
Przymioty ciała i ducha, często, dobry Pan Bóg dzieli sprawiedliwie. Jednemu daje rozum, drugiemu klasę, trzeciemu piękną dusze, a jeszcze innemu urodę.
Jej nie poskąpił niczego, prócz lekkiego losu.
Helena Grossówna- jedna z najbardziej rozpoznawalnych aktorek kina przedwojennego. Miała świeżość, delikatność, wdzięk, urodę, dziewczęcość, a jej talent i urok bez przeszkód torował drogę do ludzkich serc. Nie dziwi więc zatem fakt, że była obsadzana w rolach głównych, jako partnerka największych amantów ówczesnego kina.
Zaczęła od tańca. W rodzinnym Toruniu uczęszczała do szkoły baletowej. Śpiewała w chórze kościelnym. Początkowo występowała w teatrach lokalnych jako statystka, potem również w balecie teatralnym. W Paryżu odbyła kursy baletowe pod okiem mistrzów. Po powrocie występowała na deskach Opery Poznańskiej. Założyła nawet własną szkołę baletową.
W Warszawie grywała w teatrach muzycznych. Stąd, do wielkiej kariery, dzielił ją tylko krok. Jej debiutem był film pt „Kochaj tylko mnie”, gdzie zagrała drugoplanową, lecz ważną dla fabuły rolę. Występowała w sławnych warszawskich kabaretach Qui pro Quo i Cyrulik Warszawski. Potem główne role posypały się jak rzęsisty deszcz. Zagrała w siedemnastu przedwojennych, kasowych filmach u boku takich sław jak: Eugeniusz Bodo, Aleksander Żabczyński, Adolf Dymsza, Ludwik Sempoliński, Józef Orwid, Antoni Fertner.
Ze swoim temperamentem i urodą mogła grywać tylko młode, cudowne dziewczyny. Miała wyjątkową świeżość, serdeczny uśmiech, wyrazistą twarz, sylwetkę pełną werwy i życia, dlatego nie dziwne, że publiczność zakochała się w niej na zabój.
Obsadzano ją głównie w filmach lekkich, zwykle w komediach. Grywała młode temperamentne panienki, córki arystokratów i przedsiębiorców ( :Zapomniana Melodia”), grzeczne dziewczyny z dobrego domu, tajemnicze nieznajome ( „Piętro wyżej”, „Paweł i Gaweł”), wesołe służące („Dodek na froncie”). Jej kariera trwały by zapewne o wiele dłużej, gdyby nie wybuch II wojny światowej.
Grossówna rozdział życia z napisem -„kariera filmowa” zamknęła z trzaskiem, otwierając nowy-"walkę z okupantem", a piękne filmowe kreacje zamieniła na żołnierski mundur. Rzadko którą kobietę było by na to stać. Służyła w jednej ze specjalnych komórek AK. Po trzydziestym dziewiątym, w teatrze jawnym, wystąpiła jeszcze kilka razy, ale, chyba szybko zorientowała się, że nie powinna tego robić. W okupowanej Warszawie, prócz służby w AK, pracowała jako kelnerka. Podczas Powstania Warszawskiego, pod pseudonimem „Bystra”, w stopniu porucznika, dowodziła batalionem AK „Sokół”.
Tak wspominają ją podkomendna Teresa Wenta:
„Był moment, kiedy była u nas krwawa dyzenteria. To było coś strasznego. (…) Komendantką dziewcząt była u nas aktorka Helenka Grossówna, przeurocza. Ona mówi: „Wyleczę was.” Było bardzo dużo wina wszędzie w piwnicach. Ona nam grzała wino. Grzane wino jest dobre jak się zrobi z przyprawami, z goździkami i z cukrem chyba. Nic nie było. Rano każda musiała wypić kubek grzanego wina. Od tej pory żadnego wina grzanego nie lubię, niech ono będzie najlepsze. Ale to pomogło.”
Po klęsce Powstania została aresztowana i umieszczona w przejściowym obozie jenieckim Gross-Lubars. Potem wywieziona została do Stalagu VIC Oberlangen. Warunki w obozie były tragiczne. Pomoc Czerwonego Krzyża nie docierała z racji błędnych informacji o likwidacji obozu.
Stalag został wyzwolony przez armię generała Stanisława Maczka, w której oficerem był jej przyszły mąż- Tadeusz Cieśliński. Tam się poznali i powrócili razem do Polski.
Jak się słusznie należy domyślać, w powojennej Polsce nie mogli zaznać spokoju. Żołnierz AK i oficer Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, nie mogli, z przyczyn politycznych, zaznać spokoju i szczęścia w zniewolonej ojczyźnie, o którą tak żarliwie walczyli. Z pewnością spotkało ich wielkie rozczarowanie i bieda.
Helena Grosówna powróciła do zawodu. Pracowała głównie w teatrze „Syrena”. Z przyczyn politycznych kontynuacja kariery, tak nagle przerwanej, nie była wcale możliwa. Pamiętam jej wymowny smutek na twarzy w jednym z kilku filmów, w których zagrała niewielkie role. W ekranizacji „O dwóch takich co ukradli księżyc”, zagrała matkę urwisów. W takich filmach jak: „Czerwone pończochy”, „Zbrodniarz i panna”, „Niekochana”, zagrała niewielkie, ale (dla mnie) ważne role. W 1964 roku definitywnie zakończyła karierę.
Na emeryturze zajmowała się domem, ogródkiem i wnukiem. Pomimo ciężkich wojennych przeżyć, pomimo niedoli powojennej, pozostała uroczą, skromną, pogodną, cudowną kobietą, którą cudownie się wspomina, a wręcz obowiązkiem jest o niej pamiętać. Ja na pewno nie zapomnę.
Jej nie poskąpił niczego, prócz lekkiego losu.
Helena Grossówna- jedna z najbardziej rozpoznawalnych aktorek kina przedwojennego. Miała świeżość, delikatność, wdzięk, urodę, dziewczęcość, a jej talent i urok bez przeszkód torował drogę do ludzkich serc. Nie dziwi więc zatem fakt, że była obsadzana w rolach głównych, jako partnerka największych amantów ówczesnego kina.
Zaczęła od tańca. W rodzinnym Toruniu uczęszczała do szkoły baletowej. Śpiewała w chórze kościelnym. Początkowo występowała w teatrach lokalnych jako statystka, potem również w balecie teatralnym. W Paryżu odbyła kursy baletowe pod okiem mistrzów. Po powrocie występowała na deskach Opery Poznańskiej. Założyła nawet własną szkołę baletową.
W Warszawie grywała w teatrach muzycznych. Stąd, do wielkiej kariery, dzielił ją tylko krok. Jej debiutem był film pt „Kochaj tylko mnie”, gdzie zagrała drugoplanową, lecz ważną dla fabuły rolę. Występowała w sławnych warszawskich kabaretach Qui pro Quo i Cyrulik Warszawski. Potem główne role posypały się jak rzęsisty deszcz. Zagrała w siedemnastu przedwojennych, kasowych filmach u boku takich sław jak: Eugeniusz Bodo, Aleksander Żabczyński, Adolf Dymsza, Ludwik Sempoliński, Józef Orwid, Antoni Fertner.
Ze swoim temperamentem i urodą mogła grywać tylko młode, cudowne dziewczyny. Miała wyjątkową świeżość, serdeczny uśmiech, wyrazistą twarz, sylwetkę pełną werwy i życia, dlatego nie dziwne, że publiczność zakochała się w niej na zabój.
Obsadzano ją głównie w filmach lekkich, zwykle w komediach. Grywała młode temperamentne panienki, córki arystokratów i przedsiębiorców ( :Zapomniana Melodia”), grzeczne dziewczyny z dobrego domu, tajemnicze nieznajome ( „Piętro wyżej”, „Paweł i Gaweł”), wesołe służące („Dodek na froncie”). Jej kariera trwały by zapewne o wiele dłużej, gdyby nie wybuch II wojny światowej.
Grossówna rozdział życia z napisem -„kariera filmowa” zamknęła z trzaskiem, otwierając nowy-"walkę z okupantem", a piękne filmowe kreacje zamieniła na żołnierski mundur. Rzadko którą kobietę było by na to stać. Służyła w jednej ze specjalnych komórek AK. Po trzydziestym dziewiątym, w teatrze jawnym, wystąpiła jeszcze kilka razy, ale, chyba szybko zorientowała się, że nie powinna tego robić. W okupowanej Warszawie, prócz służby w AK, pracowała jako kelnerka. Podczas Powstania Warszawskiego, pod pseudonimem „Bystra”, w stopniu porucznika, dowodziła batalionem AK „Sokół”.
Tak wspominają ją podkomendna Teresa Wenta:
„Był moment, kiedy była u nas krwawa dyzenteria. To było coś strasznego. (…) Komendantką dziewcząt była u nas aktorka Helenka Grossówna, przeurocza. Ona mówi: „Wyleczę was.” Było bardzo dużo wina wszędzie w piwnicach. Ona nam grzała wino. Grzane wino jest dobre jak się zrobi z przyprawami, z goździkami i z cukrem chyba. Nic nie było. Rano każda musiała wypić kubek grzanego wina. Od tej pory żadnego wina grzanego nie lubię, niech ono będzie najlepsze. Ale to pomogło.”
Po klęsce Powstania została aresztowana i umieszczona w przejściowym obozie jenieckim Gross-Lubars. Potem wywieziona została do Stalagu VIC Oberlangen. Warunki w obozie były tragiczne. Pomoc Czerwonego Krzyża nie docierała z racji błędnych informacji o likwidacji obozu.
Stalag został wyzwolony przez armię generała Stanisława Maczka, w której oficerem był jej przyszły mąż- Tadeusz Cieśliński. Tam się poznali i powrócili razem do Polski.
Jak się słusznie należy domyślać, w powojennej Polsce nie mogli zaznać spokoju. Żołnierz AK i oficer Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, nie mogli, z przyczyn politycznych, zaznać spokoju i szczęścia w zniewolonej ojczyźnie, o którą tak żarliwie walczyli. Z pewnością spotkało ich wielkie rozczarowanie i bieda.
Helena Grosówna powróciła do zawodu. Pracowała głównie w teatrze „Syrena”. Z przyczyn politycznych kontynuacja kariery, tak nagle przerwanej, nie była wcale możliwa. Pamiętam jej wymowny smutek na twarzy w jednym z kilku filmów, w których zagrała niewielkie role. W ekranizacji „O dwóch takich co ukradli księżyc”, zagrała matkę urwisów. W takich filmach jak: „Czerwone pończochy”, „Zbrodniarz i panna”, „Niekochana”, zagrała niewielkie, ale (dla mnie) ważne role. W 1964 roku definitywnie zakończyła karierę.
Na emeryturze zajmowała się domem, ogródkiem i wnukiem. Pomimo ciężkich wojennych przeżyć, pomimo niedoli powojennej, pozostała uroczą, skromną, pogodną, cudowną kobietą, którą cudownie się wspomina, a wręcz obowiązkiem jest o niej pamiętać. Ja na pewno nie zapomnę.
Źródła RMF Classic: „Odeon” Stanisław Jasiński- Helena Grosówna
Artykuły prasowe
Materiały Muzeum Powstania Warszawskiego, Wspomnienia Teresy Wenty, Alina Jasińska Matuszewska ( www.1944.pl)
Zdjęcie: fdb.pl