czwartek, 24 stycznia 2013

Płciowe qui pro quo.




Przypadkowe intro

W TVP Kultura debatują reżyserzy, aktorzy na temat zasadności istnienia teatru w telewizji. Trwa konferencja prasowa. Ubolewają nad brakiem funduszy i zainteresowania młodych twórców. Teatr Telewizji cierpi na permanentny brak odbiorców i niską oglądalność, co właściwie eliminuje go z mediów. Teatr w ogólności pada, a publiczność wybiera inną formę rozrywki. Pest! Morbus! Zut! I psiakrew! Takie słowa cisną się na usta.
*
Obrót wątroby w prawo

Co z tego, że pozostaję w niszy i nie mam parcia na szkło? Nie wpisuje się w nowoczesne standardy zapewniania publice łatwej, niezbyt ambitnej rozrywki. Stąd może mój blog wolniej napełnia się czytelnikami. Za to czytelnikami nieprzypadkowymi, podzielającymi moje pasje i zainteresowania. Tym bardziej cieszę się, jeśli ktokolwiek tu zajrzy, pozostawi komentarz i wróci ponownie. Dla nich kopię i wyszukuję zapomniane historie. Dla nich warto się starać.

*
Wątek właściwy

Magia polskich, przedwojennych komedii nie przemija. Wciąż zaraża nowe pokolenia. Teraz patrzymy na nie inaczej, z sentymentem i łezką w oku choć nie zawsze tak bywało.
Magdalena Samozwaniec nie miała do nich dużego dystansu, bezlitośnie je krytykowała  mówiąc o nich w ten sposób:

„Film polski zaczął wychowywać kadry aktorów filmowych, którzy zaczęli być bardzo popularni, a pensjonarki wymieniały się ich fotografiami, masowo reprodukowanymi na kartach pocztowych. W okresie przed drugą wojną światową polski film z bezwzględnej szmiry przeszedł na szmirę z wielkimi ambicjami, co nastąpiło w epoce filmów dźwiękowych.”

Ówczesna „superszmira” stała się dla nas klasyką i ważną historią dziejów polskiego kina. W związku z tym niebezpiecznie jest krytykować kulturę obecną, by w krótkim czasie nie narazić się na śmieszność i pretensje.


Powracając do „superszmiry”, z której tak ochoczo chichotała Magdalena Samozwaniec. Owa "szmira" niczemu innemu nie miała służyć tylko wspaniałej zabawie. Nieskomplikowane scenariusze i doborowa obsada aktorów komediowych z pewnością pomagały. W scenariusze popularnych komedii zamieszani byli: Julian Tuwim, Konrad Tom, Marian Hemar i wielu innych.

W szale rozwijającej się kinematografii pomysłów na dobre filmy nie brakowało. Owszem, były naiwne i nieskomplikowane, chwytające za czułe serce pensjonarek i służących. Pomysły, by zamieniać kobiety w mężczyzn i na odwrót nie zrodziły się w latach osiemdziesiątych. W dwudziestych były nowatorskie, ale ryzykowne. Publiczność nie była przygotowana na takie eksperymenty. Klasyczne kanony i ramy zachowań ściśle obowiązywały, choć alkowy pełne były pikantnych historii.

*
Modę na przebieranki wprowadza jako pierwszy Adolf Dymsza, który chętnie i z powodzeniem przeistacza się w kobiety. Przebieranki takie są czymś nowym, nieoczekiwanym, niosącym ogromne ryzyko ośmieszenia również w życiu prywatnym. Społeczeństwo przyzwyczajone do tradycyjnych wartości z ciekawością przyjmuje nowe wcielenie. Wielkiemu Dodkowi wszystko się wybacza.

Pierwszym filmem, w którym gra kobietę jest film z 1933 roku „ „Romeo i Julcia”.

Teofil Rączka ( Dodek) jako właściciel agencji kojarzącej małżeństwa, by zapobiec niechcianemu mariażowi Romana ( młodego dziedzica) z bogatą kuzynką z Ameryki, wciela się w zamożną Amerykankę. Roman i biedna Krysia, córka leśniczego są w sobie zakochani na zabój, ale rodzice Romana, w swoich planach są nieubłagani. Przyjazd ekscentrycznej kuzynki rodzi mnóstwo komediowych sytuacji i charakterystycznych, nieco naiwnych, ale śmiesznych „gagów”. Sceny z przebranym Dymszą są wyjątkowo śmiałe.  Występuje w pidżamie na łóżku, a także w stroju kąpielowym. Odwaga i dystans do siebie Dymszy-ogromne.



Dla równowagi, już po roku, w 1934, wchodzi na ekrany kin film z dwiema uwielbianymi gwiazdami; Jadwigą Smosarską i Eugeniuszem Bodo. Smosarska, współczesna celebrytka, kochana i naśladowana przez rzesze gospodyń domowych i pensjonarek, zagrała główną potrójną rolę w filmie „ Czy Lucyna to dziewczyna?”
Gra Lucynę, córkę bogatego przemysłowca, która, by dostać pracę jako inżynier w fabryce swojego ojca, zakłada garnitur i zamienia się w ubogiego, młodego chłopca Juliana Kwiatkowskiego. Pracuje razem z przystojnym inżynierem, którego gra Eugeniusz Bodo. Nie może ujawnić się ze swoimi uczuciami będąc mężczyzną. Dlatego też postanawia jeszcze raz się przebrać. Tym razem udaję ubogą, ciężko pracującą dziewczynę. Młody inżynier  podejrzewa dziewczynę o podwójne życie i o schadzki z bogatymi mężczyznami.

Zabawna komedia, w gruncie rzeczy, porusza bardzo poważne kwestie społeczne; dyskryminację zawodową kobiet, finansowe mariaże, podejmuje próbę podejścia do sprawy homoseksualizmu i męskiej przyjaźni.




Przebieranki sypią się jak grad, ale królem bezsprzecznie pozostaje Adolf Dymsza.W 1937 roku powstaje film „Niedorajda”.
Florek ( Adolf Dymsza) praktykuje u właściciela warsztatu samochodowego. Właściciel jest chciwy i pazerny na pieniądze. Od lat oszukuje swoją starszą siostrę z USA wyłudzając przy tym ogromne sumy. Stara, poczciwa  ciotka Agata śle pieniądze na rodzące się kolejne dzieci. Podczas, gdy tak naprawdę właściciel warsztatu ma tylko jednego syna- darmozjada.

Sprawa się komplikuje, gdy ciotka Agata postanawia odwiedzić brata i jego liczną dziatwę. W panice rodzina szuka wyjścia i postanawia zaangażować Florka jako syna i córkę jednocześnie.


Dymsza niesamowicie łatwo przeobraża się w Agatkę, kobietę lekkich obyczajów, tancerkę, matkę nie swojego dziecka i kobietę po przejściach. Przy tym całkiem nieźle wygląda w sukience. :)




CDN

Musiałam podzielić post na dwie części by czytelnik mógł doczytać do końca bez znużenia. Następna część jest gotowa i umieszczę ją za kilka dni.

26 komentarzy:

  1. Z ogromną przyjemnością przeczytałam ten wpis i czekam na drugą część. Uwielbiam przebieranki, szczególnie te przedwojenne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko, ja również uwielbiam. Po wojnie oprócz przebierenek w filmie "Pół żartem pół serio" nie spotkałam równie uroczych jak te.

      Usuń
  2. znużenie?? jakie znużenie, raczej niedosyt, że tak było miło i się szybko skończyło
    no ale cóż, czekam niecierpliwie dalej
    zawsze czytająca, ale nie zawsze komentująca
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, z tym niedosytem to się zgadzam. :)

      Usuń
    2. Blogowicze zwykle dbają o to, żeby wpisy nie były zbyt długie i nużące. Długi tekst zniechęca.
      Zdecydowałam go podzielić, choć doskonale sobie zdaję sprawę, że tym samym rozerwałam całość i pozbawiłam czytelnika tego, co w tekście jest bardzo ważne- narastania napięcia.
      Trudno...

      Usuń
    3. Moniko, zależy o czym ten długi wpis by był ;)
      mnie osobiście nużą wszelkie opisy przyrody, przez co cierpiałam czytając niektóre lektury ;)
      ale o starym kinie mogę czytać i się nie znużę :)

      Usuń
    4. Z drugiej strony - takie dzielenie na części i związane z tym wypatrywanie przez czytelnika kolejnej notki wzmaga apatyt. :)

      Usuń
  3. I za te wspaniałe historie, jako 'nieprzypadkowa czytelniczka' Ci dziękuję! Czekam z niecierpliwością na drugą część, bo ta swoista 'zamiana płci' jest jednym z moich ulubionych motywów w przedwojennym polskim filmie - zwłaszcza w "Czy Lucyna to dziewczyna?", naprawdę nie pamiętam, czy kiedykolwiek bardziej uśmiałam się przy jakiejś współczesnej komedii.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Shenny,
      druga część jest napisana i grzecznie sobie czeka. Wstawię ją za kilka dni, jak pierwsza się trochę opatrzy.
      Ciesze się, że jesteś nieprzypadkowa :)
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  4. Witam! W drugim wpisie czekam na Bodo i jego przebierankę z filmu "piętro wyżej":) Moja ulubiona przebieranka:) Pozdrawiam moja ulubiona blogowiczkę z Zabrza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, będzie, będzie. Nie wyobrażam sobie, żeby tą kreację pominąć.
      Nie zdradzę, czy to moja ulubiona, a może będzie jeszcze jakaś inna ulubiona?
      :)
      Również gorąco pozdrawiam miła Zabrzankę :)

      Usuń
  5. aro 51

    Moniko, znalazłem ten blog 2 lata temu i zostałem jego czytelnikiem. Twój blog mnie kształci. Ale widzę, że Twój blog pełen jest też Czytelników poszukujących rozrywki: łechtającej szare komórki, opisującej historie często zapomniane lub niedostatecznie znane, wzbogacającej wiedzę i przez to rozwijającej, kształtującej, ubogacającej wnętrze człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  6. aro 51

    Moniko,
    wśród pisarek blogów jesteś
    jak Kate Bush
    wśród piosenkarek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aro,
      cóż mogę powiedzieć na taki komplement?
      Kate Bush jest tylko jedna :)

      Usuń
  7. Cudne "szmiry".
    Ja jestem tym czasem i tym co piszesz zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mia
      Jesteś moją wytrwałą Czytelniczkę. Dziękuję :)

      Usuń
  8. Dodać należy, że przebieranki zdarzały się również w przedwojennej prozie. Z tego co pamiętam np. u Dołęgi-Mostowicza w "Bracia Dalcz i s-ka" :) W filmie jednak trzeba było mieć odwagę, bo takie role od razu rodziły plotki na temat orientacji ulubieńców srebrnego ekranu.
    PS. Ja również czekam na "atrakcję wieczoru" z Bodo w roli głównej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, właśnie o tym także chcę powiedzieć.

      Tej pozycji Dołęgi-Mostowicza nie czytałam niestety. Dobrze Bazylu, że jesteś :)

      Usuń
  9. jak zwykle doskonały tekst i obraz ... Monika - czy doczekamy się wydania książkowego Twoich reportaży ???

    Um

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UM,
      Bardzo chciałabym coś skrobnąć i zobaczyć moje teksty w formie pachnącej drukiem i papierem, tradycyjnej książki. Tylko kto mnie wyda?

      Halooo!! Kto mnie wyda?????

      Nie jak Judasz, ale jako wydawca :)

      Usuń
  10. Monika, cieszę się, że zagląda do Ciebie tylu czytelników, dzięki temu Twój blog tętni życiem. Dawno mnie nie było. Rzadko też piszę u siebie, co dwa, trzy tygodnie, czasem raz na miesiąc. Jednym z moich noworocznych postanowień jest to, by na powrót włączyć się w życie blogosfery, zaglądać na moje ulubione blogi.
    A tymczasem bardzo Ci dziękuję. :) za ogromne wsparcie. Chyba nie zasłużyłam... w każdym razie – wielkie dzięki. Do zobaczenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jolu,
    Ty i Twój blog zajmuje szczególne miejsce w mojej pamięci. Jesteśmy blogowiczkami od tak dawna. W zasadzie znam Cię od początku mojego blogowania.
    Jakże nie miałabym Cię wspierać?

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie odkryłam Pani bloga, a dopiero niedawno rozmawialiśmy, spieraliśmy się z mężem na temat płytkości programów, minionego humoru, który był humorem pełnym inteigencji i dowcipu, etc, etc... Może to już nie młodość, bo po trzydziestce, ale dobrze wiedzieć, gdzie szukać osób piszących o sferze w jakiś szczególny sposób bliskiej. Cóż dodać? Lubię, bardzo. I polecam na stronie bloga, którą prowadzimy rodzinnie, na stronie o marzeniach, które czasami spełniają się w pocie czoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję za polecenie. Jest mi niezmiernie miło.
      Co do płytkości programów; ponieważ jest mnogość zarówno programów, jak i kanałów telewizyjnych można znaleźć coś dla siebie. Faktem jest, że trzeba się naszukać.
      Serdecznie zapraszam wciąż i niezmienne na moją stronę :) i pozdrawiam

      Usuń
  13. Malo mnie ostatnio w blogowym swiecie ale z przyjemnoscia przeczytalam zaleglosci ... :-) mam nadzieje, ze kiedys bede miala okazje zobaczyc te stare filmy o ktorych tak pieknie piszesz i cieplo wspominasz ...

    Pozdrawiam serdecznie. M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno nie widziałyśmy się, to fakt, ale na szczęście nie zapominamy.
      Proszę pozdrowić Braci Lwie Serce, moich ulubieńców :).

      Usuń

Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska

Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...