drzewostanem. Na tyłach pałacu pozostało jeszcze trochę starych drzew, o które już dawno przestano dbać. Rosną na terenie ogromnej wagi w sensie developerskim, stąd ich totalna bezużyteczność.



Los obiektu zdaje się być przesądzony. Ruina długo już nie wytrzyma. Trudno podejrzewać kogoś o to, że dewastacja jest jego celem. Dłuższa obserwacja tego budynku właśnie takie nasuwa skojarzenia. Deskami zabite okna, swobodna twórczość „spreyowców” na elewacji, porozrzucane śmieci wewnątrz i na zewnątrz; puszki, butelki, nawet stary monitor -totalna dewastacja. Wszystko to razem tworzy rozpaczliwy obraz.
Odnoszę wrażenie, że osoby przechodzące obok tego budynku, odwracając głowę, wolą nie widzieć, wolą nie reagować. Zdaje się, że władze miasta również nie jeżdżą ulicą Szlak.



Pałac jest własnością prywatną  zagranicznej firmy. Właściciel podobno nie chce wypowiadać się w mediach, w związku z czym nie są upublicznione jego plany dotyczące tego zabytku, jeśli takie w ogóle istnieją. Posiłkując się artykułami z ubiegłych lat wiadomym jest, że plany zagospodarowania obiektu istniały, tylko że żaden z nich nie wszedł w fazę realizacji.

Gazeta Krakowska z dnia 15-09-2011 zamieściła artykuł, w którym napisała:
„Pełnomocnik spółki wysłał do nas pismo o potwierdzenie, że jest właścicielem zabytkowego obiektu i dochowuje obowiązku jego konserwacji. Mając takie zaświadczenie, byłby zwolniony z podatku od nieruchomości - mówi Chrząszczewski. 

Konserwator obiekt skontrolował i chwycił się za głowę. Dawny pałac to rudera zniszczona m.in. pożarem z kwietnia 2011 r. Co więcej, właściciel zrezygnował z jego ochrony. Konserwator napisał więc zaświadczenie, a w nim - że właściciel nie spełnia ustawowego obowiązku dbania o zabytek. I zawiadomił prokuraturę. Postępowanie prowadzi policja.”


Po wojnie, jak słusznie  Drogi Czytelnik się orientuje, pałac został upaństwowiony i długo był siedzibą Polskiego Radia. Po zmianie ustroju rodzina Tarnowskich, zapewne słusznie, odebrała państwu swoją własność. Jednak ciężar nieruchomości okazał się dla niej zbyt wielki i zdecydowała się na sprzedaż. Tak rozpoczęła się kaska niepomyślnych zbiegów okoliczności i z roku na rok coraz bardziej niszczał pełniąc  rolę miejskiego straszydła choć  pierwszeństwa w oszpecaniu okolicy krakowskiemu „szkieletorowi” i tak nie odbierze.

Czy ktoś jest mi w stanie odpowiedzieć, jakie są granice własności i czy istnieje bardziej świętsze prawo od prawa własności? W tej sprawie, prawo własności ewidentnie zwycięża pokonując prawo do własności historycznych, narodowych, intelektualnych. Co mówią potomkowie sławnego rodu Tarnowskich widząc swoje dziedzictwo w tak opłakanym stanie? Nie żal im?

Zdjęcie z fotoreportażu o Pałacu Tarnowskich , źródło: fotopx.blogspot.com
Po kliknięciu na na powyższe zdjęcie możecie obejrzeć fotoreportaż na temat stanu pałacu wewnątrz. Zaznaczam, że jest wstrząsający i nie na słabe nerwy. 

 źródło cytatu:


piątek, 4 stycznia 2013

Muzeum Narodowe w Krakowie zaprasza

 


Muzeum Narodowe w Krakowie przygotowało dla odwiedzających specjalną ofertę. Chętni do zobaczenia wszystkich stałych ekspozycji, we wszystkich oddziałach, będą mogli pobrać w kasie darmowy bilet, który uprawnia do wejścia na wystawy.


Zachęcam gorąco, jest co oglądać. Promocja będzie trwać tylko do 27 stycznia, a więc czasu pozostało niewiele.

piątek, 12 października 2012

Zawsze Młoda




Plakat II wystawy TAP "Sztuka", 1898, modelka Ata Zakrzewska





O tym marzy każda kobieta. 
Młodość wieczna, jeśli taka w ogóle istnieje, tkwi w myśli, duchu, w
ulotnej idei wrażliwego artysty, który potrafi zamknąć w swoim dziele część
przeszłości, cegiełkę młodości szczęśliwej modelki- muzy. Na próżno, drogie
panie,  botoksy, kwasy hialuronowe i
przyjaźń z chirurgiem plastycznym. Warto zgodzić się z tym zawczasu, że zawsze
młoda pozostaje jedynie idea.





Nihilistycznie zaczęłam, choć nie powiedziałam nic nowego, ale,
 co gorsza, mogłam do siebie zrazić tym
brutalnym „intro” płeć piękną. Choć paradoksalnie, miałam na celu zachęcenie, pobudzenie
do łowienia piękna, które nie wyraża się jedynie lustrzanym odbiciem, jawi się
za to urodą duszy pełnej cudownych przymiotów kobiecości.







"Ruda", Teodor Axentowicz, 1899, modelka Ata Zakrzewska 





Zachwyciły mnie kobiety Młodej Polski, które uchwycone przez
mistrzów, nie imają się czasu i nie boją starości. Zazdrośnie spoglądam na ich
spokojne twarze, szukam ukojenia i rady. Najmocniej przyciąga mnie twarz „Rudej”. Anielsko spokojne oblicze i usta, które zaraz wypowiedzą trująco-słodkie  słowo. Cóż za zbieg okoliczności, że to właśnie
ten obraz przyciągnął mnie w muzeum najmocniej. Modelką uwieczniona na obrazie
jest Ata Zakrzewska. Cóż za ładny zbieg okoliczności. Co Ata chce mi
powiedzieć? Wracam do niej jutro!





Feniks powstaje z popiołów













Wieczna i nieśmiertelna pieśń miłości młoda
Przez las omszałych wieków tajemniczo płynie
Na skrzydłach melodyjnych wdzięcznej melancholii.





Niech się usta człowiecze zawrzą jak mimozy,
Jak róże, gdy z kapliczki Anioł Pański spłynie,
Jak perskie na księżyca widok tulipany.





Na skrzydłach melodyjnych wdzięcznej melancholii
Przez ogród moich marzeń przepachnąco płynie
Wieczna i nieśmiertelna pieśń miłości młoda.





Wacław Rolicz-Lieder







Portret Ireny Solskiej, Leon Wyczółkowski








Oddział Muzeum Narodowego w Krakowie w Kamienicy Szołayskich
znajdujący się przy Placu Szczepańskim otworzył, po remoncie, swoje podwoje dla
zwiedzających. Rozpoczął 26.09.2012 uroczystością związana z udostępnieniem dla
publiczności nowej, ciekawej ekspozycji. „Zawsze Młoda!” to wystawa prezentująca
bogaty zbiór obrazów, grafik, druków, rzeźb, rękodzieła, druków, plakatów z
okresu około 1900 roku.


Jan Matejko tworzył wówczas monumentalne dzieła, lecz pod jego surowym skrzydłem rodził się już nowy prąd. Jego wychowankowie krytycznie patrzyli na
twórczość mistrza. Nowe stowarzyszenia artystów, wystawy sztuki oraz
kawiarniane burze głów, owocowały umocnieniem się nowej myśli  artystycznej, której koronne przykłady możemy
obejrzeć w  Kamienicy Szołayskich.


Na wystawie znaleźć można dzieła twórców takich jak:
Stanisław Wyspiański, Leon Wyczółkowski, Jacek Malczewski, Olga Boznańska,
Teodor Axentowicz i wielu innych.


Wystawa będzie czynna jeszcze rok, a więc jest czas na zaplanowanie
sobie wycieczki. Przypominam, że w niedzielę można zobaczyć ekspozycję za
darmo. Wystarczy tylko przyjść. 








Czy znajdziecie na wystawie taki krótki tekst ?





W sztuce jest spokój


W sztuce ukojenie


W sztuce jest życie


W sztuce zapomnienie

sobota, 6 października 2012

ZAWSZE MŁODA

Plakat II wystawy TAP "Sztuka", 1898, modelka Ata Zakrzewska

O tym marzy każda kobieta.  Młodość wieczna, jeśli taka w ogóle istnieje, tkwi w myśli, duchu, w ulotnej idei wrażliwego artysty, który potrafi zamknąć w swoim dziele część przeszłości, cegiełkę młodości szczęśliwej modelki- muzy. Na próżno, drogie panie,  botoksy, kwasy hialuronowe i przyjaźń z chirurgiem plastycznym. Warto zgodzić się z tym zawczasu, że zawsze młoda pozostaje jedynie idea.

Nihilistycznie zaczęłam, choć nie powiedziałam nic nowego, ale,  co gorsza, mogłam do siebie zrazić tym brutalnym „intro” płeć piękną. Choć paradoksalnie, miałam na celu zachęcenie, pobudzenie do łowienia piękna, które nie wyraża się jedynie lustrzanym odbiciem, jawi się za to urodą duszy pełnej cudownych przymiotów kobiecości.

"Ruda", Teodor Axentowicz, 1899, modelka Ata Zakrzewska 

Zachwyciły mnie kobiety Młodej Polski, które uchwycone przez mistrzów, nie imają się czasu i nie boją starości. Zazdrośnie spoglądam na ich spokojne twarze, szukam ukojenia i rady. Najmocniej przyciąga mnie twarz „Rudej”. Anielsko spokojne oblicze i usta, które zaraz wypowiedzą trująco-słodkie  słowo. Cóż za zbieg okoliczności, że to właśnie ten obraz przyciągnął mnie w muzeum najmocniej. Modelką uwieczniona na obrazie jest Ata Zakrzewska. Cóż za ładny zbieg okoliczności. Co Ata chce mi powiedzieć? Wracam do niej jutro!

Feniks powstaje z popiołów

Wieczna i nieśmiertelna pieśń miłości młoda
Przez las omszałych wieków tajemniczo płynie
Na skrzydłach melodyjnych wdzięcznej melancholii.

Niech się usta człowiecze zawrzą jak mimozy,
Jak róże, gdy z kapliczki Anioł Pański spłynie,
Jak perskie na księżyca widok tulipany.

Na skrzydłach melodyjnych wdzięcznej melancholii
Przez ogród moich marzeń przepachnąco płynie
Wieczna i nieśmiertelna pieśń miłości młoda.


Wacław Rolicz-Lieder

Portret Ireny Solskiej, Leon Wyczółkowski


Oddział Muzeum Narodowego w Krakowie w Kamienicy Szołayskich znajdujący się przy Placu Szczepańskim otworzył, po remoncie, swoje podwoje dla zwiedzających. Rozpoczął 26.09.2012 uroczystością związana z udostępnieniem dla publiczności nowej, ciekawej ekspozycji. „Zawsze Młoda!” to wystawa prezentująca bogaty zbiór obrazów, grafik, druków, rzeźb, rękodzieła, druków, plakatów z okresu około 1900 roku.
Jan Matejko tworzył wówczas monumentalne dzieła, lecz pod jego surowym skrzydłem rodził się już nowy prąd. Jego wychowankowie krytycznie patrzyli na twórczość mistrza. Nowe stowarzyszenia artystów, wystawy sztuki oraz kawiarniane burze głów, owocowały umocnieniem się nowej myśli  artystycznej, której koronne przykłady możemy obejrzeć w  Kamienicy Szołayskich.
Na wystawie znaleźć można dzieła twórców takich jak: Stanisław Wyspiański, Leon Wyczółkowski, Jacek Malczewski, Olga Boznańska, Teodor Axentowicz i wielu innych.
Wystawa będzie czynna jeszcze rok, a więc jest czas na zaplanowanie sobie wycieczki. Przypominam, że w niedzielę można zobaczyć ekspozycję za darmo. Wystarczy tylko przyjść. 


Czy znajdziecie na wystawie taki krótki tekst ?

W sztuce jest spokój
W sztuce ukojenie
W sztuce jest życie
W sztuce zapomnienie

środa, 29 lutego 2012

Kraków okiem Gustawa Holoubka


Wydeptując swoje ścieżki Krakowa, współczesny mieszkaniec, widzący w starowiecznych budynkach swoją codzienność, często zapomina, że przyszło mu żyć w magicznym mieście. 
Co rano podąża drogami sławnych nazwisk. Widzi to, co oni widzieli. Wrasta w te same miejsca, w których tamci zapuszczali swoje korzenie.

Kraków. Miasto nieobojętne. Na szczęście nie budzi skrajnych emocji.  Nie polaryzuje odczuć mieszkańców, zachwyca turystów. Tak jest teraz.  To miasto otwarte na świat, choć jego domeną jest dawny urok i galicyjski spokój.

Gustaw Holoubek, choć kojarzony głównie ze sceną warszawską, tu właśnie rozpoczął swoją ciekawą podróż przez życie. Dzięki spisanym wspomnieniom, ożywia jeszcze na krótką chwilę świat, którego był częścią.
Podążając za jego słowem, odbywam sentymentalną podróż i na nowo spoglądam na znane budynki i miejsca. 
*

Zwierzyniec. 
Teraz to dzielnica i ekskluzywna i zapomniana zarazem. Gdzieniegdzie nowoczesność mocno wymazuje dawną tajemnicę, a jednocześnie, dla dziwnej równowagi, majątkowa zawierucha hamuje trwałą przemianę tego miejsca. Stare drzewa wciąż pozwalają pamiętać, jakim tajemniczym miejscem była dawniej ta dzielnica.




„Budowla drewniana i okrągła, bardzo tajemnicza i niedostępna, o której zawsze się mówiło, że jest starosłowiańską gontyną. Jeszcze parę kroków w górę, po prawej stronie, na niewielkim dziedzińcu biały kościół Świętego Salwatora. W tym zakątku właśnie, u stóp wzgórza wśród dziesiątków sadów,  straszliwie bogatych w czereśnie, jabłka, gruszki i śliwki, gnieździły się wille, omszałe, starożytne, strzeżone przez psy, a mieszkańców tych domostw, przynajmniej za mojego dzieciństwa, nikt nigdy nie widział. Nic więc dziwnego, że w tym miejscu zatopionym w wiecznym cieniu miały swoje siedlisko wszystkie strachy świata”

Błonia Krakowskie.
Tu nie mogło się wiele zmienić. Zmienia się otoczenie. Wokół rosną nowoczesne budynki, znak naszych czasów. Te krakowskie „Pola Elizejskie” pozostają niezmienne.


„Krakowskie Błonia. Nigdy nie liczyłem, ile mają morgów i dotąd nie wiem, może dwieście, a może dwa tysiące. Są w kształcie trójkąta, którego podstawą są (…) wały Rudawy, a wierzchołkiem wylot ulicy Wolskiej. (..) Nie odznaczają się niczym szczególnym. Rośnie na nich trawa i wszystkie z trawą związane kwiatki świata. A przecież Błonia były i są jednym z firmowych znaków Krakowa, jak Wawel, kościół Mariacki, Sukiennice, Wisła czy Planty”

Plac na Groblach

Gimnazjum imienia Bartłomieja Nowodworskiego, to wspanialej tradycji szkoła, której pedagodzy mieli szczęście wykształcić tak szlachetne charaktery jak m.in.: Jana III Sobieskiego, Józefa Bema, Ignacego Daszyńskiego, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Jana Matejkę, Jana Mehoffera, Stanisława Wyspiańskiego, Antoniego Kępińskiego i wielu, wielu innych. Wśród nich Gustawa Holoubka.

„To stamtąd, ze światła tej wspanialej uczelni, z talentów jej świetnych nauczycieli mogę czerpać pewność, że wychowanie w duchu humanistycznym to dochowanie się człowieka z takim poczuciem godności, jakie wynika z przekonania, że najwyższą wartość doczesną jest drugi człowiek.”



Współczesny wygląd gimnazjum: photoblog.pl


Wawel

O Wawelu pisać- wciąż zawsze za mało. Miejsce to w każdym z odwiedzających budzi inne odczucia. Pielgrzymki, nawet w szare, brzydkie dni nie ustają. Dla "Krakusa", który ma wyjątkowe szczęście wielokrotnej bytności w tym miejscu, najlepszym czasem odwiedzin, są godziny nietypowe, dające gwarancję "świętego" spokoju.




"Na doniosłym wzgórzu, strzelisty, gotycki, otoczony mgłą albo burzowymi chmurami, napełniony dźwiękiem największego dzwonu świata unosi się w powietrze i wchłania co zostało stworzone, od antyku przez Szekspira (…)Jakikolwiek byłby punkt widzenia na ten najcenniejszy narodowy zabytek, jedno jest pewne: W Wawelu może najwyraźniej ze wszystkich miejsc zaklęta jest polskość. To szczególne połączenie wzniosłości i zwyczajności, monumentalności i kameralności, które nadaje ludzkie wymiary siedzibie o takim zasięgu oddziaływania, jest niezwykłe i dla nas specyficzne.(...)  "

* 

Wspomnienia-ulotne wrażenia, nie uchwycone w odpowiedniej chwili, rozpływają się w atmosferze niepamięci, zubożając tym samym przyszłość o czyjeś emocje i tęsknoty.  Wspomnienia Gustawa Holoubka zostają z nami ciesząc oczy, zmysły nie tylko swoimi przeżyciami, unikalnymi obrazami, ale także piękną, wyjątkową polszczyzną.



 Cytaty i stare zdjęcia:
"Wspomnienia z niepamięci", Gustaw Holoubek, Wydawnictwo Marginesy, Wa-wa 2009

Kraków okiem Gustawa Holoubka


Wydeptując swoje ścieżki Krakowa, współczesny mieszkaniec, widzący w starowiecznych budynkach swoją codzienność, często zapomina, że przyszło mu żyć w magicznym mieście. 
Co rano podąża drogami sławnych nazwisk. Widzi to, co oni widzieli. Wrasta w te same miejsca, w których tamci zapuszczali swoje korzenie.

Kraków. Miasto nieobojętne. Na szczęście nie budzi skrajnych emocji.  Nie polaryzuje odczuć mieszkańców, zachwyca turystów. Tak jest teraz.  To miasto otwarte na świat, choć jego domeną jest dawny urok i galicyjski spokój.

Gustaw Holoubek, choć kojarzony głównie ze sceną warszawską, tu właśnie rozpoczął swoją ciekawą podróż przez życie. Dzięki spisanym wspomnieniom, ożywia jeszcze na krótką chwilę świat, którego był częścią.
Podążając za jego słowem, odbywam sentymentalną podróż i na nowo spoglądam na znane budynki i miejsca. 
*

Zwierzyniec. 
Teraz to dzielnica i ekskluzywna i zapomniana zarazem. Gdzieniegdzie nowoczesność mocno wymazuje dawną tajemnicę, a jednocześnie, dla dziwnej równowagi, majątkowa zawierucha hamuje trwałą przemianę tego miejsca. Stare drzewa wciąż pozwalają pamiętać, jakim tajemniczym miejscem była dawniej ta dzielnica.




„Budowla drewniana i okrągła, bardzo tajemnicza i niedostępna, o której zawsze się mówiło, że jest starosłowiańską gontyną. Jeszcze parę kroków w górę, po prawej stronie, na niewielkim dziedzińcu biały kościół Świętego Salwatora. W tym zakątku właśnie, u stóp wzgórza wśród dziesiątków sadów,  straszliwie bogatych w czereśnie, jabłka, gruszki i śliwki, gnieździły się wille, omszałe, starożytne, strzeżone przez psy, a mieszkańców tych domostw, przynajmniej za mojego dzieciństwa, nikt nigdy nie widział. Nic więc dziwnego, że w tym miejscu zatopionym w wiecznym cieniu miały swoje siedlisko wszystkie strachy świata”

Błonia Krakowskie.
Tu nie mogło się wiele zmienić. Zmienia się otoczenie. Wokół rosną nowoczesne budynki, znak naszych czasów. Te krakowskie „Pola Elizejskie” pozostają niezmienne.


„Krakowskie Błonia. Nigdy nie liczyłem, ile mają morgów i dotąd nie wiem, może dwieście, a może dwa tysiące. Są w kształcie trójkąta, którego podstawą są (…) wały Rudawy, a wierzchołkiem wylot ulicy Wolskiej. (..) Nie odznaczają się niczym szczególnym. Rośnie na nich trawa i wszystkie z trawą związane kwiatki świata. A przecież Błonia były i są jednym z firmowych znaków Krakowa, jak Wawel, kościół Mariacki, Sukiennice, Wisła czy Planty”

Plac na Groblach

Gimnazjum imienia Bartłomieja Nowodworskiego, to wspanialej tradycji szkoła, której pedagodzy mieli szczęście wykształcić tak szlachetne charaktery jak m.in.: Jana III Sobieskiego, Józefa Bema, Ignacego Daszyńskiego, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Jana Matejkę, Jana Mehoffera, Stanisława Wyspiańskiego, Antoniego Kępińskiego i wielu, wielu innych. Wśród nich Gustawa Holoubka.

„To stamtąd, ze światła tej wspanialej uczelni, z talentów jej świetnych nauczycieli mogę czerpać pewność, że wychowanie w duchu humanistycznym to dochowanie się człowieka z takim poczuciem godności, jakie wynika z przekonania, że najwyższą wartość doczesną jest drugi człowiek.”



Współczesny wygląd gimnazjum: photoblog.pl


Wawel

O Wawelu pisać- wciąż zawsze za mało. Miejsce to w każdym z odwiedzających budzi inne odczucia. Pielgrzymki, nawet w szare, brzydkie dni nie ustają. Dla "Krakusa", który ma wyjątkowe szczęście wielokrotnej bytności w tym miejscu, najlepszym czasem odwiedzin, są godziny nietypowe, dające gwarancję "świętego" spokoju.




"Na doniosłym wzgórzu, strzelisty, gotycki, otoczony mgłą albo burzowymi chmurami, napełniony dźwiękiem największego dzwonu świata unosi się w powietrze i wchłania co zostało stworzone, od antyku przez Szekspira (…)Jakikolwiek byłby punkt widzenia na ten najcenniejszy narodowy zabytek, jedno jest pewne: W Wawelu może najwyraźniej ze wszystkich miejsc zaklęta jest polskość. To szczególne połączenie wzniosłości i zwyczajności, monumentalności i kameralności, które nadaje ludzkie wymiary siedzibie o takim zasięgu oddziaływania, jest niezwykłe i dla nas specyficzne.(...)  "

* 

Wspomnienia-ulotne wrażenia, nie uchwycone w odpowiedniej chwili, rozpływają się w atmosferze niepamięci, zubożając tym samym przyszłość o czyjeś emocje i tęsknoty.  Wspomnienia Gustawa Holoubka zostają z nami ciesząc oczy, zmysły nie tylko swoimi przeżyciami, unikalnymi obrazami, ale także piękną, wyjątkową polszczyzną.



 Cytaty i stare zdjęcia:
"Wspomnienia z niepamięci", Gustaw Holoubek, Wydawnictwo Marginesy, Wa-wa 2009
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska

Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...