poniedziałek, 28 grudnia 2009

Strauss


Dzisiaj Bogusław Kaczyński powiedział w radiu, że gdy ktoś słucha w Sylwestra Straussa, będzie miał szczęscie w nowym roku.
Ochoczo poszłam za tą myślą. Słuchanie muzyki Straussa czy ojca, czy syna, zawsze jest przyjemnością.

Marzeniem byłoby słuchać jej w wykonaniu Orkiestry Filharmonii Wiedeńskiej w miejscu jedynie słusznym -Wiedniu, no ale ta przyjemność zarezerwowana jest dla wybrańców.
Należałoby sie wpisać do kilkuletniej kolejki oczekujących po bilet na Koncert Noworoczny w oszałamiającej cenie. Tym razem jednak, rozsądnie pozostane przy transmisji z koncertu w dobrym odbiorze stereo, w zaciszu domowego ogniska.


W tego Sylwestra mam zamiar słuchać muzyki w wykonaniu Symfonietty Bydgoskiej, oczekując wykonania muzyki Straussa na potrzeby mojego szczęścia noworocznego.
Słuchajcie muzyki Straussa w Sylwestra- życzę Wam szczęścia na Nowy Rok 2010!!

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Staff



Leopolda Staffa specjalnie przedstawiać nie muszę. Poeta trzech pokoleń, wybitny przedstawiciel literatury dwudziestego wieku.

Po piekle wojennym, już wiekowy poeta, związał się z moją rodzinną miejscowością, poprzez przyjaźń z ks. Antonim Boratyńskim, proboszczem parafii św. Józefa. Poeta przyjeżdżał tu odpocząć od „wielkiego” warszawskiego życia.

Piękny, zabytkowy kościółek, poskręcana urokliwa rzeczka, bogaty, stary drzewostan wpływały na niego kojąco i wyciszająco. Tu mógł odpocząć i tworzyć. Tu pozostawił wpis w księdze parafialnej:

Czy czeka ciebie droga bliska czy daleka

Świat jest tylko tak wielki, jak serce człowieka".

Miejscowa ludność nie zapomniała o poecie. Pomnik w centrum miasta ( niezbyt udany, ale za to bardzo duży) , oraz popiersie z brązu przy ukochanej parafii, przypomina nam dawną sympatię Staffa do miasta.

Jakże jestem w stanie zrozumieć jego umiłowanie do tamtego miasta, bo ten dawny świat, bzin, kiedyś w dzieciństwie oglądałam i zapamiętałam na całe życie. Choć teraz pozostały po nim jedynie wspomnienia i fotografie.

Wpisując się w świąteczny nastrój, przypominam wiersz właśnie tego poety

Gwiazda

Świeciła gwiazda na niebie
srebrna i staroświecka.
Świeciła wigilijnie,
każdy ją zna od dziecka.

Zwisały z niej z wysoka
długie, błyszczące promienie,
a każdy promień – to było
jedno świąteczne życzenie.

I przyszli – nie magowie
już trochę podstarzali –
lecz wiejscy kolędnicy,
zwyczajni chłopcy mali.

Chwycili w garść promienie,
trzymając z całej siły.
I teraz w tym rzecz cała,
by się życzenia spełniły.

Leopold Staff

Chwytajcie promienie w ręce i spełniajcie swojej marzenia,

tego w te święta Wam życzę- siły i wiary w człowieka

środa, 16 grudnia 2009

Aniołek



Zbliżają się święta i powraca, ciągle to samo wspomnienie , wizja świątecznego aniołka.

Skarbonki w kościele to zwykle mało atrakcyjne przedmioty, które wierni dostrzegają tylko kątem oka, tak aby przypadkiem ktoś tego nie zauważył, że patrzą.

Natomiast skarbonkę świątecznego anioła widzą wszyscy, a zwłaszcza dzieci.
Maluchy z wielką chęcią wrzucają wszystkie wybrane z portfela całej rodziny drobne, a anioł za każdym razem wdzięcznie skłania główkę, dziękując za datek. Rodzice z niepokojem patrzą na topniejące monety w garści malucha. Gdy te się skończą,będą musieli wyjść i uspokoić małego „altruistę” na zewnątrz.
Zdarzyło się również tak, że anioł, prawdopodobnie z przepełnienia, nie chciał się ukłonić. Krzepki trzylatek, wyrwał głowę biednego anioła z korzeniami. Na następny dzień głowa była na swoim miejscu, a wnętrze anioła przygotowane do kolejnej porcji hojności małolatków.

Okazało się, że anioł kaprysi zbyt często, a nerwowi ( szczególnie w kościele) kilkulatkowie, nie wybaczają zaniedbań ze strony anioła. Głowa nieszczęsnego, była przekrzywiana, wyrywana, uderzana, raz nawet porwana z kościoła przez rozbieganą dziewczynkę z mikołajkową czapką na głowie, aż w końcu dokończyła swojego żywota.

Skarbonka pozostała, ale głowa anioła została zastąpiona głową starej lalki z loczkami i z upiornie wybałuszonymi oczkami . Można przypuszczać, że umieszczono ją po to, by odstraszyć dzieci poniżej 7 roku życia. W każdym razie z obserwacji, tak by wynikało.

Mówiąc szczerze skarbonka, bardzo wyraźnie straciła na swojej atrakcyjności, a tym samym ilość wrzucanych datków prawdopodobnie drastycznie zmalała.

Reszta anioła smętnie klęczała pod ciężarem pokracznej głowy, cierpiąc z powodu braku smaku "naprawiacza". A ja z powodu wielkiego braku polotu w prawieniu kazań, które zmuszały ( i nadal to czynią) ludzi do wyszukiwania dookoła ciekawostek i śmiesznostek, zamiast pogrążać się w nabożnym rozmyślaniu i modlitwie.

piątek, 11 grudnia 2009

Maire Brennan



-Czy wyobrażałeś sobie kiedyś elfa? Na pewno jest piękny, ma piękne jasne włosy,drobny, eteryczny, ale głos?

Głos ma taki jak Maire. Wokalistka folkowego, irlandzkiego zespołu Clannad. Uprzednio występowała razem z siostrą, znaną pod pseudonimem artystycznym jako Enya.

Clannad to zespół rodziny Brennonów. Do sławy doszedł dzięki skomponowaniu muzyki do znanych filmów takich jak: Harry’s Game, Robin of Sherwood, The Last Mohicano, The Lord of The Rings.

Ich muzyka dotyka starego świata, jest tajemnicza, pełna mistycyzmu, zadumy i spokoju. Można z nią odpłynąć do zielonej Irlandii. Ukołysać się na falach. Zobaczyć starodawne krajobrazy, druidów, elfów i tajemniczej przeszłości.

Głos Maire koi zmęczone oczy, uspokaja rozedrgane serce, odpędza stres. Spróbuj…

środa, 9 grudnia 2009

Scipio del Campo




-Śnił mi się dziadek. Tupał na mnie nogą i był wyraźnie zły- zakomunikował mi przyjaciel.
 -Dlaczego był zły?-spytałam.
-Na 1 listopada miałem zapalić świeczkę na grobie Scipio del Campo, a tego nie zrobiłem. Dziadek był jego przyjacielem. Kazał mi co roku palić na jego grobie świeczkę.  Niestety w tym roku nie dałem rady...
-Świeczka, to przecież tylko symbol, a przecież pamiętasz o nim. Nie o świeczkę tu przecież chodzi, a o przyjaźń i pamięć, której w Tobie nie zabrakło.
-Ale dziadek i tak był niezadowolony, więc jadę...
*

Nie można Michałowi Scipio del Campo odebrać tytułu pierwszego pilota Polski, z którego był dumny, choć niektórzy wolą go uważać za pierwszego pilota Rosji.
Jego nazwisko brzmi z włoska, ale był Polakiem. Rodzina Scypia przybyła do Polski z Boną i tu osiedliła się na stałe.
We Francji uzyskał dyplom pilota i odtąd oblatywał wiele nowych maszyn lotniczych w Europie. Był pilotem, konstruktorem, inżynierem o umyśle lotnym jak jego samoloty, utalentowanym tłumaczem wielu języków.
Ukłony i świeczuszka dla Michała Scipio del Campo.

Scypio del Campo, zdjęcie ze zbiorów autora: www.zwoje-scrolls.com/zwoje38/text17p.htm

piątek, 4 grudnia 2009

Czajkowski




















Często bywa tak, że wrażliwość artystów wpływa decydująco na ich losy życiowe.To, za co kochamy artystów może być ich największym balastem w życiu.

Czy ktoś będzie umiał powiedzieć, jak to było w przypadku Czajkowskiego? Wiadomym jest na pewno, że w miłości szczęścia nigdy nie zaznał.

Jego homoseksualne skłonności były na czasy w jakich żył, kompletnie nie do zaakceptowania. Tym samym nie umiał zaakceptować siebie i swoich pragnień. W związku z wewnętrzną walką jaką prowadził w sobie, ciągłe pogrążony był w depresji. Depresja jednak nie miała wpływu na płodność artystyczną, a może nawet wyzwalała w nim akt twórczy.

Był niesamowicie pracowitym kompozytorem i nigdy nie narzekał na brak natchnienia.

Życie, ku rozpaczy wielu jego wielbicieli, zakończył „honorowym” samobójstwem w obliczu towarzyskiego i obyczajowego skandalu.

Jego muzyka jest jedyna i wyjątkowa, w wielu momentach charakterystyczna dla kompozytora. Jest szalenie obrazowa, rytmiczna, ciepła, lekka i szybko wpadająca w ucho.
Większość z nas kojarzy go głównie z muzyką wielkich baletów takich jak :” Jezioro łabędzie”, „ Dziadek do orzechów”, „Śpiąca królewna”, ale to nie wszystkie sztandarowe kompozycje, choć te nie bez powodu są uznawane za najlepsze na świecie.

Nie umiem przestać się zachwycać jego geniuszem muzycznym, wyobraźnią, nieskończoną ilością pomysłów, pasji i ciepła jakie płynie z kompozycji dźwięków.
Muzyka z baletu „ Dziadek do orzechów” odsyła mnie pod dawno już zapomnianą przeze mnie choinkę dzieciństwa i przywołuje atmosferę moich świątecznych, dziecięcych lat. A ponieważ zbliżają się święta, wspomnienie znów ożywa.

środa, 2 grudnia 2009

Iwanow-Szajnowicz

Zdjęcie oryginalne z archiwum domowego. Własność rodziny Zakrzewskich.


„Wysłali mnie Anglicy. W rzeczywistości jednak jestem wysłannikiem tej Polski, która nigdy nie ustanie w walce z waszym najazdem”


Tak odpowiedział postawiony przed sądem okupacyjnym Jerzy Szajnowicz Iwanow, jeśli znany Polakom to pod nazwą Agent nr 1. Do zapoznania się z jego piękną biografią zachęcam i odsyłam pod ten adres: http://www.rp.pl/artykul/275929,332305.html. Więcej i ładniej nie potrafię napisać.

Naprawdę warto przypomnieć sobie tak znakomitą i niezwykłą postać. Odsyłam również do filmu, który powstał na kanwie przeżyć wojennych Szajnowicza „Agent numer 1”

Przed wojną Jerzy Iwanow-Szajnowicz był sportowcem, pływakiem. Pływał z niezłym skutkiem i niezłymi osiągnięciami. Tym bardziej jestem z tego dumna, gdyż w reprezentacji Polski razem z Szajnowiczem i innymi wybitnymi sportowcami, pływał mój dziadek-bramkarz.
Poniżej przedstawiam fotografię reprezentacji Polski w waterpolo w składzie:

bramkarz: Jan Zakrzewski Legia Warszawa

obrona: Kazimierz Karpiński AZS ; Adam SzczepańskiPTGN Śląsk ; Oskar Halor EKS Katowic

atak: ? Jankowski EKS Katowice; ? Jędrysek TPGN Śląsk; Jerzy Iwanow-Szajnowicz AZS Warszawa (trzeci z lewej).

Zdjęcie objęte jest prawami autorskimi znajdującymi się w posiadaniu mojej rodziny.