środa, 7 marca 2012

Prawdziwy głód

Wspomnienia Heleny
Dominice


Wychodząc z domu w towarzystwie dwóch esesmanów, naiwnie, charakterystycznie do wieku szesnastu lat, myślałam, że to jakaś pomyłka. Nie wierzyłam, że coś złego może mi się przydarzyć. Wszystkim, tylko nie mnie. Wierzyłam, że ojciec, maszynista na kolei, wiele może, że nawet Niemcy się z nim liczą.
Mamusia nie wierzyła. W ostatniej chwili wcisnęła mi tobołek ze swetrem, prześcieradłem, bielizną, kawałkiem chleba i dwiema cebulami.

Cebule już na schodach wypadły mi z zawiniątka. Skacząc jak piłki, nawet śmiesznie, wylądowały na podwórzu, śmiertelnie strasząc  kundla sąsiadów, którego nerwy, tak jak ludzkie, były już od dawna nadwerężone wojną.  Potem, już w drugim dniu podróży bydlęcym wagonem, pożałowałam tamtej straty- dwóch błyszczących, chrupkich, soczystych cebulek.


Wiedziałam gdzie jadę. Kierunek Lipsk, fabryka Hasag. Transport ze Skarżyska Kamiennej. Takich jak ja były setki. Miałyśmy pracować i dostawać pensję. Jeszcze się łudziłyśmy.
Nie wiem jak długo jechaliśmy. Noc mieszał się ze dniem w pomieszczeniu bez okien.
W tym czasie i w tym miejscu, słowa takie jak humanizm, czy człowieczeństwo, stały się dla nas pustym frazesem.

Kiedy uparta, niezmordowana  fizjologia wymuszał na człowieku to, co zawsze wymagało intymności, a co wtedy stało  się sprawą wręcz publiczną i tak okropnie upokarzającą, nareszcie  zdałam sobie sprawę z tego, co się działo. Myśli o zasłyszanych wiadomościach z takich miejsc jak Oświęcim, dostały skrzydeł i toczyły się jak śniegowa kula, obrastając w coraz bardziej czarne, makabryczne scenariusze.


Chleb, który dostałam w domu, został wyrzucony ze względów sanitarnych. Całkiem logiczne, biorąc pod uwagę moje powyższe rozważania o naturze fizjologii. Nasz głód był dla nich bezpieczny, higieniczny  i czysty.


W Lipsku spryskali mnie jakimś środkiem dezynfekcyjnym, wciąż pozbawiając prawa do wstydu. Dali robocze ubrania z wyszytym „P”. Zakaz opuszczania miejsca zamieszkania był oczywisty.

Fabryka Hasag, Lipsk ,źródło: www.akpol.de
Tak się zaczęła moja gehenna w fabryce amunicji w Lipsku.  Walcownia była głośna i niebezpieczna. Praca ponad siły kobiece, ponad siły młodzieńcze, a wykonywana z mozołem i dowodem przydatności. Potężne młoty rozbijały żelazo. Prasowano tu kawały żelaza do cienkich blach. Ja i moje koleżanki pracowałyśmy taskając te płaty blachy, półprodukty do bomb. Bomb, które zabijały w Polsce.

Czasem, tylko przez chwilę przemknęła ta okropna, abstrakcyjna myśl- zabijają w Polsce. Częściej, zagłuszało ją potężne burczenie brzucha, osłabienie i coraz częstsze stany podgorączkowe, które skrzętnie ukrywałam w obawie przed orzeczeniem niezdatności do pracy.  Już po wojnie zaowocowały wykryciem gruźlicy.


Naloty aliantów były coraz zacieklejsze. Cieszyłyśmy się, choć walili właśnie do nas. Nigdy stuprocentowo skutecznie.
Wypuszczano nas wtedy z budynku, żeby zaraz po nalocie szukać z karabinem.
Kiedyś, podczas takiego nalotu, mocno się narażając, zapuściłam się do jakiegoś sadu. Rosły tam jabłka, jeszcze zielone,  kwaśne-guguły. Nazbierałam do fartucha dla siebie i koleżanek.

Wracając do baraku, zatrzymała mnie  nasza dozorczyni- sadystyczna, otyła blondynka.  Z przyjemnością wymierzyła mi siarczysty policzek wraz z wymiotami  niemieckich przekleństw, których nie chciałam rozumieć. Ten policzek pamiętałam bardzo długo. Twarz paliła, a oko natychmiast podsiniało. Wszystko o te kilka małych „kwasielców”, które mogły, choć chwilowo, zaspokoić głód i uzupełnić w witaminy wątłe ciało.

 Tak łatwo zapomina się dobrobyt i tak prosto dostosowuje do sytuacji. To zadziwiające, że do głodu nigdy nie można się przyzwyczaić.

Prawdziwy głód lęgnie się w żołądku i niemiłosiernie burczy, dając w towarzystwie wstydliwy efekt. Burczenie z wolna mija, a nienasycony potwór pełzne do głowy, by tam zarażać swoim pragnieniem wszystkie myśli  i czynności dnia. Te myśli przywołują koszmarne obrazy i zaciekłe, szalone myśli głodnych szaleńców. Żołądek staje się człowiekiem. Człowiek- wyjącym drapieżcą.


Helena z prawnuczką, 2001 rok

-Nie cierpię ludzi głodnych. Przy mnie nikt nie może być głodny. Rozumiesz?
-mawiała Heluśka, kładąc kolejną porcję bajecznych naleśników z serem i bitą śmietaną. Najlepszych na świecie.

29 komentarzy:

  1. Dziękuję za ten post.
    J.Ł.

    OdpowiedzUsuń
  2. Babcia dla wszystkich, nawet obcych dzieci :) wzruszajaca historia ktorej nigdy bym nie przypisala do tej cieplej kobiety, takich babci juz nie ma na swiecie!Byla moja najlepsza Babcią- Nie Babcią" D.P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wtedy byłaś jeszcze za mała na takie historie, ale teraz już wiesz :)

      Usuń
  3. ..... każdy powinien poznać smak chleba.




    ale jak poznać smak chleba skoro nie zna sie głodu? Skoro tak na prawdę młody człowiek nie zna tego uczucia :(

    UM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą, to już nie ten chleb co dawniej. Sam zapach dawnego chleba skręcał kiszki.
      Ten Rybnicki chleb jest właśnie taki. Rybnicki chleb jest teraz najlepszy.

      Usuń
  4. Z jednej strony piękne opowiadanie, z drugiej masakryczne. Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się cytat z opowiadań Borowskiego mówiący, że głód jest wtedy prawdziwy, gdy na drugą osobę patrzy się jak na obiekt do zjedzenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za to porównanie.
      Właśnie takich doznań często doświadczano i o takich mówiono, relacjonując dzieje wojenne ocalałych.
      Babcia zawsze cieszyła się, że są dobre czasy, że jest pokój i syci ludzie. Mimo, że nie było cudownie, zawsze było jakoś, a to jej wystarczało. Była bardzo skromną kobietą.

      Usuń
  5. Moja mama, doświadczona jako dziecko przez wojnę, ma to "skrzywienie", żeby nikt nie chodził głodny. Bardzo się starała, nawet za komuny, żeby chociaż ten chleb ze smalcem i cebulą był pod dostatkiem....tak, dzisiejsze dzieci tego sobie nie są w stanie wyobrazić. A naleśniki od mamy/babci - każdy kocha :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bestyjko- babcia robila nie tylko wspaniale naleśniki. W ogóle jej kuchnia była smaczna, a "ruskie" i "kluski dziadoskie" były mistrzostwem świata.


      Ileż może znieść człowiek...ogromnie wiele. Oby nie musiał.

      Usuń
  6. I ja też często wspominam Babcię Helę :)Lubię wyobrażać sobie, że patrzy z góry u uśmiecha się na to wszystko. LZW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda myśl o Niej wyrywa ze mnie łzy wspomnień, choć już minęło parę dobrych lat odkąd Jej nie ma.

      Usuń
  7. aro 50

    Moniko,
    Tragiczna jest ta historia młodej dziewczyny
    w okrutnym świecie.
    Czule opisana.
    Historia ma jednak pogodne zakończenie
    świadczące o wielkiej dobroci tego człowieka.
    Dziecko na rękach pani Helusi
    wygląda jak mała Monika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo dziecko na rękach Babci Heli to córka Moty - Dominika, jeszcze jako mały szkrab. Dziś to prawie trzynastoletnia pannica.
      J.Ł.

      Usuń
    2. Moniko, dopiszę dwa słowa ode mnie tutaj - bo ten piękny epilog napisany przez życie, klamra tej niezwykłej, przejmującej historii najbardziej mnie wzruszył. Pogodne, piękne zakończenie.
      Opowieści, które nie giną, przekazywane z pokolenia na pokolenie po to, żeby pamiętać i żeby się nie powtórzyło. Moniko - kronikarko. Pięknie piszesz, dziewczyno.

      Usuń
    3. Dziękuję Ado. Ten krótki epilog jest dla mnie bardzo emocjonalny i bardzo, bardzo ważny.
      Teraz żałuję, że nie nagrywałam wszystkich Jej opowieści, choć zamierzałam. Niestety codzienność zabija tego typu pomysły, które wciąż odkłada się na potem.
      Dobrze, że te opowieści mam wyryte na swoim "twardym dysku", a teraz tu.
      Dziękuję za to ostatnie zdanie.

      Usuń
  8. Bardzo ci Motko dziękuję za to wspomnienie. Ciepłe wzruszajace słowa o najkochańszej mojej Babuni.Ożywiłaś wspomnienia mojego szczęśliwego dzieciństwa w którym Babcia była kimś wyjątkowym. Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już raz to pisałem, ale dołączam się do przedmówczyni.
      J.Ł.

      Usuń
    2. Paulinko zrobiłam to z przyjemnością, tęsknotą i obowiązkiem pamięci. Cieszę się, że było to dla Ciebie miłe. :)
      Za każdym wspomnieniem wciąż nieznośna łza się kręci.

      Usuń
  9. Poruszająca historia... ile historii nasi bliscy zabrali ze sobą... dobrze, że te opowiedziane przekazujesz tutaj, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety wiele pozostanie już tajemnicą. Szkoda, ale jest jeszcze wiele do ocalenia wokół nas. Wystarczy się rozejrzeć. Każdy człowiek jest niezwykły i każdy ma ciekawe historie do opowiedzenia.
    Czasem zamiast mówić, wystarczy tylko słuchać. Właśnie to robię, bo mówić zbyt wiele nie lubię i nie specjalnie umiem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Poruszającym wspomnieniem o życiu Twojej Babci, oddałaś najwspanialszy hołd tej uroczej Pani na zdjęciu. Myślę, że to niezwykle cenny, chwytający za serce podarunek dla tej słodkiej Istotki na Jej rękach.
    Moniko, Twoja Babcia doświadczyła nieludzkich czasów. Przetrwała. Wyrównała rachunki z losem, bo doczekała się mądrej wnuczki, która podzieliła się Jej przejmującą opowieścią, i tym sposobem przeniosła Jej pamięć do wielu ludzkich wyobraźni.
    Dziękuję.

    ...naleśniki... uuuwielbiammm...

    Cieszę się, że pocztówka się podobała;)

    kłaniam się Moniko

    Juliana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolę sobie na drobne sprostowanie. Wnukiem Babci Heli był, niżej podpisany były mąż Moniki. Ale absolutnie nie zmienia to faktu, że za życia Babci Monika była Jej najlepszą przyjaciółką, powierniczką, fryzjerką. Tym większy szacunek dla Moniki, za podtrzymywanie pięknego wspomnienia o Babci, którą tak praktycznie była. Co z tego, że nie naturalną.

      Justyn

      Usuń
    2. Widać, że uczuciowe więzi między ludźmi, nie rodzą się tylko za genetycznym przyzwoleniem:). Bez względu na pokrewieństwo krwi, czasem, pozornie obcych sobie ludzi łączy głęboka przyjaźń emocjonalna. Doświadczyć takiej przyjaźni, troski, opieki od drugiego człowieka, myślę, że to Pani Helenie łagodziło złe wspomnienia. Dlatego czytając posta Moniki i Twoje słowa, cieszę się, że dobrze odczytałam ciepłe emocje, jakie wytworzyły się między Babcią a Wnuczką:).

      Pozdrawiam Genetycznego Spadkobiercę Pani Heleny.

      Juliana

      Usuń
  12. Myślałam od wczoraj od tej poruszającej historii. I czytając dzienniki Czapskiego znalazłam we wstępie takie słowa Ernesta Jungera: Starzy ludzie podobni są przęsłom mostu rozpinającego łuki nad czasem. Dzięki nim uzyskujemy bezpośredni dostęp do minionych wydarzeń, które poza tym utrwalone są tylko pośrednio...

    Wydało mi się, że te słowa będą dobrym komentarzem.

    Serdecznie Cię pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ado;
      bardzo dobry i adekwatny cytat do powyższego. Bardzo dziękuję. Choć Heluśki już nie ma, to przęsło mostu jest rzetelnie osadzone.
      Podziękowania za pozdrowienia z wzajemnością.

      Usuń
  13. Piekny hold, dla osoby z piekna dusza.

    Pozdrawiam
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  14. Alicjo-
    bardzo dziękuję. Rzeczywiście piękna dusza, do której jeszcze wrócę.

    OdpowiedzUsuń

Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska

Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...