środa, 3 marca 2010

Fryderyk Jarosy


"Węgier z pochodzenia, Polak z przekonania, stał się własnością Warszawy i polskiego Londynu. Zostawił po sobie najlepsze wspomnienia jako artysta, dyrektor, przyjaciel, człowiek”
( Kazimierz Krukowski)

Uzupełniając powyższe, z urzędu Austriak, ponieważ posiadał obywatelstwo tego kraju. Czytając lekturę na temat Jarosyego, postanowiłam zobaczyć jego postać w formie „ruchomej”. Pogrzebałam w swoich zasobach i oto w przedwojennym filmie z Mirą Zimińska- „Papa się żeni,” znalazłam.

Miał ciepły, zdecydowany głos z wdzięcznym „wschodnim", modnym natenczas akcentem. Należy koniecznie zaznaczyć, że przyjechał do Polski w wieku 35 lat, bez podstaw znajomości języka polskiego i wkrótce potem stał się najbardziej znanym konferansjerem kabaretowym w całej przedwojennej Warszawie. Jego talent do języków sprawił, że przyswoił „polski” zadziwiająco szybko i posługiwał się nim w sposób wykwintny i z klasą.

„Od pierwszej chwili pokochano go. Miał wdzięk, miał i tę nieokreśloną zdolność nawiązania kontaktu z publicznością.” (Tadeusz Boy-Żeleński)
Stał się ważną osobistością życia kulturalnego stolicy. Był uznawany, kochany, rozpoznawalny i zamożny. Jego trwałym i nieocenionym wkładem w klasykę polskiej sceny jest odkrycie takich sław jak: Hanka Ordonówna, Bronisław Horowicz, Stefania Grodzieńska i Jerzy Jurandot.
Przy tym wszystkim był szalenie miłą, lubianą osobą w środowisku poetów, aktorów, kompozytorów i krytyków.

***

Przyjął na siebie trudny los polskiego Narodu i nie wyrzekł się go do ostatnich chwil swojego życia. Trudne losy Polaków stały się jego świadomym wyborem. Po wybuchu II wojny światowej stracił wszystko co zbudował. Z austriackim paszportem mógł wyjechać i żyć spokojnie poza piekłem wojny. Pozostał, a to przyniosło mu areszt przez Gestapo, tułaczkę, ukrywania, obóz w Buchenwaldzie.
Przetrwał to i po wojnie znów pragnął powrócić do teatru. Szukał zagubionych aktorów po zawierusze wojennej, z których pomocą, założył teatr „Cyrulik Warszawski”, występujący na emigracji.
***

Ostatnie lata życia były dla niego przykre i upokarzające. Jako starszy człowiek, nie mógł znaleźć zajęcia zarobkowego. Duma, bieda, pokora i zasiłek –ot czego się doczekał pod koniec swoich trudnych lat życia. W Londynie, schorowany i wyczerpany przeżyciami wojennymi cierpiał niedostatek.
Czy gdyby wiedział, że Polakom los gotuje trudne życie, zdecydowałby się na przyjęcie takiego dziedzictwa?

A odpowiedzią niech będzie ten cytat:
„Kochany mój, najdroższy Julek!(Tuwim) Na niczym się nie znam, prócz jednym: że kocham i uwielbiam Cię niezmiennie i płakałem jak bóbr, kiedy ukrywając się przed gestapo, dostałem w swoje ręce Twoje "Kwiaty Polskie". Jesteś i zostajesz na zawsze jednym z moich najcenniejszych wspomnień mego cygańskiego życia. Całuję z całego serca-Twój Jarosy” (Fryderyk Jarosy)

***

Cytaty: „Była sobie piosenka” Anna Mieszkowska, WWL MUZA SA, Warszawa 2006

P.S.

Ta książka została przeze mnie wygrzebana z upokarzających przecen. 9,90 zł z 49,90 za piękne wydanie w twardej oprawie. Cena upokarzająca dla autora, którego książka jest jakby dzieckiem. Cena, która osądza również czytelników, zwłaszcza, że lektura traktuje o rzeczach ważnych.
Fotografia pochodzi z portalu : www.e-teatr.pl ( artykuł Polak humoris causa) po mojej korekcie

11 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Następna ciekawa postać. E.Bodo teraz F Jarosy ... obcokrajowcy, a jednak POLACY, z wyboru!!
    Wsapaniali ludzie, którzy ukochali Polskę dając nam wspaniały przykład
    Poruszyłas bardzo ważny temat - język polski !!
    Obecna "nibyinteligencja" nie potrafi mówić i pisać. Zamist eleganckiej polszczyzny w użyciu jest jakiś bełkot, niczym sms.
    Jeszcze niedawno, tak ładnie bronilismy się przed rusyfikacją, obecnie łatwo poddajemy sie amerykanizacji.


    czemu?

    OdpowiedzUsuń
  3. Marzy mi się powrót do mody na piękną polszczyznę. Prawidłowe i staranne wymawianie wyrazów. Stosowanie bogatej palety słów. I powrotu szlachetniej maksymy J. Słowackiego:

    "Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa".

    Po polsku- dodam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasami w antykwariatach można wyłowić prawdziwe perełki. Parę lat temu udało mi się wygrzebać w jednym z zatęchłych łódzkich antykwariatów pierwsze wydanie Srebrnego i czarnego Jana Lechonia. Książeczka z 1924 r., tym cenniejsza, że ukazało się zaledwie 15 egzemplarzy. Dałem za nią 5,50 PLN. Nie wiem, jak antykwariusz mógł coś takiego przeoczyć...

    OdpowiedzUsuń
  5. Prawdziwe bystre oko.
    W tym przypadku rzecz idzie o nową książkę. wiem jakim przekleństwem dla autorów jest rzucanie ich dorobku na "tanią książkę". To jakby policzek...

    OdpowiedzUsuń
  6. Kawałek historii polskiej kultury. Nie znam jej aż tak dobrze od tej strony, którą prezentujesz. Owszem, nazwisko Jarosyego kojarzę z teatrem, ale dopiero czytając Twojego posta, tworzę sobie w miarę spójną wizję dorobku tego zapomnianego artysty. Mota, wielki szacunek dla Twojej pracy i pasji. Podziwiam. Serdeczności. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Trafilam do Ciebie od Nettiki, fajny masz blog i ciekawy. Powracajac do poprzedniego wpisu to Patrik Jablonski wlasnie wydal nowa plyte z okazji rocznicy Chopina " Piano Pearls " mysle, ze moze byc dobra...!
    Pozdrawiam serdecznie. M

    OdpowiedzUsuń
  8. Serdecznie dziękuję za wszystkie wpisy. Naprawdę bardzo się cieszę i jestem wdzięczna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawsze się wzruszam gdy czytam i oglądam stare, przedwojenne wspomnienia o wykonawcach pięknych (SŁOWA!!!) piosenek. Może teraz słucha się ich jak coś co trąci myszką. Ale to nieprawda, To nie wina wykonawców, lecz techniki fonograficzne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedyś Stefania Grodzieńska powiedziała, że Jarosyego zabrakło w młodym, powojennym polskim kabarecie. To chyba prawda. Ten człowiek miał genialny dar wyławiania i formowania talentów. Nawet Irena Kwiatkowska debiutowała u niego w 1937. Nie wspomnę o Ordonce i innych talentach, które formował. Wie ktoś może coś więcej o debiucie Kwiatkowskiej? Czasem zastanawiam się kogo by jeszcze odkrył... A powojenne ścieżki rzeczywiście miał trudne i kręte. Szukam wszystkiego na jego temat, ale nie znalazłam żadnych negatywnych wspomnień o nim. Klasa sama w sobie. Pani Grodzieńska to też jego szkoła. Nie dziwię się, że do końca życia kochała go miłością pensjonarską. W drugiej połowie lat 50tych nagrał wywiad dla Radia Wolna Europa. czy gdzieś można dotrzeć do tego wywiadu? To wtedy powiedział, że jest Polakiem humoris causa

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdarzyło mi się czytać inne wspomnienia , ale są one znikome i niezbyt wyraziste. Myślę, że tak świetna osobistość nie jest w stanie zblednąć, nawet, gdy ktoś powie o nim coś mniej miłego.

    Mam nagranie "Dymku z papierosa", wywiadu, chyba ostatnim w życiu Jarosego. Płyta z tym nagraniem, była dołączona do książki, której tytuł i autora podałam w bibliografii.
    Pozdrawiam i cieszę się, że jest tyle osób pamiętających jeszcze "humoris causa".
    Bardzo mnie wzruszył.

    OdpowiedzUsuń