poniedziałek, 24 stycznia 2011

Warneńczyk


-A teraz dzieci spójrzcie na ten grób. Tu leży bardzo młody król, który miał tyle samo lat, co wy i już był królem, a wy co? Same łobuzy i nieuki!.
-A ja to bym wolał być królem, niż się uczyć!*

Czasami instytucja przewodnika bardzo się przydaje zwłaszcza w takich miejscach, jak Katedra na Wawelu. Pozwala to, w wielu wypadkach, zachować twarz w oczach młodzieży i uchronić się od niewygodnych pytań.

*
Kenotafium Władysława Warneńczyka, jest tak sugestywne. Tej sugestii, że grób jest prawdziwy i "pełny", ulega sporo osób. Tłumaczyć to należy z pobłażliwością, gdyż historycy sami, nie są zgodni co do tego, gdzie młody Władysław został pochowany. Jedno jest pewne, zaginął pod Warną w czasie walki z Turkami 1444 roku. Nigdy nie odnaleziono jego ciała, a jego grób pozostał zawsze pusty. 
Ten na Wawelu, bo istnieje jeszcze mauzoleum w Warnie, został ufundowany w 1906 roku, a wykonany przez Antoniego Madeyskiego. Tego samego artystę, który wykonał biały sarkofag Jadwigi Andegaweńskiej.

*

Co się stało z młodym, dobrze zapowiadającym się królem, nie ustalono nigdy. Tak naprawdę , w bitwie pod Warną, nie widziano jego śmierci, ani też ciała. Pogłoski, że Turcy, zabili go, a jego głowę, zatkniętą na włócznię, obwożono po obozie, a sułtan trzymał ją w naczyniu z miodem, są tylko plotkami przez nikogo nie potwierdzonymi.
Już sam Jan Długosz notował, że „wszyscy byli przekonani, że król Władysław żyje i spodziewali się, że kiedyś się ukaże, uznano, że wybór Księcia Litewskiego Kazimierza, ma wprawdzie moc prawną, nie należy go ogłaszać [królem] na piśmie”.

„Książe Kazimierz bardzo się niepokoił i martwił losem swego rodzonego brata, króla Władysława i klęską jego wojska i narodu chrześcijańskiego i nie starcza(ło) mu siły na podjęcie się spraw publicznych. Wydaje się mu, że to jeszcze za wcześnie, żeby się miał narzucać do przejmowania Królestwa Polskiego(…), że należy czekać przez dłuższy okres na nadejście pewniejszej wiadomości o życiu lub śmierci króla.”

Racja stanu wymagała tego, aby brat Kazimierz, przejął koronę po bracie. Tak chcieli posłowie, tak chciała jego matka Zofia. Można wnioskować, że aby dodać argumentom należytej siły, zaczęto uznawać Władysława za zmarłego, pomimo, że o „jego życiu dochodziły wówczas, nie zasługujące na lekceważenie wiadomości”.

Wbrew temu, posłowie naciskali: „Smucimy się jako ci, dla których jego śmierć jest nie tylko przykra, ale także niebezpieczna. Ale upłynął rok, w czasie którego nie pokazał się nikt, kto widziałby go żywego, skłania to nas do przypuszczenia, że on raczej zmarł niż żyje.”

Uznano Władysława za zmarłego, bo nie było dostatecznych dowodów na jego życie, a milczenie króla, było jednoznaczne. W Europie, jednak, istniało mgliste przekonania, zwłaszcza powtarzane wśród rycerzy, że Warneńczyk żyje. Przekazywano sobie nawet relacje z rzekomych spotkań z królem. Taką to relację miał zdać Mikołaj Florysa w liście z 1472 roku do Krzyżaków.

Jan Długosz zapisał: ”wielu poważnych ludzi upewniało w listach, że się udał do Konstantynopola, to do Wenecji, do Włoch, Siedmiogrodu, na koniec do Albanii i Rascyi; a im pożądańsze były te wieści, tym łatwiej zyskiwały wiarę”.
Podobno miał się pojawić na jednej z portugalskich wysp, pod przybranym nazwiskiem Alemao (Niemiec) i tam spędzić dalsze swoje życie, żeniąc się i wydając potomka imieniem Zygmunt.

*



Rosa stwierdził, iż Krzysztof Kolumb nie był synem kupca, a potomkiem Władysława , który przebywał na Maderze, skąd miał pochodzić Kolumb.
Dla sprawdzenia tej tezy, jedynym możliwym wyjściem są badania genetyczne Jagiellonów ( Władysława, Zofii Olszańskiej, brata Warneńczyka Kazimierza), ale (choć nie jestem fachowcem) wątpię, czy uzyskanie materiału genetycznego będzie możliwe. 

Choć zwłoki królów były poddawane balsamowaniu, nie było ono tak precyzyjne, jak to miało miejsce w starożytnym Egipcie. „Ograniczano się z reguły jedynie do otwarcia jamy brzusznej, wyciągnięcia wnętrzności, kąpieli solnej, nasycenia i zasypania ciała chmielem, ziołami, bawełną, czasami wapnem lub maściami”
Przypomnieć należy, że serce Władysława Jagiełły znajduje się w kościele Franciszkanów w Gródku, gdzie król zmarł.
Życzę powodzenia w badaniach i szczęścia, które niewątpliwie by się przydało.
Czy jednak, zdobycie niezbitych dowodów, że Kolumb był potomkiem Jagiellonów coś zmieni?

*

Swoją drogą zastanawiam się, czemu jeszcze do tej pory nie stworzono profilów genetycznych naszych królów? A może takowe już istnieją, tylko trzymane są w tajemnicy?
Taka tajemnica, poniekąd jest zrozumiała. Któżby nie chciał zbadać swojego profilu DNA i porównać go z królewskim. Ileż to królewskich potomków mogło by się pojawić na tym łez padole…




* sytuacja autentyczna, zasłyszana podczas wizyty w Katedrze

Zapraszam do Katedry na Wawelu

Bibliografia:
Groby Królewskie na Wawelu Michał Rozek, Petrus, 2008, Kraków
Polska Jana Długosza red. nauk. Henryk Samsonowicz, PWN, 1984, Warszawa
Czasopismo Bluszcz nr 19/2010, Piotr Mosak, „Warneńczyk na Maderze”

47 komentarzy:

  1. Mota! Serdecznie gratuluję wejścia do finału. Cieszę się bardzo:)
    PeeS. Ciekawe, czy gdyby się okazało że Kolumb był polakiem, szansa na zniesienie wiz;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nivejko, bardzo dziękuje.

    Myślę, że nawet odkrycie polskiego pochodzenia Sinatry nic by nie zmieniło :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Może po nosie... są podobni ;-P A to ci zagadka! Czytałam o tym, ciekawa jestem co w tym temacie będzie się działo dalej.
    Pozdrawiam serdecznie! Ja też gratuluję Ci tego finału - należało się :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Bestyjeczko, przyznaję, że coś w tych rysach jest podobnego. Długi prosty nos, wąskie usta, podobny rozstaw oczu. Może kiedyś dowiemy się prawdy.

    Dziękuję za gratulacje, aczkolwiek nie jest to jeszcze finał :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. aro 49

    Moniko!
    Każde Twoje opowiadanie warte jest, aby cały zbiór opowieści z tego bloga był zwycięzcą w kategorii Kultura i nawet Nagrody Głównej. Naprawdę przystępne i ciekawe pisanie inspirujące do zainteresowania się historią Polski i historią myśli ludzkiej i zastanowienia się nad perypetiami niezwykłych ludzi i wyznawanymi przez nich ideałami, które możemy porównać z tymi wyznawanymi dzisiaj.
    Masz stałą, dużą grupę czytelników z całego świata. Przecież tu tyle i z taką klasą można przeczytać ciekawych a rozbudzających wiedzę rzeczy. W każdym opowiadaniu.

    Tu nawiązałaś do ostatnio sensacyjnego newsa, ale jak Ty go pięknie powiązałaś i rozbudowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  6. No cóż... Historia byłaby zbyt zastygłą nauką, gdyby od czasu do czasu nie wstrząsały nią tego typu "rewelacje".
    Nie tak dawno pasjonowaliśmy się genotypem Kopernika.Rekonstrukcja twarzy astronoma była we wszystkich możliwych periodykach: od rzetelnej "Archologii żywej", na łamach której naukowcy darli koty, po "Fakt".
    Krzysio Kolumb, potomkiem polskiego króla? To już chyba za daleko...popłynęło :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Aro 49!
    Pozostaje mi skromnie powiedzieć, że przesadzasz. Nie, żeby to było niemiłe, ale chyba za bardzo mnie chwalisz.A już na pewno przesadziłeś z tym całym światem :D
    Tym nie mniej cieszę, że Ci się podoba i że tak regularnie odwiedzasz tego bloga.


    Paskudko-
    ja też jestem pełna sceptycyzmu, tym nie mniej, kibicować będę, jeśli ruszą jakiekolwiek badania w tym zakresie. Bez względu na ich wynik.
    Pytanie tylko, czy polscy naukowcy wezmą na poważnie tego typu hipotezy?

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluje miejsca. Jak zwykle ciekawe co napisalas. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. ... jak dla mnie - wygrałaś :D

    OdpowiedzUsuń
  10. violcio już myślałam, że o mnie zapomniałaś. Cieszę się, że znów jesteś :)

    bestyjeczko- może kiedyś się spotkamy, a wtedy postawię Ci wielką kawę z pianką, szczyptą dekadencji i wielkim krakowskim "hiszpanem"

    OdpowiedzUsuń
  11. No i znowu mile spędzone chwile u Ciebie.Cieszę się,że tyle osób Cię doceniło, trzymam kciuki. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Monisiu - a ja za Nivejką w kolejności gratuluję Ci wejścia do finału konkursu!!! Bardzo bym się cieszyła gdybyś została liderką, bo zasługujesz na najwyższą nagrodę za to co robisz. Kochanie jesteś skarbnicą wiedzy historycznej i piszesz z pasją, co cenię! Kochanie, ta notka jest tak jasno i przystępnie napisana, że czyta się ją z największą uwagą i ciekawością. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na finał zasłużyłaś w pełni! Więc pozwól, że przyłączę się do chóru gratulujących!
    P.S. A moze Warneńczyk uznał,że bycie królem jest zbyt stresujące/ograniczające wolność itp. i zwyczajnie zmienił tożsamość. To by nawet tego Krzysia tłumaczyło!

    OdpowiedzUsuń
  14. Graszko, dziękuję za wpis, jak zwykle,serdeczny i ciepły, a co najważniejsze uskrzydlający mnie.

    Aga_xy-

    Gdyby Warneńczyk przeżył tą bitwę, mogłabym tylko przypuszczać, co skłoniło go do tego, by nie wrócił do Ojczyzny.
    Tą bitwę przegrał. Sam, młody, narwany duch, popchnął go do drugiej wyprawy przeciwko Turkom. Ta próżność, nieliczenie się z dobrymi radami, młodzieńcza beztroska spowodowała, że ten podjął decyzję, której mógł, po bitwie się wstydzić.
    może analizując swoje postępowanie, zdecydował, że nie godzien jest miana króla, albo też, jak donosili niektórzy, udał się do Konstantynopola na pielgrzymkę, jako pokutę za swoje grzechy.
    Może jego wstyd był tak wielki, że wolał , by uznano go zmarłego.
    Pochodził przecież ze wspaniałego rodu. Jego ojciec przez całe życie był zwycięzcą. Wygrał jedną z najważniejszych bitew średniowiecznej Europy. Ten kompleks ojca mógł zaważyć na decyzji młodego Władysława.

    nie sądzę, żeby uznał, że bycie królem jest zbyt stresujące.
    On był chowany od najmłodszych lat do bycia królem. Miał wpojoną dumę i godność i to właśnie chyba te dwie składowe mogły zaważyć na jego decyzji.

    Domniemania moje są oczywiście hipotetyczne, z założeniem, że Władysław przeżył i błąkał się gdzieś po Europie.
    Może kiedyś dane nam będzie poznać tą zagadkę.

    Aguś- dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja miałam szczęście do przewodników - pamiętam, jak podkreślano wyraźnie na wykładzie, że to absolutnie nie grobowiec lecz kenotafium. Ale wiadomo, że mówienie w pośpiechu a już szczególnie do szkolnych wycieczek przyczynia się do powstawania wielu ciekawych językowych skrótów, które z prawdą nie mają nic wspólnego ;) "tu leży młody król" - rewelacja!

    Twoja hipoteza i psychologiczny portret króla bardzo mi się podobają. Trzeba jednak pamiętać, że ten kilkunastoletni młodzieniec był przede wszystkim pionkiem na szachownicy dynastycznej polityki Jagiellonów i narzędziem w ręku pożeranego przez polityczne ambicje kardynała Oleśnickiego. Oczywiście, był wychowywany na władcę - zresztą jak i jego brat, Kazimierz Jagiellończyk, który przecież swoim długim panowaniem dowiódł (i to od najmłodszych lat, jeszcze na Litwie), że mechanizmy polityki nie mają dla niego sekretów. Ale i on, nawet w dojrzałych latach, poświęcał bardzo często dobro kraju i przedkładał dynastyczne rachuby (Jagiellonowie na wszystkich tronach Europy) nad czysty zdroworozsądkowy osąd.

    A Kolumb w tym wszystkim? Nie mam pojęcia :) Jakoś za bardzo przypomina mi to teorie Danikena czy konfabulacje Dana Browna. Ale ileż się mówi dzięki temu o naszych Jagiellonach!

    Dziękuję za pasjonującą lekturę i trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ada:
    Bardzo dziękuję za mądry i bardzo istotny komentarz. O "szarej eminencji" jaką był Zbigniew Oleśnicki, pisałam w poście dotyczącym Zofii Holszańskiej.
    Król Władysław Jagiełło, zwłaszcza pod koniec swojego życia, posiłkował się radami tegoż. To właśnie w jego ręce Jagiełło przekazał opiekę i los swoich małoletnich synów, przyszłych królów, z przykazaniem,aby zadbał o ich wielkość.
    Oleśnicki był wieloletnim politykiem, miał wielką władzę i doświadczenie. Był wielką postacią dworu Jagiełły.
    Nie wiem jednak, czy miałaś na myśli, to, że Oleśnicki skłonił Warneńczyka do drugiej wojny z Turkami, czy też ogólnie kierował poczynaniami młode króla.
    Tu mam poważne wątpliwości co do tego, żeby Oleśnicki był jednym z inicjatorów tej wyprawy.
    Chętnie uzupełniłabym swoją wiedzę o jakieś opracowanie tego tematu.
    Może ktoś ma jakąś propozycję?

    OdpowiedzUsuń
  17. Dzięki Tobie uzupełniam suchą wiedzę historyczną, którą kiedyś tam niezbyt dokładnie opanowałam w szkole :)
    Faktem jest, że nie wiedziałam, że nikt nie wie, jak i kiedy dokładnie zmarł jeden z polskich królów i że nie spoczywa w grobie na Wawelu!
    A gdyby jeszcze jego krew płynęła w żyłach Krzysztofa Kolumba to już w ogóle by była rewelacja, chociaż oczywiście niczego by to nie zmieniło :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak zwykle nasyciłaś moje zmysły :) Kolumb to był gość :) Król jeszcze lepszy :) w sensie, jak to facet :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziękuję, że znalazłaś czas, by przeczytać moją krakowsko-prowansalską opowieść :) I przepraszam - przeoczyłam Twoje pytanie o Oleśnickiego. Z taką opinią (że był niejako "éminence grise" na dworze Jagiełły, zwłaszcza gdy król był w podeszłym wieku, a później grał pierwsze skrzypce w polityce dworu) najczęściej się spotykałam. O jego roli w nieszczęsnej wyprawie Warneńczyka czytałam bodaj w "Polsce Jagiellonów" Jasienicy. Zobaczę jeszcze u Czaplińskiego (nie mam teraz pod ręką). A i czytałam ciekawą recenzję nowej książki, w której rozważa się ponoć właśnie, czy Warneńczyk był marionetką w rękach polityków na czele z oleśnickim, czy też przejawiał większą indywidualność ;) O książce tutaj Chętnie bym przeczytała, to ciekawa i ciągle niejasna historia. Gdybym była historykiem, na pewno poleciłabym coś więcej, ale ja tylko tak dla przyjemności...

    Serdecznie Cię pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ada to podobnie jak ja :). Mam wiele białych kart w swojej wiedzy. W miarę możliwości staram się je uzupełniać.
    Bardzo Ci dziękuję za komentarz i za poleconą lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Gabrajko-
    przebacz, zapomniałam o Twoim komentarzu, ale już się poprawiam i również Ciebie serdecznie pozdrawiam.

    Margo-
    nasycić Twoje zmysły, to sama przyjemność...
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  22. Miałem przerwę w dostępie do bloga i widzę, że tracę. Ten wpis jest trochę jak fragment powieści przygodowej - czyta się go z chęcią poznania, co będzie w następnym akapicie i czy to, czego się można domyślić, stanie się lub zagadka w końcu zostanie rozwiązana. Gratuluję połączenia lekkości pióra z ciężarem gatunkowym tematu. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. bibi, cieszę się, że znowu jesteś. Ciągle się zastanawiam, jak opracować dany wycinek jakiegoś szerszego tematu, tak aby post był strawny. Nie zależy mi wcale na czytelniczej czkawce.
    Czasami zbyt dużo informacji, bo przecież w założeniu ma być- krótko i przystępnie.
    Mam tylko nadzieję, że nie ględzę....
    Pozdrawiam bibi :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Aduś, zapomniałam powiedzieć: zmieniam słowo grób, na to bardziej adekwatne- kenotafium :). Dzięki

    OdpowiedzUsuń
  25. Oby tylko jak najszybciej przeprowadzili te badania Moniko..Może przecież rzeczywiście się okazać, że podobnie jak ojciec i matka, był 100-stu procentowym - LITWINEM..hehe

    OdpowiedzUsuń
  26. Z samych badań genetycznych nie wyniknie to, że są Litwinami. Z resztą, po co wyważać drzwi otwarte? Nikt przecież nie zaprzecza, że Jagiełło i Zofia pochodzili z terenów Wielkiego Księstwa Litewskiego. W uściśleniu- Sonka pochodziła z terenów dzisiejszej Białorusi.

    Nasza historia obfituje przecież w królewskie mariaże zacnych rodów z całej Europy. Ot choćby Jadwiga Andegaweńskia, lub jej ojciec Ludwik, oboje z Węgier i oboje byli Królami Polski, a Henryk III Walezy- Francuz,a August II Mocny- Saksończyk, Zygmunt III Waza- Szwed. Także ród Piastów chętnie "mieszał" swoją krew z czeską, szwedzką, duńską, niemiecką, kastylijską.

    Rodzi się więc pytanie, czemu miało służyć Twoje, anonimowy, stwierdzenie o stuprocentowym Litwinie?

    Chyba, że Ty chcesz postawić jeszcze jakąś inną, nową i ciekawszą tezę?

    Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  27. Tu mi się nasunęła jeszcze jedna mała dygresja. Badania genetyczne nie miały by na celu zbadania, że Warneńczyk jest Litwinem, tylko do stworzenia profilu genetycznego i porównania go z ewentualnym materiałem genetycznym Kolumba. ( aż nie wierzę w to co piszę)
    Co do tego, żeby Kolumb był stuprocentowym Litwinem, nie wyjdzie za żadne ciasteczka świata.

    OdpowiedzUsuń
  28. Czy to ważne, czy Kolumb był Litwinem czy Ślązakiem? ... ważnym jest, że Mota prowokuje nas wszystkich do zapoznania i zainteresowania się naszymi dziejami.
    Ostatnio deliberowano kto jest odkrywcą źródeł Amazonki - czy Rosjanie czy Amerykanie, a prawda jest taka, że odkrywcą był Polak !!! bo jednym i drugim zespołem kierował nasz rodak :P
    Biedni Aborygeni do dzisiaj mają niezłego zgryza z wypowiedzeniem nazwy najwyższej góry w Australii .... :)
    MU

    OdpowiedzUsuń
  29. Mieliby większy zgryz, gdyby Insurekcję prowadził
    Szczepan Grzęd-Chrząszczkiewicz :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Miało służyć jedynie takiemu stwierdzeniu Moniko..iż w naszym społeczeństwie panuje utarte przekonanie że byli to Polacy i bardzo rzadko zdarza się, aby ktoś z łaski swojej raczył głośno wspomnieć i nieco sprostować jak się te sprawy miały w rzeczywistości..Dotyczy to również, bodaj największego triumfu w naszych dziejach tj bitwy grunwaldzkiej. Przypisując zwycięstwo w niej jedynie stronie polskiej..a zapominając przy tym zarówno o pieniądzach Żydów (które finansowały ten cel) jak i brawurowej akcji na prawym skrzydle brata królewskiego - Litwina Witolda, który śmiałym atakiem (bez rozkazu) swoich Rusinów i Tatarów - nie dość, że dokonał rozpoznania terenu (wilcze doły) i skupił na sobie ogień artylerii, to jeszcze związał walką całe lewe skrzydło Rycerzy Chrystusa, co umożliwiło odsłonięcie pozostałych sił wroga i w konsekwencji przyczyniło się do sukcesu drugiego z braci..Jagiełły

    Ciekawy temat poruszyłaś w tym wątku Moniko. Przy okazji gratuluję wejścia do finału. Pozdrawiam ciepło..
    "X"

    Anonimowy..nie chodzi o to czy Kolumb był Litwinem czy Eskimosem, ale proste stwierdzenie faktu, że to właśnie Warneńczyk nim był..i to do tego stopnia, iż prawdopodobnie, tak jak jego ojciec miał poważne problemy z językiem polskim..nie tylko w piśmie (?) ale i w mowie..
    Podobnie zresztą jak inny nasz bohater narodowy - ten z "Hymnu państwowego" Prusak Dąbrowski, który aby się porozumieć nawet w najprostszych sprawach, musiał wszędzie wozić ze sobą tłumacza..
    Co do australijskiej góry Kościuszki - racja..z wypowiadaniem białoruskich i litewskich nazwisk zawsze bywają problemy..

    OdpowiedzUsuń
  31. A ja całkiem na marginesie tej poważnej dyskusji pozwolę sobie tylko pogratulować autorce bloga rozwiązania witrażowej zagadki :)
    To oczywiście witraż Mehoffera 'Vita somnium breve'. Jak to rozpoznałaś z niewielkiego fragmentu pozostanie dla mnie tajemnicą :) Serdecznie gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  32. "X"-
    Dotykamy tu bardzo delikatnego tematu. Każdy jest tym, w znaczeniu narodowościowym, za kogo się ma i uważa i który kraj obejmie za swoją ojczyznę. Pochodzenie jest tu sprawą drugorzędną. Gdyby tak, każdego obywatela Ameryki wyliczać z jego pochodzenia, okazałoby się, że na tym ogromnym kontynencie, nie ma obywateli istniejących tam państw. Byliby tylko Portugalczycy, Anglicy, Hiszpanie, Chińczycy i inne narodowości. Jednak na lądzie Ameryki znajdujemy dumne narody, ze swojej historii i spuścizny.

    Naszemu narodowi przyszło w Europie grać trudną rolę. Henryk Sienkiewicz powiedział" Polak- sierota świata". Dużo w tym refleksji i prawdy. Nie sądzę, by Polska musiała się posiłkować innymi prawami, niż inne kraje.

    Co do Warneńczyka- urodził się w Polsce, był królem Polski, był także królem Węgier. Niestety o życiu prywatnym, a tym bardziej o jego poglądach, nie dowiemy się nic więcej znacznego, z uwagi na ubogość materiału historycznego.
    Dlatego spór w tym miejscu uznaję za jałowy.
    Tendencje ciągnące do sprzeczek ideologicznych, także chciałabym zagasić.
    Osobiście wyznaję pogląd Petera Roseggera, że:

    Patriotyzm nie polega na nienawiści
    wobec innych narodów,
    lecz na miłości do własnego.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ada, gdybym się przyznała, prysnąłby cały czar, który osnuwa ten cudowny witraż.
    Powiem tylko jedno, przemijanie i ulotność życia: to moja specjalność. Parafrazując Ludwika Sempolińskiego w pewnej zabawnej komedii przedwojennej.

    OdpowiedzUsuń
  34. Moniko, całkowicie zgadzam się z tym poglądem - szczególnie na miłości do tego prawdziwie własnego..

    "X"

    OdpowiedzUsuń
  35. a jednak jajko...

    OdpowiedzUsuń
  36. aro 49

    W Europie państwami rządziły dynastie.
    Jeśli w Polsce rządziła dynastia Jagiellonów
    nie znaczy to, że Polska nie była wtedy Polską
    a wręcz znaczyło, że możni identyfikowali się z polskością i polskimi interesami.
    Dlatego my Polacy jesteśmy tak dumni z naszych władców.

    A wracając do wątku Władysława III
    Warneńczyka...
    Niestety jest to mało prawdopodobne, aby
    nie zginął w tej bitwie.
    W ferworze bitwy,
    kiedy Turkom chodziło o zwycięstwo nad odwiecznym wrogiem – chrześcijaństwem,
    Turcy darowaliby królowi świata chrześcijańskiego wspaniałomyślnie życie?
    Przecież to właśnie informacja o jego śmierci spowodowała ostatecznie klęskę, bo wojska chrześcijan wpadły w panikę i zostały rozbite.

    A poza tym,
    czy to możliwe, aby nie odezwał się
    do matki i brata do końca swojego życia?

    Może,
    legendę o jego ocaleniu wymyślili jemu współcześni
    po to, aby udowodnić,
    że ktoś, kto broni chrześcijaństwa,
    nie może w taki sposób zginąć,
    a żyje sobie w raju?

    OdpowiedzUsuń
  37. Aro-
    wszystko za przyczyną tego, ze nie znaleziono ciała króla na polu bitwy.
    Jan Długosz sam przypomina, że młody Władysław mógł mieć osobę, która zastępowała go w danym miejscu podczas bitwy. Doniesienia, że schwytano króla były sprzeczne. Schwytano bowiem młodzika w królewskich szatach, ale o jasnych włosach, a podobno Władysław miał ciemne. Podobno także bezczeszczono królewskie zwłoki, ale świadkowie mocno powątpiewali, że są to szczątki królewskie. Podejrzewano w tym raczej działalność "propagandową" sułtana.
    W konsekwencji uznano śmierć Władysława za dokonaną, bez należnego przekonania, z nadrzędnym celem, przekazania władzy.

    Aro, pewnie nie dowiemy się już prawdy.

    Co do ostatniej tezy- przykład męczeńskiej śmierci podczas walki z innowiercami był bardziej rozpowszechniony w tamtych czasach, niż życie i ucieczka z pola bitwy.

    OdpowiedzUsuń
  38. Aro 49..nikt tu przecież nie twierdzi, że Polska nie było Polską - bo jako królestwo istotnie nią była, lecz w przeważającej większości była rządzona przez władców niekoniecznie będących rodowitymi Polakami..Ale takie były układy w ówczesnej Europie i nie tylko ówczesnej - tego rodzaju proceder trwał na dobrą sprawę do 20 wieku (ostatni car Rosji Mikołaj II, to przecież jak wiemy kuzyn króla Anglii Jerzego V - obydwoje byli do siebie podobni jak dwie krople wody..)

    Chyba nie jest też całkowicie prawdą, że w wirze bitwy w obozie wojsk sojuszniczych miała miejsce jakakolwiek panika..Przecież osmański kronikarz Saededin wyraźnie wspomina - iż Warneńczyk będąc przekonanym że Osmanie zostali rozbici (a rozbita była w istocie tylko lewa flanka - po nieudanej próbie obejścia polskiego prawego skrzydła przez dzielnych "Sipahów"..) Zaś prawe skrzydło i centrum Osmanów nadal mocno się trzymało mimo silnego uderzenia Jana Huniady. Król zatem myśląc inaczej, ruszył małym oddziałkiem (1 hufiec) w centrum - w miejsce gdzie znajdował się sam sułtan Murad II. Ta przedwczesna, aczkolwiek śmiała akcja o mały włos nie skończyłaby się sukcesem. Wbił się bowiem głęboko w czworobok Janczarów..Jednak w ostatniej chwili doświadczony Janczar, najpierw unieszkodliwił konia króla (przecinając mu łeb) a gdy władca spadł z konia - jednym zamachem ściął mu głowę (zginęło wówczas wielu bohaterów spod Grunwaldu, min 2 synów słynnego Zawiszy Czarnego)..
    W tym momencie nie wybuchła żadna panika w szeregach polsko-węgierskich, lecz po prostu Osmanie upojeni sukcesem dokonali ponownego uderzenia tj kontrnatarcia (silnego uderzenia klinowego)..Po prawdzie Huniady próbował jeszcze odeprzeć atak, jednak jego akcje były mało skuteczne. Wiedząc więc, że bitwa jest już przegrana - celem uratowania resztek armii od całkowitego pogromu..dał znak do odwrotu.
    Jak zatem widać przekaz kronikarza Saededina wskazywałby na to, że król jednak zginął i nie mogło być mowy o jakiejkolwiek panice - po prostu bitwę przegrano na wskutek popełnionych ewidentnych błędów taktycznych..
    Warto też wspomnieć, że dość istotną rolę w całej kampanii (nawet bitwie) odegrał sam papież Eugeniusz IV (w obozie sojuszniczym znajdowały się min wojska papieskie). Zaś flota papieska i wenecka miały blokować Bosfor, celem niedopuszczenia przedostania się armii osmańskiej na kontynent. Jednak zamiast tego dopuściły się zdrady - przewożąc armię wroga na brzeg..oczywiście za pewną opłatą (od każdej głowy)..hehe

    "X"

    OdpowiedzUsuń
  39. Oj coś czuję, że tą historyczną smykałkę skądś znam... :), mylę się czy nie? "X"

    OdpowiedzUsuń
  40. Ojjj Moniczko, Moniczko..przecież sama wiesz dobrze - od dzieciństwa, jak to rodzice usilnie starali się nam wpajać, iż "ciekawość to pierwszy stopień do..."

    Pozdrawiam cieplutko..
    "X"

    Aro..co do "paniki" dodam tylko, że takowa istotnie miała miejsce, lecz w innej słynnej bitwie z 1241 - pod Legnicą..Pod Warna zaś mogło wprawdzie nastąpić pewne chwilowe rozprężenie w szeregach, jednak nie walczyli tam przecież sami tylko Polacy - w obozie wojsk sojuszniczych prócz Polaków i Węgrów znajdowało sie wiele innych narodowości..w takiej sytuacji, w wirze walki mało kto mógł sobie zdawać sprawę - kim jest owa osoba prowadząca (niefortunną) szarże w sile zaledwie jednego hufca..
    "X"

    OdpowiedzUsuń
  41. aro 49

    Moniko!

    Gratuluję wysokiego miejsca w kategorii Kultura Blog Roku 2010.

    I gratuluję bardzo wysokiego miejsca
    w otwartej kategorii
    Bloga Blogerów 2010.

    To jest mądrze pisany,

    poruszający bardzo wiele
    tak różnych tematów,

    piękny blog.

    OdpowiedzUsuń
  42. ...a ja gratuluję klasy, z jaką kończysz rywalizację.
    "DS"

    OdpowiedzUsuń
  43. DS - święta racja.
    J.Ł.

    OdpowiedzUsuń
  44. J.Ł. - właśnie.
    "X"

    OdpowiedzUsuń
  45. I to, że istnieje jeszcze i ta tajemnica i inne, powoduje, że świat nie jest taki przewidywalny. Dziękuję za opowieść.

    pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  46. aro 49

    Ale
    masz rację Moniko!
    Jest to nierozwiązana zagadka.
    Tego co się stało z polskim królem
    Władysławem III Warneńczykiem
    nie ustalono definitywnie
    do tej pory!

    OdpowiedzUsuń
  47. Bardzo interesujące swoim blogu. Jestem potomkiem polskich i badania, znalazłem na swoim blogu. Zapraszam mojej wiedzy, a jeśli chcesz, wykonaj następujące. http://professorgadomski.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska

Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...