sobota, 6 marca 2010

PLASTER


Zepsuł mi się ciśnieniowy ekspres do kawy. Taki starodawny zaparzacz, sprzedawany w „Pożegnaniu z Afryką”. Istotną część zaworu ciśnieniowego, który gdzieś przepadł, zastąpiłam, z powodzeniem, łyżeczką do herbaty.
Wspaniały patent, i nie musiałam wydawać pieniędzy na naprawę.
Zdziwiłam się, gdy po obejrzeniu mojego znakomitego wynalazku znajomy powiedział mi, że właśnie dlatego, w Polsce, nie powinno być elektrowni atomowych.
-Co ma piernik do wiatraka?

***

Wydawało mi się, że jestem zaradna i oszczędna, nawet byłam dumna ze swojej pomysłowości. Pominęłam tylko straty energii na wadliwym zaworze. Nie uzmysłowiłam ich sobie po prostu. Koszt naprawy okazał się wielokrotnie niższy, niż straty energii spowodowane wadliwym działaniem sprzętu. Ot i cała oszczędność.
Jako społeczeństwo, jesteśmy mistrzami prowizorek. Mało tego, uważamy je za trwalsze od rozwiązań radykalnych i prawdziwie naprawczych.

***



Znając i wstydząc się powyższego, jak w „olśnieniu schizofrenicznym”, nareszcie zrozumiałam, jak wielką i niezastąpioną rolę, w naszych placówkach służby zdrowia, spełnia PLASTER.


Plaster, to nieocenione dobrodziejstwo szpitali i do tego bardzo tanie. Uniwersalność tego dobrodziejstwa jest wprost nie do uwierzenia i nie do ocenienia.

Służy do zabiegów specjalistycznych. Przykleja się nim dreny, rurki intubacyjne, worki, kabelki od aparatury, zasłony na stole operacyjnym, oznacza się narzędzia ( te niejałowe) i leki.
Okleja rany pooperacyjne i nie tylko. Uszczelnia ssaki, maseczki tlenowe, nieszczelny sprzęt, cieknące płyny w butelkach. Używa się go do montażu sprzętów szpitalnych. Udoskonala nim niedoskonałe urządzenia.

W zapleczu szpitalnym okleja się wanny, naczynia do sterylizacji, pakiety i zestawy zabiegowe, oznacza się pobrane preparaty i materiał do badań. Plastrem zakleja się nieszczelne okna i wiejące dziury na salach chorych. Domyka się niedomykalne okna, zawiesza kroplówki ( chociaż tu, plaster ustępuje kolejnej zdobyczy techniki-bandażowi). Okleja wenflony, opatrunki, okłady, kompresy.

W toaletach, wdzięcznie służy jako gazetka ścienna z lakonicznymi informacjami dla pacjentów typu: „nieczynne”, „nie kąpać się w wannie”, „prysznic tylko przed wizytą”, „tylko dla personelu”.

Służy jako etykiety do leków i kroplówek, jako zamknięcie do szafek z lekami, jako zakładka do dokumentacji, jako uzupełnienie ubioru personelu ( zamiast guzika), jako identyfikator, jako znacznik w kalendarzu, jako niezastąpiony łącznik rzeczy rozdartych, rozpadniętych, rozerwanych, rozklekotanych, zużytych i generalnie pamiętających czasy, kiedy elementem scalającym cegły były jajka.

Smutną rzeczą jest to, że w latach dziewięćdziesiątych, w szkołach medycznych uczono personel zaradności właśnie taką uniwersalną metodą: Nie wiesz co robić? Użyj plastra. Wtedy było to może uzasadnione, ale stan taki nie może trwać w XXI wieku.


Tę smutną prawdę naszych czasów trudno pozostawić bez komentarza. Można się śmiać, można dyskutować, ale co dalej?

Sytuacja się zmienia, kiedy ty sam leżysz na stole i masz świadomość, że właśnie przystępują do ciebie skądinąd bardzo zdolni, wykształceni i mądrzy , ale w wielkim stopniu, ograniczeni w swoim działaniu lekarze.
Ograniczenia są spowodowane nie tylko ubogością sprzętową, ale również plastrem mentalnym*, który to na ich umiejętności i fachowość nakleja wszechwładny urzędnik funduszu.
Tak w ten sposób młodzi, zdolni i sfrustrowani lekarze, ze związanym rękoma, wyjeżdżają za granicę. Nie tylko by godniej zarabiać, ale by godnie pracować, wykorzystując wszelkie możliwe środki i sprzęty, oraz swoją wiedzę do ratowania ludzi.

A sytuacja u nas w kraju pozostaje bez zmian. Chorzy, cierpiący, starsi, ale też i młodzi, biedni ludzie, powiązani plastrem czekają dobrej nowiny. Czekają na rzetelne leczenie, na wyrok i szczęście w nieszczęściu, że ich choroba jest w spisie chorób, których leczenie jest refundowane. Czekają na decyzję urzędnika, czy pacjent będzie mógł być leczony czy nie. Czy jego stan rokuje powrót do produktywności sprzed choroby, by mógł ponownie być przydatny jako podatnik.

Tu, niemający nic wspólnego z medycyną urzędnicy, stają w roli boskiej, decydując na papierze o życiu ciężko chorych ludzi. Tłumacząc się przepisami i prawem, zwalniają się z odpowiedzialności i uwalniają od wyrzutów sumienia.

Mam dla nich jedną cenną radę:

Jeśli bezsenną nocą, oczy nie będą chciały im się zamknąć do snu, polecam PLASTER.


*Plaster mentalny- myślenie w kategoriach podpisanych kontraktów , które określają konkretnie ilość, rodzaj wykonanych i refundowanych zabiegów. Myśli o dopasowaniu się do wymogów kontraktu, zaważają na decyzji o sposobie i jakości opieki i leczenia.

11 komentarzy:

  1. zaparzacz- elektrownia nuklearna... zablokowanie zaworu bezpieczeństwa "sposobem", nawet nie wiesz jaki fajny granat sobie zrobiłaś. Na szczęście nie doszło do zatkania wylotu. Nasza mentalność ,,zaplastrowania'' wszystkiego co uległo awarii dowodzi, że najpierw musimy poprawić naszą kulturę techniczną, a potem budować elektrownie atomowe ( patrz Czarnobyl)
    Znowu pojawia się słowo kultura ... bo jak na razie kulturalnie nie leczy się "nie rokujących" płatników podatku .... itd itd
    ehhhhh- nie chce się pisać :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do ekspresu ciśnieniowego, w ubiegłym roku naszą rodzinę i nasz dom dopadł łańcuch katastrof: powódź, ruina mieszkania (nowego, kupionego na kredyt i urządzonego na kredyt), a to, co się uratowało, zaczyna nam powoli płatać figle. Tak właśnie zawiódł nas jakiś czas temu ukochany ekspres ciśnieniowy. Jesteśmy smakoszami kawy i trudno nam się obejść bez tego urządzenia. Ekspres nie nadaje się do naprawy. Jedynie do utylizacji. Na razie żyjemy bez naszego lokum (w mieszkaniu zastępczym przydzielonym przez miasto) i bez dobrej kawy. Minimalizm.
    A wracając do naszej niezbyt pocieszającej rzeczywistości, na wypłatę odszkodowania od ubezpieczyciela czekamy już 8 miesięcy (mieliśmy ubezpieczone mieszkanie). I tak jest w każdej dziedzinie. Na coś, co nam się należy, bo za to płacimy, czeka się po kilka, kilkanaście miesięcy. Najgorzej, gdy dotyka to ludzi bardzo chorych, którzy nie mogą tyle czekać. Smutny post i nastroił mnie jakoś tak pesymistycznie. :(
    Życzę miłego popołudnia. Mimo wszystko. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Umarek- zdaje sobie sprawę z nierozważnych technicznie kroków -ale dopiero teraz. Po uświadomieniu sobie swojej ( naszej) bylejakości, postanawiam zmiany zacząć od siebie.



    Jolu szczerze współczuję pasma nieszczęść. Mam nadzieję, że się jakoś pozbieracie, a należna pomoc dotrze w najbliższym czasie.
    Cóż, z dobrą kawą jest pewnie najmniejszy problem....
    Nie chcę nikogo wprawiać w zły nastrój. Po to są problemy, żeby je rozwiązywać, a ja jestem z tych "głupich", co wierzą " w naprawę Rzeczypospolitej"....
    Gorąco pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio tak sie porobilo, ze wybierajac sie do lekarza moga byc problemy z porozumieniem sie a po drugie jak juz dostanie sie zwolnienie to nie na pewno pieniadze... Jedno z drugim ostatnio nie idzie w parze. Tez nie chce byc pesymistyczna ale czasy obecne dalekie sa od tych oczekiwanych... Pozdrawiam. M

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego najlepszego Tobie i Twoim Czytelniczkom z okazji Waszego wczorajszego i nie tylko Dnia:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Moto, ja też się przyłączam do życzeń; wczoraj mieliśmy jakieś problemy z internetem, dlatego życzenia z okazji Dnia Kobiet nieco spóźnione. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mamsan, właśnie o tym chciałam powiedzieć i o wszystkich absurdach dotyczących służby zdrowia, a jest ich niemało. Najtrudniej jest przejść obojętnie obok faktu, że przepisy i biurokracja zasłaniają CZŁOWIEKA, dla którego to prawo stworzono.

    OdpowiedzUsuń
  8. Slavkosnip- bardzo dziękuję za życzenia. Lubię to święto. Podobno wczoraj była setna rocznica utworzenia tego święta. Nie przeszkadza mi łatka dla niego, że to komunistyczne święto. Nieprawda.... bo kobiece :) Jeszcze raz dziękuję

    Jolu dziękuję jeszcze raz z wzajemnością oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
  9. z przyjemnością przeczytałem "plaster" - masz bardzo oryginalny sposób patrzenia na życie. Gratulacje i czekam na następne Twoje teksty

    OdpowiedzUsuń
  10. aro 49

    Moniko!

    Od początku lat dziewięćdziesiątych, w Polsce nie było dobrze płatnej pracy.
    Przez kilkanaście lat jeździłem więc do pracy do Włoch na 3, 4 miesiące w roku
    i zarabiałem na miesiąc więcej niż w Polsce zarabiało się przez rok.
    (Teraz podczas jednego miesiąca pracy tam, zarabia się tyle ile tu, pracując 3 - 4 miesiące,
    przy średniej płacy miesięcznej na rękę w Polsce 2000 zł.)
    I właśnie tam zderzyłem się z inna mentalnością narodu.
    Włosi nie byli nauczeni w ogóle kombinować.
    Gdy właścicielowi zepsuł się traktor, nie dość, że nie bawił się sam w naprawę, to nie bawił się w mechaników. Zadzwonił do firmy, która za pół godziny przywiozła mu na lawecie taki sam, sprawny, wyczyszczony traktor, którym mógł od razu pracować nie tracąc czasu.
    I tak było ze wszystkim: instalacją wodną, kanalizacją, tynkowaniem, malowaniem, itd.
    Nic nie kombinował sam, co u nas nie było spotykane, a nawet odbierane by było, że jest się niezaradnym i nic nie umie się zrobić. A on jak każdy z nich specjalizował się w tym, co było jego pracą, i dawało mu zysk.
    U nas w Polsce właściciel: jeśli awaria byłaby winą elektrycznego układu, „spiąłby ten układ na krótko”, czyli ominął drucikiem, jeśli awaria byłaby winą hydrauliki, zalepiłby ten przewód plasterkiem.
    Gdy przebiłem we Włoszech oponę, Francesco wziął mnie z tym kołem i zawiózł do oponiarza (in italiano: gommista), aby ten założył mi nową. Ja się nie zgodziłem, bo to za drogo, więc pozwolił mi wybrać starą z odpadów za darmo, ale nadal nie zgodziłem się, aby on mi ją zakładał na specjalnej maszynie w 10 sekund. Wziąłem tę oponę, i na placu przed domem, przez paręnaście minut zakładałem ja łyżkami na felgę.
    Dzisiaj w Polsce też nikt tak już nie robi, bo ludzi stać na opłacenie wymiany kół, lub na lawetę w razie zepsucia samochodu.
    W medycynie mało się zmieniło pod tym względem. Na badanie nie dostanie się skierowania jak się nie załatwi, do szpitala trzeba iść z własnymi opatrunkami i własnymi pampersami, itd.
    Wydaje mi się, że ta najważniejsza dziedzina życia, wymaga właściwej reformy ubezpieczeń społecznych w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawe spojrzenie. Przeczytalam z przyjemnoscia ale tez ze smutkiem.....bo w Polce wciaz jest tak jak jest.......ja coraz czesciej watpie czy to sie kiedykolwiek zmieni.......Pozdrawiam i dziekuje za odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń