piątek, 30 października 2009

hr Dzieduszycki

PAP, Andrzej Rybczyński

Wojciech Hrabia Dzieduszycki, piękna, polska, „renesansowa” postać.
Przemiłą aparycją, dobrodusznym spojrzeniem, dużym poczuciem humoru, i dobrotliwym uśmiechem zaskarbił sobie moją sympatię. Miałam to szczęście ten dobrotliwy uśmiech zobaczyć z bliska.


Człowiek o niespotykanej wrażliwości na sztukę. Przed wojną występował jako śpiewak operowy, aktor i dyrygent.
Wojna przyniosła mu bardzo ciężkie doświadczenia, obóz koncentracyjny i karę śmierci, której uniknął dzięki swoim zdolnościom artystycznym ( rozpoznano w więźniu przedwojennego śpiewaka operowego).

Po wojnie skonfiskowano jego majątek rodzinny, ale to nie pozbawiło go woli czynu. Był dyrektorem teatru w Krakowie, potem dyrektorem , jako inżynier, młynów zbożowych we Wrocławiu.
Sławna "Mąka Wrocławska" jest jego dzieckiem.

Po za tym wciąż działał na niwie kultury. Był recenzentem muzycznym i teatralnym, aktorem i autorem tekstów kabaretowych.

Był współorganizatorem Festiwalów Chopinowskich w Dusznikach, fundatorem nagród dla młodych recenzentów, inicjatorem powstania pomnika Chopina we Wrocławiu.

Ostatnie lata życia nie były dla niego łaskawe, choć bardzo godne.
Wyznał w liście otwartym do mieszkańców Wrocławia, że był tajnym współpracownikiem służb i zrzekł się honorowego obywatelstwa.

Było to z jego strony godne, odważne i honorowe wyznanie, które w moich oczach nawet nie przyćmiło tego, jakim był człowiekiem i jak wielkie zasługi poczynił dla kultury polskiej. Tym większy mam do niego szacunek i uznanie.
Zawsze i bez ustanku będzie mnie oburzać to z jaką łatwością ludzie osądzają drugich.

Hrabia Dzieduszycki nie był zimnym pomnikiem. Był człowiekiem z krwi i kości, ale jednocześnie człowiekiem o klasie najwyższej próby.


Odszedł pozostawiając po sobie niezajęte miejsce, bo takich ludzi już nie ma …

4 komentarze:

  1. Mroczne czasy SB i NKWD zmuszały malutkich i wielkich do różnych zachowań. Naukowiec, artysta, czy inżynier chcąc realizować swoje pasje życiowe był zmuszany do podpisania niejednej "lojalki" czy współpracy ze służbami komunistycznymi, alternatywą był niebyt intelektualny. Inna sprawa czy faktycznie współpracował, czy tylko markował taką współpracę - to dzisiaj nie jest ważne. Ważnym jest to, że nie wszyscy mieli na tyle odwagi by się do tego przyznać. Kontrowersie budzi postać pułk Kuklińskiego - zdrajca czy patriota? - a może zdradzając komunistyczną ojczyznę był prawdziwym bohaterem? poświęcając swoje dobre imię i honor oficera działał dla dobra Ojczyzny - wybrał co jego zdaniem było ważniejsze !!
    Hr.Dzieduszycki przyznał się sam do współpracy i sam zrezygnował z honorowego obywatelstwa - ale tym dał też przykład prawdziwego obywatelstwa !!!
    Postać ta pokazuje jak wazniejszym jest dobro Ojczyzny ponad osobiste ambicje i dobro.
    Zapytałbym - ilu obecnych politykierów ma taką odwagę i poczucie honoru ???

    OdpowiedzUsuń
  2. To były właśnie takie czasy. Nie wiadomo jakimi brutalnymi sposobami wyłuskiwano z tych ludzi deklarację współpracy. Czasem była to nagroda w postaci gratyfikacji pieniężnej, ale często również brutalny i wstrętny szantaż. Nie jesten godny człowiek zapłacił za to podwójną cenę. Będący szantażowanym kiedyś, teraz musi płacić podwójnie: wstydem, niesławą i pogardą, jaką okazują mu inni ludzie. Jakież to często niesprawiedliwe...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli ktoś z osób czytających ten wpis znalazłby się przypadkiem w Warszawie -koniecznie musi iść do teatru Studio na monodram -performance autorstwa wnuka hr Dzieduszyckiego -Wojtka Ziemilskiego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo chętnie bym poszła, ale moje krakowskie korzenie tak mocno trzymają, że nie sposób mi się wyrwać.

    OdpowiedzUsuń

Warszawa w rozmowach- Justyna Krajewska

Takie pozycje książkowe lubię najbardziej. Biograficzne, historyczne, prawdziwe i klimatyczne. Takie lubię czytać. Dzięki swoim bohaterom au...