środa, 7 kwietnia 2010

Robert Baden-Powell







"Oto dewiza skauta: dopóki nie jesteś martwy nie mów, żeś nieboszczyk."
— Robert Baden-Powell










Często ludzie zdają się zapominać, że mają jedno życie. Uśmiercają się zawczasu, Są znudzeni , zniechęceni. Brak im motywacji do dalszego istnienia. Zombi za życia, tak, często widzi się takich wśród nas.

Chciałabym dzisiaj przypomnieć tą właśnie postać- Roberta Baden-Powella. Postać pełną młodzieńczego wigoru, zapału, chęci do realizowania swojego życia w sposób twórczy, wartościowy i altruistyczny.


Pochodził z bardzo elitarnej rodziny angielskiej. Jego zainteresowanie mundurem, życiem militarnym zainspirowane i pobudzone zostało w nim przez dziadka –wojskowego, który w dzieciństwie, barwnymi opowieściami o wspaniałych przygodach, zaszczepił w nim pragnienie przeżywania przygód. Od najmłodszych lat dziadek kształcił w nim umiejętności, tropienia zwierząt, obserwacji natury i orientacji w terenie.

Prócz tego rozwijał swoją sprawność fizyczną, zaniedbując inne ważne przedmioty szkolne, które uważał za mniej potrzebne. Jego charyzma ujawniła się już wówczas, kiedy to pobudzał swoich rówieśników do kreatywnych zabaw, podchodów, tropienia i ucieczek. Wykazywał się znakomitą wiedzą w tej dziedzinie, umiejętnościami organizatorskimi oraz pedagogicznymi. Te umiejętności oraz ponadprzeciętna sprawność, zaowocowały dostaniem się do akademii wojskowej. Dzięki wspaniałym wynikom wstępnym , miał możliwość wybrania jednostki. Wybrał kawalerię stacjonującą w Indiach, o których w dzieciństwie opowiadał mu dziadek.

Był doskonale przygotowany do służby wojskowej i niestety, wykłady i nauka okazały się dla niego nudne i nieciekawe. Nudę zabijał obserwacją hinduskich myśliwych, jednocześnie ucząc się języka hindi. W międzyczasie organizował gry i zabawy dla dzieci, pisał książkę i tworzył rysunki dla czasopisma „Graphic”.
Szkołę skończy w przyspieszonym tempie, ze względu na postępy, z wyróżnieniem i stopniem oficerskim.
Po szkole zajął się szkoleniami rekrutów, ale narzucony system szkolenia uznał za nie dość dobry. Zajął się tworzeniem swojego.

W Afganistanie, do którego przeniósł się wraz z jednostką, organizował występy aktorskie dla znudzonych pobytem żołnierzy i dalej szkolił rekrutów i młodych. Jego technika zwiadu nazwana skautingiem znalazła zainteresowanie i uznanie dowództwa. W międzyczasie opublikował swoją pierwszą książkę:„Służba rozpoznania i łączności”.
System skautingowy sprawdził się w Afryce podczas wypraw przeciwko plemionom afrykańskim. Dzięki swym osiągnięciom, Baden-Powell szybko zdobywał kolejne stopnie wojskowe. Po wojnie burskiej, w której brał czynny udział, został awansowany na najmłodszego generała w armii angielskiej.

Rosnąca popularność jego książki „Poradnik skautingu” skłoniła go do zajęcia się głownie szkoleniami i nauką młodych adeptów wojska i policji. Popularność zyskał również wśród młodzieży, która chętnie czytywała jego książki.

To szczególnie na jej szkolenie B-P nastawił się w późniejszych latach. Organizował obozy skautingowe dla młodych chłopców, ucząc ich przetrwani w warunkach naturalnych. Uczył tropienia zwierząt, rozumienia natury, postępowania zgodnie z jej zasadami. Jednoczył młodzież ze sobą. Uczył przyjaznej współpracy między rówieśnikami. Tworzył współpracujące ze sobą, posiadające moralny kodeks, grupy. Stworzył prawo, które opierało się na najważniejszych zasadach etycznych: obowiązek wobec Boga, obowiązek wobec bliźnich, obowiązek wobec samego siebie. Stworzył niezłomny kodeks prawdziwego skauta i bezwzględnie wymagał postępowania według jego zasad od grup jemu podległych.

Idea Baden-Powella ogarnęła cały świat, dotarła również do Polski. To na jej podwalinach oparły się organizacje takie jak organizacja Młodzieży Niepodległościowej „Zarzewie”, Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, Ruch Etyczny „Eleusis”, a potem Harcerstwo Polskie.

Dzięki skautingowi młodzież na całym świecie mogła w okresie dorastania przeżywać wspaniałe chwile na obozach, zdobywać umiejętności współżycia z naturą, postępowania zgodnego z przyjętym moralnym kodeksem, uczyć się współżycia z rówieśnikami, wzajemnej pomocy. Wszystko w postaci zabawy, na pół serio, doskonale wpajało młodym prawidłowe postawy społeczne, odwagę, prawość , męstwo i przekonanie, że walka o szczytne idee zawsze trwa do końca.

Nigdy nie zapominajmy, ze Baden-Powell obudził w młodzieży drzemiące potężne siły młodego ducha. Ruch, który w polskich warunkach zrodził młodzież, która przekroczyła wszystkie granice męstwa, poświęcenia, odwagi, altruizmu i bratniej miłości w POWSTANIU WARSZAWSKIM.

9 komentarzy:

  1. O popatrz... nigdy jakoś nie zastanawiałam się kto to wszystko zapoczątkował... :) dziekuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dałaś znowu do myślenia ....

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wyobrażałam sobie wakacji bez obozu harcerskiego, byłam co roku, przez sześć kolejnych lat, w Piecniku, ktoś był w Piecniku? :) Dobrze wspominam te czasy i rzeczywiście uczyli nas skautingu.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Mota, byłam harcerką: w podstawówce należałam do Harcerstwa Polskiego, a w liceum wstąpiłam w szeregi HR – Harcerstwa Rzeczypospolitej, które kultywowało kodeks zapoczątkowany przez Andrzeja Małkowskiego oraz jego żonę Olgę Drahonowską-Małkowską (zainspirowanych skautingiem B-P), wracając do korzeni idei harcerstwa i odrzucając indoktrynację komunistyczną. Przywołałaś wspomnienia i wywołałaś duchy przeszłości, młodzieńczego idealizmu; to były niezwykłe czasy, które mocno mnie ukształtowały i na pewno ciągle promieniują na moje obecne życie. Chciałabym w takim duchu wychowywać swoją córkę, choć czasy nie sprzyjają takiemu idealizmowi. A może właśnie na przekór czasom... Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Monisiu z wielkim zainteresowaniem przeczytałam tę historię. Powiem Ci, że pamiętam z mojego dzieciństwa nazwę ulicy przy której mieszkałam, właśnie Baden-Powell'a - w Szczecinie. Nazwa ta obowiązywała przez kilka lat a potem ulicę przemianowali na St. Dubois'a, oczywiście nie wiem dlaczego. Przyznam teraz po latach, że nigdy ani przedtem ani potem nie wiedziałam nic o właścicielu tego nazwiska - aż do dzisiaj, dzięki Ci za to przypomnienie. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mia- cała przyjemność po mojej stronie :)

    eurasku- swojego czasu ja również byłam dość mocno zaangażowana. Śpiewaliśmy nawet piosenkę o Baden -Powellu:
    1. Czinczinel, Czinczinel, Czinczinella
    To była banda Baden-Powella.
    O Filadelfio, o Filadelfio.
    O Fila-del-del-del-del-fio.

    2. Izabel, Izabel, Izabella
    to była córka Baden-Powella.
    O Filadelfio, o Filadelfio.
    O Fila-del-del-del-del-fio.

    3. Jedzmy groch, jedzmy groch, jedzmy kaszę
    Jedzmy najlepszą strawę naszą.
    O Filadelfio, o Filadelfio.
    O Fila-del-del-del-del-fio.

    4. Kipi groch, kipi groch kipi kasza
    kipi najlepsza strawa nasza.
    O Filadelfio, o Filadelfio.
    O Fila-del-del-del-del-fio.

    OdpowiedzUsuń
  7. kate- nigdy tam nie byłam , za to wspominam obozy w lasach nadmorskich osadzonych głęboko w lesie. Pamiętam, że łazienka ze stołówka była tak daleko, że jak się doszło do obozu po kolacji, znów było się głodnym. Względnie, kiedy umyło się nogi do wieczornego sprawdzania- po powrocie były znów brudne :) Co za piękne czasy :)

    Jolu- byłam kiedyś przyboczną drużynowego i nosiłam zielony sznur. Chociaż patent miałam jedynie na zastępowego.
    Pamiętam chwilę przyrzeczenia harcerskiego i moment darowania mi krzyża- łzy pamiętam do dziś, choć miałam 12 lat.
    To były czasy głębokiej komuny, ale mnie, dziecku, to kompletnie nie przeszkadzało. Nadal wspaniali pedagodzy uczyli szczytnych idei ( z pewnymi modyfikacjami, których chyba nie zauważałam jako dziecko).Po za tym ustrój ustrojem, a ludzie sobie :) Przemycano nam wspaniałe szczytne idee. Śpiewaliśmy o rzeczach teoretycznie zakazanych. O walkach , o Powstaniu Warszawskim, chodziliśmy na mszę w mundurach.
    Bardzo cieszę się, że wzbudzam ciepłe wspomnienia sprzed lat. Myślę Jolu, że nie będziesz miała problemu wychować Tatianki właśnie w duchu tych idei. One są w Tobie :)

    Grasza- sądzę, że nazwisko Baden-Powella kojarzyło się nazbyt z Harcerstwem sprzed 89 roku. Może to było powodem zmiany nazwy ulicy, a może po prostu, coraz mnie ludzi go zna, a szkoda.

    Margo- to ja dziękuję Tobie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. No to uśmiech posyłam :)

    przypomniałam sobie jak zdobywałam jedną ze sprawności, akurat byłam na obozie w okolicach pól grunwaldzkich, musiałam spędzić dobę poza obozem jedynie z finką, oczywiście w mundurku... fajnie było... zwiedziłam okolicę, poznałam fajnych ludzi, i jak dzisiaj o tym myślę, to zastanawiam się, że nie było we mnie lęku, tylko, że w tedy nie miałam takiej wiedzy jak dzisiaj o różnych zagrożeniach... poza tym wszystkich mierzyłam moją miarą :)

    To był dobry czas, przez sześć lat... dzięki którym oblazałam góry nasze i nie tylko, nauczyłam się przetrwać w każdym środowisku, zrobić coś z niczego i przede wszystkim, pozbyłam się kompleksów wszelkich :)

    dzięki Mota... dziękuję, że mnie budzisz :)

    OdpowiedzUsuń

Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska

Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...