piątek, 27 kwietnia 2012

Pamięci Mariana Rentgena




„(…) Przyszedł się pożegnać, jutro o świcie wyruszał do swojej jednostki.
-Za kilka dni wszystko się rozwieje i uprzedzam: jak tylko mnie zwolnią, wracam i biada temu, kto złapie moje piosenki.
Tak mówił, a my  wszyscy potakiwaliśmy, bo przecież nie będzie żadnej wojny.
Zanim odszedł, wziął mnie za rękę i pociągnął do ostatnich rzędów. Usiedliśmy na końcu ciemniej widowni.
-Myślałem, że znów będziemy co noc wracać pieszo razem, stąd mielibyśmy bliżej.
-Będziemy Marianku! Już się na to cieszę!
Chwilę milczał.
-Gdyby to trwało dłużej, pamiętaj o mnie. Pamiętaj o mnie. Powiedział to dwa razy, słyszę jeszcze jego głos. Pocałował mnie w policzek. (…)”

Marian Rentgen był przedwojennym warszawskim artystą, śpiewakiem, dobrze znanym  nie tylko stołecznej publiczności. Wystąpił w drobnych rolach filmowych w takich produkcjach jak: Jego ekscelencja subiekt,  Pani minister tańczy i O czym się nie mówi.
Miał wewnętrzne ciepło, szyk i elegancję przedwojennego oficera. Wtedy standard, a dziś …nostalgia i wstydliwa tęsknota kobiet.

Z zawodu był farmaceutą, nawet przez jakiś czas, po I wojnie, prowadził swoją aptekę. Scena jednak wygrała i w latach dwudziestych i trzydziestych poświęcił się tylko występom. Z powodzeniem zasłużył sobie na tytuł „Pieśniarza Warszawy”, barda, którego chętnie angażowały teatry takie jak:  Qui Pro Quo, Banda, czy Cyrulik Warszawski. Miał swój  repertuar, piosenki, które specjalnie dla niego pisali wzięci autorzy, między innymi Andrzej Włast. W przedwojennej, artystycznej Warszawie taka była moda. Najlepsi tylko aktorzy mieli swoich autorów i swoje piosenki. To wyznaczało status artysty i jego pozycję w trudnym środowisku aktorskim.
Gdy wybuchła wojna,  miał pięćdziesiąt jeden lat. Zmobilizowany tuż przed wybuchem II Wojny Światowej, żegnał się ze sceną, z wiarą na rychły powrót.





Temat Katynia nie stygnie, wzbudzając u współczesnych wiele emocji. Ostatni wyrok Trybunału Praw Człowieka podgrzał na nowo problem, który przecież jest oczywisty. Ziemia katyńska zabrała nam dziadków i ojców, mężów, braci. Osoby młode, cudowne i pełne witalnych sił.  Jakaż jeszcze instancja musi orzec, że na palcach, na tej ziemi, chodzić należy tylko dlatego, że tam śpią wiecznym snem pomordowani ludzie?

Marian Rentgen zginął w Charkowie w 1940 roku od strzału w tył głowy. Nie zidentyfikowano jego ciała i należy sądzić, że leży we wspólnej mogile polskich żołnierzy w Katyniu.

„poszedł. Patrzyłam za nim, tym uosobieniem cywila, teraz takim innym, obcym w mundurze oficerskim. (…) Pamiętam o nim(…)”

Stefania Grodzieńska, która napisało to wspomnienie o Marianie Rentgenie, nie żyje ponad rok. Więc kto będzie za nią i dla niej pamiętał?




Bibliografia:
"Urodził go niebieski ptak", Stefania Grodzieńska, Wydawnictwo Radia i telewizji, Wa-wa 1988
zdjęcie -Wikipedia

4 komentarze:

  1. Anonimowy07 maja, 2012

    aro 50

    Moniko,
    z Twojego opisu widać, że
    początek miłości i
    tragedii.
    Tak Moniko,
    przypominajmy ludzi
    tak szybko ich zapominamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aro, o M. Rentgenie rzadko ktoś wspomni, prawie wcale.Smutno...

      Usuń
  2. Moniko, u Ciebie Rentgen a u mnie dzisiaj Hemar i jego piosenki pozdrawiam serdecznie i dziekuję za te wspomnienia
    j

    OdpowiedzUsuń
  3. Jadwigo.
    Marianowi Hemarowi poswięcę również stosowny wpis. Jeszcze będę musiała się zastanowić, jak to ująć w mały wpis- całą jego karierę i życie. Długie i owocne.

    OdpowiedzUsuń

Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska

Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...