czwartek, 6 maja 2010

Bzowa Babuleńka


Będąc dziewczyną w bardzo poważnym wieku, lat szesnastu, wpadłam wraz z koleżanką na pomysł całkiem zwyczajny, jednak zwyczajny w wieku ciut młodszym. Był maj, cudna roślinność, bzy, konwalie, trochę deszczu, tak jak teraz.Postanowiłyśmy we dwie, że wybierzemy się na bzy.

Ponieważ same nie posiadałyśmy ogródka, a więc i krzaka bzu na własność, zrozumiałym jest, jaką formę pozyskania bzu wybrałyśmy.
Niedaleko szkoły był sobie stary, drewniany domek. Wydawał się opuszczony, zaniedbany, mocno starawy. Roślinność wokół niego, wybujała, puszczona samopas, rosła planem znanym wyłącznie naturze. Bzy pachniały upojnie, a gałązki konwalii aż gięły się pod ciężarem kielichów. Bardzo kuszący był to widok.

Przechodzenie przez siatkę nie sprawiło żadnych problemów, rwanie kiści bzu również.
Zajęte robieniem bukietów, nie zauważyłyśmy, że w drzwiach domku stoi staruszka. Wyglądała całkiem zwyczajnie- jak babcia. Miała zawiązaną chusteczkę na głowie, stary serdaczek, za duże trepki i laskę. Stało cicho i z uśmiechem się nam przyglądała. Można sobie wyobrazić jak głupio wyglądałyśmy, zastygłe w ruchu, z bukietami w dłoni. Tylko kolor zmieniającej się twarzy, z bladej na purpurę, świadczył, że całkiem nie skamieniałyśmy.

Staruszka stała i wciąż nam się przyglądała z uśmiechem, uśmiechem pełnym dobroci i wyrozumiałości, a nawet radości ze spotkania.Zaprosiła nas do siebie.

Wchodząc do jej domu, zdawało się nam, że przeniosłyśmy się w czasie o sto lat wstecz. Sprzęty, wystrój był ubogi i bardzo stary. Te sprzęty musiały pamiętać XIX wiek. Staruszka okazała się być bardzo samotną, opuszczoną kobietą, a nasze odwiedziny przyjęła z wielką serdecznością. Tym bardziej było nam wstyd.

Nie sposób jest zapomnieć jej pozytywnej energii i dobroci, którą nas obdzielała, jakby błogosławieństwem. Była nie z tego świata. Wciąż nie mogę zrozumieć czemu los skierował nasze kroki w tamtą stronę ... Czy może Opatrzność kierowała naszymi krokami, abyśmy mogły sobie pomóc nawzajem?

Od tamtego wydarzenia odwiedzałyśmy naszą babcię, przynosząc jej aktualnie kwitnące kwiaty, zdobywane na targu. Robiłyśmy zakupy, coś tam pomogłyśmy, ale bardzo krótko.

Nasza Bzowa Babuleńka szybko zmarła. Dowiedziałyśmy się o tym od jej rodziny, która porządkowała jej malutki domeczek.

A teraz po ponad dwudziestu latach, nie ma jej domku, nie ma tych upojnie pachnących krzaków bzu i jej cudownie pobłażliwego uśmiechu, kiedy psociłyśmy..

Dzisiaj tam jest parking i beton- nie tylko na ziemi.
Dlatego nasza pamięć jest taka ważna.

Dzięki Majowej Babci przypomniałam sobie o mojej Bzowej Babuleńce...

17 komentarzy:

  1. Piękne te Twoje wspomnienia. Bardzo lubię czytać Twojego bloga.Czasami nawet inspirujesz mnie do poszukania lub rozszerzenia jakiś informacji.Pozdrawiam serdecznie - Gabrysia

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy przeczytałam tytuł tego postu pomyślałam od razu o mojej prababci, która uwielbiała bez. Nawet kiedy już miała 90 lat i schorowane nogi nie pozwalały na długie spacery, przy ładnej pogodzie wychodziła przed klatkę domu, w którym mieszkała, siadywała na pobliskiej ławeczce i o tej porze rozkoszowała się zapachem kwitnącego bzu... Babcia nie siaduje na ławeczce już od 15 lat, ale krzak bzu i ławeczka pozostały... Kiedy moja prababcia umarła była zima, grudzień, parę dni przed Świętami, a jednak mojej mamie udało się zdobyć gałązkę bzu, którą położyłyśmy babci do trumny. Teraz widząc kwiaty bzu i czując ich zapach zawsze mam przed oczami moją prababcię i jej niebieskie, pogodne oczy :) Ciekawe Mota, że z bzem mamy podobne wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja także lubię bez; kojarzy mi się z dzieciństwem. I z takimi małymi, starymi wiejskimi domami. Właśnie sobie uświadomiłam, że dawno nie rwałam bzu. I dawno nie upajałam się tym niepowtarzalnym bzowym zapachem.

    Tuwim Julian
    Rwanie bzu

    Narwali bzu, naszarpali,
    Nadarli go, natargali,
    Nanieśli świeżego, mokrego,
    Białego i tego bzowego.

    Liści tam - rwetes, olśnienie,
    Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,
    Pachnie kropliste po uszy
    I ptak się wśród zawieruszył.

    Jak rwali zacietrzewieni
    W rozgardiaszu zieleni,
    To się narwany więzień
    Wtrzepotał, wplątał w gałęzie.

    Śmiechem się bez zanosi:
    A kto cię tutaj prosił?
    A on, zieleń śpiewając,
    Zarośla ćwierkiem zrosił.

    Głowę w bzy - na stracenie,
    W szalejące więzienie,
    W zapach, w perły i dreszcze!
    Rwijcie, nieście mi jeszcze!

    :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspomnień czar... Jak dobrze je mieć:)
    Cudnie wspominasz:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gabrysiu-
    jest mi niezmiernie miło. Ja chętnie napisałabym więcej o poszczególnych bohaterach, ale nie wiem, czy takie ilości tekstu był by strawne. I tak już odeszłam od początkowych założeń- miał to być tylko krótki flesh. Ale jak tu pisać krótko o takich LUDZIACH...

    Jolu-
    w tym roku bez jest właśnie taki- mokry, biały, bzowy.
    I też chce mi się wołać- Nieście mi jeszcze!

    Nivejko-

    zielono mam w głowie- ot co :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moto,

    nic nie dzieje się przypadkiem ;))) A bzy uwielbiam!


    Jolu, dzięki za przypomnienie tego pięknego wiersza....

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne wspomnienia :) Buziaki Mota i uśmiecham się do Ciebie i babci od bzów, pewnie ma teraz ich dużo więcej wokół siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Margo- Twój uśmiech do mnie traktuję bardzo serio. Lubie kiedy się uśmiechasz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. I dobrze :) Tak masz traktować :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piekny wpis, bardzo wzruszajacy. Ta bzowa babulenka na zawsze pozostanie w Waszej pamieci. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mota, wzruszajaca historia o wspanialej kobiecie i o malych dziewczynkach, o czasie ktorego juz nie ma ale wciaz jest w naszych wspomnieniach, pieknie to napisalas...! Pozdrawiam i sciskam cieplutko... M

    OdpowiedzUsuń
  12. Violcio-
    coraz bardziej jesteś mi bratnią duszą.

    Mamsan-
    Dziękuję. Historia jest prawdziwa i aż nie prawdziwa. Mam takie dziwne pojęcie, że odbywała się w jakimś innym wymiarze. To dziwne odczucie, ale miłe.

    OdpowiedzUsuń
  13. bardzo mi milo kochanie ,ze dzieki mi przypommiala ci sie ta bardzo sympatyczna historia.poprostu sie poplakalam .tez chcialabym byc taka stara pomarszczona babulenka,ktora kocha kwiaty i zyje sobie spokojnie.Oslupienie wasze przypomina mi usmiech mojej wnuczki kiedy broi a babcia stoi i sie smieje zamiast krzyczec.To sa wzruszajace momenty naszego zycia .bardzo mile wspomnienia

    OdpowiedzUsuń
  14. Majowa Babciu-
    żebyś tylko nie zrozumiała, że potraktowałam Cię jako staruszkę. Twój Nick spowodował, że moja wyobraźnia się uruchomiła, a po zdjęciu widzę, że do babuleńki Ci jeszcze daleko :)
    I nie płacz, tylko się uśmiechaj :P

    OdpowiedzUsuń
  15. oj kochanie wcale tek tego nieodebralam ,poprostu mam wnuczke.i zyczylabym sobie pogodnej starosci pozdrawiam zagladnij czasem do mnie
    majowababcia@blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. Każdy sobie takiej życzy.
    Oczywiście, że zajrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. aro 49

    Moniko!

    W dzisiejszym świecie,

    gdzie ludzie są sztywni, traktują się wzajemnie jak przedmioty, zachowując się egoistyczne i egocentryczne, mając na celu zaspokajanie własnych, podstawowych potrzeb, a drugi człowiek stoi im tylko na przeszkodzie w uzyskaniu profitów np. z pracy, i to tylko dlatego, że jest ten człowiek, że trzeba z nim rywalizować, (choć on nie staje do rywalizacji), trzeba go zwalczyć, „zgnoić”, (bo sama obecność jego osoby, na „moim” terytorium działania powoduje, że muszę się liczyć z tym, że nie mnie być może będą chwalić - wkurza), lub wywyższyć się nad nim, przed kierownikiem, lub w środowisku, lub żeby pokazać swoją „lepszość”, bo zagraża mojemu poczuciu bycia „najwspanialszym”

    - cenna jest przyjaźń, i trzeba ją pielęgnować.

    Dobrze przecież „wtulić” się w człowieka, któremu na Tobie zależy, który chce Ci nieba przychylić, który poświęci czas i przybiegnie, gdy Ci się dzieje krzywda, który po prostu pobędzie z Tobą, i będzie mu z Tobą dobrze, który razem się posmuci, gdy strapienie i razem pocieszy ze szczęścia, które Cię spotkało.

    OdpowiedzUsuń